Teatr Snów
Teatr Snow

In order to view this object you need Flash Player 9+ support!

Get Adobe Flash player
Joomla! Slideshow

TEATR SNÓW

Po tekście prezentującym pisemko ulotne „Ulica" (Mać nr 1/95) w ramach publikacji o działaniach ulicznych kolej na teatr uliczny. Przedstawiamy gdański Teatr Snów i rozmowę z jego filarami.

Dlaczego ulica, dlaczego komunikowanie się bezpośrednie, które jest przecież ryzykowne, bo podział na artystę i widza jest mniej czytelny niż w teatrze zamkniętym, ryzyko, że zdarzy się coś, czego nie kontrolujemy...

Jasne, że scena jest bezpieczna, dużo bardziej bezpieczna niż ulica. Ale od początku. W 1983 roku odbył się pierwszy polski festiwal teatru ulicznego. Był to czas stanu wojennego i na ulicach działy się rozmaite rzeczy, z wyjątkiem imprez związanych ze sztuką, wystąpieniami artystycznymi. Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego załamał się ruch związany z teatrem studenckim, który zresztą już w końcówce lat 70-tych nie był najsilniejszy. Część tych wielkich teatrów się zinstytucjonalizowała i została tylko Akademia Ruchu i Teatr Ósmego Dnia. Festiwal więc odegrał bardzo ważną rolę, pokazał, że nie tylko można coś jeszcze zrobić, ale na dodatek wyjść z tym na zewnątrz. Oczywiście były kłopoty z cenzurą, teatr TAKO, z którym wtedy współpracowaliśmy miał tego typu problemy, jednak to był początek czegoś, co można nazwać ruchem teatrów ulicznych.

Ulica dlatego, że tak się nasza historia ułożyła, po prostu wejście w to samodzielne uprawianie sztuki zbiegło się historycznie tak a nie inaczej i ten festiwal - ja bardzo podkreślam jego rolę w tamtym momencie, bo niestety ta jego rola z roku na rok staje się coraz mniej istotna - stał się dla nas bardzo ważny. Tam spotykały się bardzo różne grupy. To co można nazwać klasyką teatrów ulicznych pochodzenia cyrkowo - jarmarcznego, zetknęło się z czymś, co reprezentował Cosmos Kolej z Francji, teatr który pokazał coś, co nam najbardziej odpowiadało, teatr poetycki.

I to, co dzisiaj robimy jest właśnie teatrem poetyckim z tym, że bez użycia słowa, z użyciem tego, co jest chyba istotą poezji, z użyciem metafory, obrazu, spięć między wyrazami...

To wszystko można było pokazać również w teatrze zamkniętym, czemu ulica?

Bo tylko tam można było robić żywą sztukę! Co z tego, że robilibyśmy spektakle, fajne i ciekawe, ale których nie można by było pokazać, to by nie działało. Teatr funkcjonuje tylko wtedy, gdy spotykają się dwie grupy ludzi, tych którzy mają coś do powiedzenia i tych którzy ewentualnie chcą tego posłuchać, chcą to zobaczyć. Więc ulica, bo gdy zaczynaliśmy było tu jedyne miejsce, gdzie można było to robić sensownie. Nie wychodziliśmy z pozycji estetycznych, pozycji uprawiania sztuki w ogóle, ale posługując się językiem teatralnym chcieliśmy mówić o tym, co jest dookoła. Nie byliśmy jednak teatrem politycznym. W TAKO ten plan społeczny, polityczny był ważniejszy, oczywiście korzystając z tego, co w tym czasie było charakterystyczne dla większości ludzi uprawiających sztukę każdej dziedziny, aluzyjności, bo tylko w ten sposób można było mówić.

Tak więc jeśli teatr TAKO pokazywał wówczas bajkę o krasnoludkach, to robił to po to, by powiedzieć kim jest smok. I okazuje się, że było tu czytelne, bo cenzura zamknęła ten spektakl. A co z tego, gdyby takie przedstawienie oglądała garstka studentów gdzieś tam w klubie, nawet jeśli by się udało pokaz zorganizować.

