Ślub
W „Ślubie” – wspólnym przedsięwzięciu gdańskiego Teatru Snów i teatru Aspik z Hildesheim Henryk ma swojego niemieckojęzycznego sobowtóra. Obaj uczestniczą w pełnej rytuałów walce o władzę.
Teatr Snów, uznawany za jeden z najciekawszych w Polsce teatrów ulicznych, powrócił z miesięcznego torunée w Niemczech i Francji. Wystąpił w Hildesheim, Hannoverze, Oldenburgu, na OstArt Theaterfestival w Troisdorfie i Festiwalu Sztuki zespołowej w Marsylii.
Dialog teatralny
Współpraca między gdańskim zespołem a teatrem Aspik, który tworzą studenci pedagogiki kulturalnej z Hildesheim, rozpoczęła się dwa lata temu. Inicjatorem wspólnych działań teatralnych byli artyści z Niemiec, zafascynowani polskim teatrem, dobrze znający najbardziej wartościowe polskie zjawiska teatralne.
Zanim doszło do wspólnej realizacji „Ślubu”, spektaklu opartego na motywach dramatu Gombrowicza, obydwa zespoły odbyły cykl wspólnych ćwiczeń warsztatowych na wybrane tematy (np. „dyktatura”, „władza”). Nad dramatem Gombrowicza pracowano oddzielnie. Spektakl złożono w całość podczas kilkudniowego wspólnego pobytu w Niemczech.
Polsko-niemiecki „Ślub”
miał dwie wersje. Pierwszą zaprezentowano w listopadzie 1992 roku na festiwalu teatralnym w Lösecke, drugą poprawioną, wyretuszowaną w czasie ubiegłorocznych występów w Niemczech. - W drugiej wersji spektaklu „historia” została opowiedziana w sposób bardziej czytelny, klarowny – opowiada dziennikarzowi Hildesheimer Allgemeine Zeitung Julia Lochte, jeden z trzech, obok Zdzisława Górskiego i Uli Jäckle, współreżyserów „Ślubu”. – W większym stopniu wykorzystaliśmy możliwości, które niesie z sobą dwujęzyczność naszej produkcji teatralnej. W nowym przedstawieniu lepiej zrównoważyliśmy sceny polskie i niemieckie, a także te, które opracowaliśmy wspólnie.
Henryk nr 1, Henryk nr 2
W spektaklu Teatru Snów i teatru Aspik Henryk ma innojęzycznego sobowtóra. Sobowtórowe, polsko- i niemieckojęzyczne są też pary rodziców. Nadprogramowe postacie sceniczne wprowadzają dodatkowe, gwałtowne zwroty akcji. Niemiecko- i polskojęzyczni rodzice muszą stoczyć z sobą pojedynek, by „teatralna maszynka” mogła potoczyć się dalej.
„Każda niewinna część ciała może u Gombrowicza nagle stać się podejrzana i przekształcić się w narzędzie mordu. Każde okrucieństwo ma swój banalny początek” - piszą w programie do swojego „Ślubu” aktorzy Teatru Snów i teatru Aspik. Artyści z Hildesheim dodają: „Dla nas, Niemców, ma to szczególne znaczenie”.
Polsko-niemiecki „Ślub” to spektakl o teatralnej naturze władzy, o władzy jako grze. W tym przedstawieniu umiejętność czynienia użytku z rytualnych gestów legitymuje każdą uzurpację władzy, każdą dyktaturę. „Grać znaczy manipulować”. Umowny, fałszywy charakter władzy podkreślają rozbudowane partie chóralne - muzyczny odpowiednik dworskich rytuałów.
„Ślub” został bardzo dobrze przyjęty przez niemiecką prasę. „Spektakl operuje bogactwem pomysłów, różnorodnością stylów gry”, pisze recenzent Hildesheimer Allgemeine Zeitung. „Taneczny, pantomimiczny charakter gry polskich aktorów zderzono z opartym na ostrych kontrastach poetyką teatru Aspik. Zyskał na tym niemiecki zespół – to nowe doświadczenie rozluźniło, nadało intensywności grze Niemców. Artyści niemieccy wnieśli do spektaklu efekty zaczerpnięte z filmu: zwolnienia, przyspieszenia akcji, unieruchomione kadry”.