Teraz pytanie, dlaczego przy tej ulicy pozostaliśmy. Tak się złożyło, że wsiąkliśmy w tę specyfikę. Wydawać by się mogło, że jest to ostatnie miejsce do uprawiania sztuki przynajmniej takiej, jaką my robimy. Operując językiem metafory, pewnym klimatem balladowym, co jest wbrew rytmowi ulicy, co jest w jakiś sposób formą interwencji właśnie w ten rytm. To co niesie ze sobą ulica, a co jest może negatywną stroną tej przestrzeni to jest przypadkowość, zmienność, począwszy od pogody, architektury, pomimo zagarnięcia jakiejś przestrzeni pojawia się niespodziewanie np. jakiś samochód i trzeba to wmontować, czasami się to nie udaje, może to być sfora psów, która ma spotkanie w tym samym miejscu, czy kilku zawianych jegomości, którzy koniecznie chcą pokazać, że oni mogą też zagrać.

Ale z tym wszystkim różnie bywa, wszystkie te niebezpieczeństwa czasami mogą bardzo przeszkodzić, ale też mogą wspomóc przedstawienie, dodać coś, czego nie zakładaliśmy, chociaż grając na ulicy lat dziesięć wiele już potrafimy przewidzieć. Ważną rzeczą jest, że nasze przedstawienia mają fabułę. To jest ogromne utrudnienie. Bo jeśli przedstawienie złożone jest z numerów, są jakieś scenki, zdarzenie typu happeningowego, (coś się robi i zobaczymy co z tego wyjdzie), to te interwencje nie są przeszkodą - u nas jest inaczej. My opowiadamy historię, obraz jest montowany często trudnym językiem. Dla przypadkowego gapia, który się potem zmienia w widza, mogą być pewne trudności. Stąd zdarzają się reakcje typu, „lepiej byście się do roboty wzięli”. Pomimo to dla nas najważniejsze są właśnie te przedstawienia, w których widzowie nie czekają na przedstawienie. Spektakle nie są zapowiadane, więc są zaskoczeniem dla ludzi wracających ze sklepu, spacerujących. Dlatego ulica, to jest właśnie ekscytujące, bo przecież tu każdy spektakl jest inny. Wydaje się, że jest to bardziej ekscytujące niż granie na scenie, a możemy to powiedzieć, bo gramy nie tylko na ulicy. Poza tym kiedy gapie już zamienią się w widzów, to są to już przeważnie wspaniali widzowie. Oni już świadomie wybrali, w teatrze czasami, nawet jak cię sztuka nie interesuje, to jakoś nic wypada, lub trudno wyjść. Tutaj reakcja jest błyskawiczna, błyskawiczne komentarze. Właśnie tu, na ulicy tworzy się niesamowita więź, istnieją pewne napięcia. Zdarza się, że dzięki przedstawieniu udaje się uciszyć ulicę z całym swym hałasem, udaje się wyrwać ludzi z tego normalnego rytmu.

Czy na przestrzeni lat zauważyliście jakąś zmianę w reakcjach ludzi, publiczności?

Tu trzeba by pewnie jakiegoś socjologa. Na pewno tam gdzie gra się częściej, publiczność staje się bardziej wymagająca. To co było nowe kiedyś, świeże z czasem staje się mniej atrakcyjne. Na pewno można porównać publiczność zachodnią i naszą. Zachodnia jest bardziej chłodna, u nas mimo wszystko jest coś nowego. Na zachodzie takie rzeczy odbywają się od dawien dawna i w dużej ilości. Co prawda przez tę wielość, ci którzy mają większy związek ze sztuką, plastycy, ludzie teatru poprzez te liczne porównania stają się lepszymi fachowcami – u których zresztą mamy niezłe notowania – stąd nasze wyjazdy zagraniczne.  Ale tak jak mówiłem, w masie publiczność jest cieplejsza tutaj. Oczywiście zdarzają się reakcje agresywne, nawet takie, które doprowadzają do zepsucia spektaklu, ale to zdarza się niezmiernie rzadko, na dwieście kilkadziesiąt spektakli mieliśmy tylko dwa takie przypadki.