- To był nasz najpoważniejszy projekt i najtrudniejsze zadanie teatralne – twierdzi szef Teatru Snów Zdzisław Górski. - Podjęliśmy próbę stworzenia jednolitego przedstawienia, które scalałoby różne stylistyki teatralne i języki. Żałuję tylko, że we wspólnym „Ślubie” znalazło się za mało tego, co jest specyfiką naszego teatru.
Festiwale, festiwale
Ubiegły rok zaowocował udziałem Teatru Snów w dwóch znaczących zagranicznych festiwalach teatrów ulicznych i alternatywnych.
OstArt Theaterfestival w Troisdorfie (mała miejscowość między Bonn i Kolonią) to przegląd otwartych scen teatralnych ze wschodu Europy. We wrześniu ubiegłego roku spotkały się na nim teatry z Polski, Rosji, Białorusi. Festiwal w Troisdorfie pozbawiony jest zwyczajowej rywalizacji między występującymi zespołami. Według redaktora „Rhein-Sieg-Anzeiger”, obserwatorom najbardziej podobały się spektakle gdańskiego Teatru Snów: „Republika marzeń” i „Wizyta”. Gdański zespół obok petersburskiego Dereva i krakowskiego KTO zaproszono na cykl występów w kilku miastach Niemiec.
Teatr Snów wystąpił też na marsylskim Festiwalu Sztuki Zespołowej; zaprezentował tam „Sanatorium” według Schulza i polsko-niemiecki „Ślub”.
„Gombrowicz w podróży” Aleksandra Ubertowska
Teatr Snów w Niemczech i Francji
Gazeta Morska nr 11 (867), 14 stycznia 1994
Gdański Teatr Snów wyruszył na kilkutygodniowe tournée po Niemczech i Francji. W Niemczech teatr zagra wspólny spektakl na podstawie „Ślubu” Witolda Gombrowicza z niemieckim teatrem Aspik.
Teatr Snów, pracujący w Domu Kultury na Oruni, uznawany jest za jeden z najlepszych w Polsce teatrów ulicznych. Obecna podróż do Niemiec i Francji jest już piętnastą podróżą zagraniczną teatru, który występował już prawie w całej Europie i brał udział w wielu prestiżowych festiwalach teatrów alternatywnych i ulicznych. – W zeszłym roku po udanych występach w Oldenburgu nawiązał z nami współpracę niemiecki teatr Aspik. Niemcy zaproponowali zrobienie wspólnego spektaklu, którego tematem miało być życie i sen – mówi szef Teatru Snów Zdzisław Górski. Latem tego roku teatr Aspik przyjechał do Gdańska. Mimo że oba teatry posługują się podobnym językiem teatralnym (operowanie obrazami, a nie słowem, nadrzędna rola muzyki) okazało się, że wspólne budowanie spektaklu nie jest takie łatwe. – Powiem szczerze, bardzo się męczyliśmy - ujawnia Górski. Pracę ułatwiał fakt, że teatr Aspik zajmował się teatralną adaptacją dzieł Gombrowicza nie po raz pierwszy. Do Polski przywiózł np. spektakl „Trans” na podstawie „Trans-Atlantyku”. Próbna wersja „Ślubu” powstała latem tego roku i została pokazana podczas jednego z zamkniętych spektakli. „Ślub” Gombrowicza to materiał na trzygodzinny spektakl, tymczasem przedstawienie przygotowane przez Aspik i Teatr Snów trwa tylko 50 minut. – To jest spektakl na kanwie „Ślubu”. Z tekstu Gombrowicza wybraliśmy jedynie pewne wątki. Całość ma swoje polityczne przesłanie. Część tekstów, mówi, mówiona jest po niemiecku, część po polsku. Niektóre i po polsku, i po niemiecku, choć aby zrozumieć spektakl warto znać oba te języki – informuje Górski. Teatr Snów ma już w swojej karierze podobną współpracę z innymi teatrami. – Wspólne projekty teatralne realizowaliśmy już z łódzkim Teatrem 77 oraz ze słynnym czeskim teatrem Divadlo na Provazku, z którym przygotowaliśmy spektakl o Don Kichocie - mówi szef teatru. - Praca tego rodzaju jest cholernie trudna i tak do końca nigdy żadna ze stron nie jest zadowolona z efektu końcowego - twierdzi Górski.
Podróż Teatru Snów rozpoczyna się w Hildesheim (z tego miasta pochodzi teatr Aspik). – W Hildesheim zagramy trzy spektakle wspólnie z teatrem Aspik, następnie trzy spektakle w Hanoverze i jeden w Oldenburgu. Później jedziemy do Francji. Tam pokażemy się w Marsylii na Festiwalu Sztuki Zespołowej – informuje Górski. Oprócz wspólnego grania „Ślubu” z Niemcami, gdańszczanie pokażą za granicą także swoje dawne spektakle, takie jak „Sanatorium” (spektakl inspirowany twórczością Brunona Schulza) oraz „Podróże”.
- Tym wyjazdem kończymy sezon teatralny i zaczynamy myśleć już o nowym spektaklu. W styczniu będzie, jak co roku, nowy nabór do Teatru Snów połączony z warsztatami teatralnymi. Naszym marzeniem jest stworzenie niezależnego ośrodka poszukiwań teatralnych w Gdańsku, bo z pacy w domu kultury już dawno wyrośliśmy... – zwierza się Zdzisław Górski. Warto przypomnieć, że tuż przed wyjazdem do Niemiec i Francji Teatr Snów odniósł sukces na Międzynarodowych Targach Inicjatyw Teatralnych w Pile. Osobną nagrodę im. Dormana otrzymał szef teatru….
„Ślub z Niemcami” Krzysztof Skiba
Podróże Teatru Snów
Gazeta Morska nr 265 (816), 13 listopada 1993
Hildesheim. (Brzęk tłuczonego szkła). W ferworze ślubu (wesela) tłucze się szkło. Ale bez obawy: w tym przypadku nie jest to zapowiedź siedmiu chudych lat małżeństwa, lecz konsekwencja wyczerpujących prób. Przez pięć dni po 16 godzin dziennie oba teatry zbliżyły się do W. Gombrowicza w sztuce „Ślub”.
Ten niemiecko-polski projekt znajdzie swoje ukoronowanie podczas Trzeciego Festiwalu Teatralnego w Hildesheim. Podczas gdy Aspik przedstawił wczoraj swoją wersję „Transatlantyku” Gombrowicza, a polski teatr uliczny Teatr Snów przedstawił dzisiaj swoją sztukę „Sanatorium” B. Schulza – a propos - dziś mamy setną rocznicę urodzin autora, a jutro w programie jest premiera wspólnej sztuki „Ślub”.
Już w sierpniu teatr z Hildesheim pojechał do Gdańska, by w ciągu dwóch tygodni ustalić koncepcję dialogu teatralnego i rozpocząć pierwsze próby. Zdecydowano się na „Ślub”, ponieważ ma on wiele wspólnego z tematem „snu”. W Polsce jest ta sztuka „Faustem” XX-go wieku – wyjaśnia Julia Lochte, która wspólnie z Uli Jäckle i Zdzisławem Górskim z Teatru Snów zajmuje się reżyserią. „Jest to jakby gama skojarzeniowych obrazów do sztuki, gra senna przedstawiająca świat wewnętrzny i zewnętrzny Henryka oraz jego rozdarcie” – mówi Jäckle. Jest to także ślub dwóch grup, kultur i języków. Na przemian pokazywane są sceny Aspiku, w które włączeni zostali Polacy i odwrotnie. Jeszcze trudniejsze okazały się części wspólne, w których także problemy językowe dały się łatwo zauważyć. W rezultacie oba języki zajmują równorzędne pozycje, tak jak i zresztą muzyka skomponowana przez Malte Preußa i Ingo Günthara , będąca równorzędnym partnerem wkomponowanym w akcję. „Dopiero muzyka czyni często akcję zrozumiałą” – wyjaśnia Preuß. Muzyka jest zrośnięta ze sztuką, definiuje stacje płaszczyzn sennych.