Myślę, że ludzie reagują agresją na coś, czego nie rozumieją.

Ale jednocześnie jest i tak, że zaprasza się nas po spektaklu na wódkę czy na piwo, gorzej jak to piwo stawiają w czasie spektaklu. Ale to jest dowód na to, że to co robimy działa. Zaś jeśli chodzi o reakcję w mediach: na zachodzie dokładnie omawia się co robisz, przeprowadza się analizę, komentuje symbolikę, u nas trudno znaleźć cokolwiek więcej od informacji, że „Teatr Snów pokazał piękny poetycki spektakl”.

Relacje między teatrem ulicznym a zamkniętym.

Część krytyków i teatry instytucjonalne traktują teatr uliczny trochę jak teatr kategorii B. Oczywiście nie jest to zasada. Naszym pierwszym wielkim fanem był Jan Machulski dziekan wydziału aktorskiego Łódzkiej Szkoły Filmowej. Mamy wielu innych aktorów i krytyków, którym po prostu odpowiadamy, którzy zdają sobie sprawę, że ulica pomimo całych swoich niebezpieczeństw, jest wyzwaniem i może dawać ogromną satysfakcję, że daje szansę na autentyczne spotkanie.

Co z aktorem ulicznym, który przez granie bez afiszy staje się aktorem anonimowym?

Tak, nie jest to teatr gwiazdorski. Chociaż nie jesteśmy zupełnie anonimowi, ludzie nas znają, poznają nas na ulicy. To czy znają nasze nazwiska nie jest dla nas takie ważne. My jesteśmy Teatrem Snów, chcemy wyjść na ulicę z czymś pięknym i w sensie formy i treści, chcemy pokazać opowieść o ludzkim losie, o miłości, śmierci itd., o sprawach które dotykają każdego, czasem, być może trudnym językiem, nowoczesnym językiem teatralnym, (chociaż nic jesteśmy teatrem awangardowym), ale to właśnie komunikacja jest dla nas czymś najbardziej istotnym. Ważne jest po co się to robi, a nie czy ktoś zna nasze nazwiska. Wiele rzeczy w sztuce - i to tych najpiękniejszych - jest anonimowych.

Z całej wielkiej grupy ludzi, którzy przewinęli przez teatr, tylko dwie osoby wybrały szkoły aktorskie.

Pomysły na przyszłość.
Zaczęliśmy robić pierwsze kroki do nowego spektaklu. Tzw. cykl produkcyjny jest u nas bardzo długi, bo sami tworzymy ten spektakl. Nie bierzemy dramatu, który leży na półce, my to wymyślamy od początku do końca, poprzez improwizacje, rozmowy, oglądanie obrazów, słuchanie muzyki itd.

W maju będzie premiera naszego spektaklu, którego tytułem roboczym jest „Ogród”. Będzie to nasz pierwszy spektakl odbywający się w sposób wędrująco - stacjonarny. Cześć przedstawienia będzie w drodze, będzie nawiązaniem do symultanicznego teatru średniowiecznego. Tematyka oczywiście będzie współczesna. Tradycyjnie, nawet wtedy gdy się zmagamy z mitami, archetypami, to tylko po to by dowiedzieć się, co one znaczą dzisiaj. Podobnie będzie w nowym przedstawieniu, nawiązanie do Odysei, odwiecznej potrzeby wędrówki, będzie łódź wędrująca czy też rydwan, wóz, statek głupców, czyli outsiderów, ludzi z marginesu, wyrzuconych z miasta, którym zdarza się coś, co może mieć pewne znaczenie dla tych „normalnych”, którzy wykopali to towarzystwo...

Rozmawiał: Pimpuś.

TEATR SNÓW
Ulica
Mać Pariadka 2/95
Theatre of Dreams

Muzyka ze spektakli