„Język nie ma znaczenia priorytetowego” – podkreśla Jäckle. Ważniejszy od zrozumienia jest dźwięk (brzmienie, barwa) danego języka. „Nie treść czy sens są najistotniejsze lecz zabawa (gra) teatralna jako mikrokosmos” – wyjaśnia reżyser. Dla aktorów próby były zarówno pouczające jak i trzymające w napięciu, dla publiczności ma to być zabawa, którą trzeba przeżyć „poprzez brzuch”.
Także reżyser polskiej grupy teatralnej traktuje eksperyment jako udany. „Na początku było trudno, zanim znaleźliśmy wspólny język teatralny”. Bo są różnice. Teatr Snów jako teatr uliczny wyraża się raczej w tańcu i nadzwyczaj oszczędnie, natomiast „Aspik” nabiera oddechu, by krok po kroku i kontrastowo opowiedzieć historię. „Te różnice będą trzymać widzów w napięciu” – ma nadzieję Jäckle.
Po premierze w jutrzejszą sobotę o 20.30 w Fabryce-Kultury w Löseke będzie można zobaczyć „Ślub” jeszcze 22-go i 23-go listopada.
„Dialog teatralny na dwa języki obce i muzykę”
Polski „Teatr Snów” i „Teatr Aspik” jutro we wspólnej premierze „Ślubu”
Hildesheimer Allgemeine Zeitung 20 listopada 1992
Hildesheim. Umarł król – niech żyje król. Od czerwonej togi (płaszcza królewskiego) do płaszcza skórzanego, od monarchii do dyktatury. Obrazy, które pisze życie. A jednak to sen, sen o życiu, dzieciństwie, rodzicach, walce, miłości, społeczeństwie, śmierci. Sen, który przedstawił W. Gombrowicz w „Ślubie” – a który zrealizowały polski Teatr Snów i Teatr Aspik w Hildesheim. Pod hasłem „Życie snem” oba teatry wzięły pod lupę trójcę polskiej literatury współczesnej: Gombrowicza, Schulza i Witkiewicza. „Ślub” przetwarza teatralnie „Sanatorium” B. Schulza i „Transatlantyk” Aspiku wg Gombrowicza. Wspólnie zilustrowano teraz groteskowo „Ślub”.
Rzeczywistość tego dialogu teatralnego jest dobitna i kolorowa, nawet jeśli nie zawsze zrozumiała (program służy pomocą). Fascynujące w tej wyszlifowanej inscenizacji, która powstała w ciągu zaledwie trzytygodniowych prób przed festiwalem teatralnym jest przede wszystkim symbioza obu języków teatralnych.
Taneczna, zbliżona do pantomimy gra Polaków łączy się w całość z kontrastowym filmowym językiem Niemców. Na tym zyskuje również Aspik. Jego reżyseria zwykle tak intelektualnie naładowana obrazami sprawia wrażenie lżejszej i pogodniejszej. Tak powstała perfekcyjnie przedstawiona, zarówno absurdalna jak i dowcipna karuzela namiętności, w której sytuacje wciąż się powtarzają i zmieniają. Tylko mechanizmy pozostają te same.
Opowiedziana tu została historia młodego człowieka, który w dosłownym znaczeniu tego słowa, jest w sobie rozdarty. „Razem jesteśmy czymś całkiem innym niż każdy z nas osobno” – stwierdzają obaj Henrycy. Matthias Günthar i Wojciech Wiński, którzy tak jak wszystkich dziesięciu aktorów pełni są napięcia i perfekcji.
Ślub królewskiego młodzieńca ze swoją narzeczoną służy raczej jako bardzo zabawnie namalowane tableu do potyczek ze sobą i światem. Przy pomocy świecznika próbuje on w ciemnym pomieszczeniu wprowadzić światło w swoje wnętrze.
Wtedy odkrywa swoich kochających życie polskich i sztywnych, jakby połknęli kij, rodziców niemieckich, którzy ubiegają się o niego w pojedynku stołowym. Narzeczona staje się służącą, ojciec obawia się konkurencji z synem, morderca kieruje czarno-brunatny palec na króla.
Fantastyczna gama obrazów, których skojarzenia nie zawsze są jasne, ale na ogół sprawiają ogromną przyjemność. Oryginalne są powóz i kolej z ludzi, dowcipne zabawy, gry językowe polsko-niemieckie…
Reżyserzy Zdzisław Górski, Julia Lochte i Uli Jäckle wykorzystali bogactwo pomysłów, różnorodność sposobów gry i języków, by przedstawić różnice tych obu rodów, które przez ślub miały stać się jednym.
Jest więc także obowiązkowe zdjęcie ślubne, są ludzie, którzy w rozmowie w drobiazgach umizgują się do siebie, jest myślenie hierarchiczne, są darmozjady. Obok opowiada się tu polityczną historię króla i jego dworu – tu brakuje często wewnętrznej spójności, która ułatwiłaby zrozumienie.
Dwór: napuszony orszak próżnych kogutów w niedorzecznych kostiumach, które naśladują każde kiwnięcie palcem swego władcy. Element chóralny zaakcentowany jest tutaj równie mocno jak i zastosowane zostały środki filmu: zatrzymanie obrazu, zwolnienie, przyspieszenie, elementy slapsticku i filmu niemego. Do tego dochodzi własna muzyka skomponowana przez Malte Preußa i Ingo Günthera, która przez całą godzinę stanowi podkład pod sytuacje i obrazy.
Wszyscy mówią o pokonywaniu granic: Aspik i „Ślub” dokonały tego. Przekonująco. Latem Niemcy z Hildesheim chcą odbyć z Polakami tournee w ich ojczyźnie. Projekt godny naśladowania, dziś wieczorem można przeżyć go jeszcze podczas Festiwalu Teatralnego.
„Powozem przez piekło - Ja”
Udany dialog: Teatr Snów i Aspik grają „Ślub” podczas Festiwalu Teatralnego w Löseke
Hildesheimer Allgemeine Zeitung 23 listopada 1992
Teatr Snów, uznawany za jeden z najciekawszych w Polsce teatrów ulicznych, powrócił z miesięcznego torunée w Niemczech i Francji. Wystąpił w Hildesheim, Hannoverze, Oldenburgu, na OstArt Theaterfestival w Troisdorfie i Festiwalu Sztuki zespołowej w Marsylii.
Dialog teatralny
Współpraca między gdańskim zespołem a teatrem Aspik, który tworzą studenci pedagogiki kulturalnej z Hildesheim, rozpoczęła się dwa lata temu. Inicjatorem wspólnych działań teatralnych byli artyści z Niemiec, zafascynowani polskim teatrem, dobrze znający najbardziej wartościowe polskie zjawiska teatralne.
Zanim doszło do wspólnej realizacji „Ślubu”, spektaklu opartego na motywach dramatu Gombrowicza, obydwa zespoły odbyły cykl wspólnych ćwiczeń warsztatowych na wybrane tematy (np. „dyktatura”, „władza”). Nad dramatem Gombrowicza pracowano oddzielnie. Spektakl złożono w całość podczas kilkudniowego wspólnego pobytu w Niemczech.
Polsko-niemiecki „Ślub”
miał dwie wersje. Pierwszą zaprezentowano w listopadzie 1992 roku na festiwalu teatralnym w Lösecke, drugą poprawioną, wyretuszowaną w czasie ubiegłorocznych występów w Niemczech. - W drugiej wersji spektaklu „historia” została opowiedziana w sposób bardziej czytelny, klarowny – opowiada dziennikarzowi Hildesheimer Allgemeine Zeitung Julia Lochte, jeden z trzech, obok Zdzisława Górskiego i Uli Jäckle, współreżyserów „Ślubu”. – W większym stopniu wykorzystaliśmy możliwości, które niesie z sobą dwujęzyczność naszej produkcji teatralnej. W nowym przedstawieniu lepiej zrównoważyliśmy sceny polskie i niemieckie, a także te, które opracowaliśmy wspólnie.
Henryk nr 1, Henryk nr 2
W spektaklu Teatru Snów i teatru Aspik Henryk ma innojęzycznego sobowtóra. Sobowtórowe, polsko- i niemieckojęzyczne są też pary rodziców. Nadprogramowe postacie sceniczne wprowadzają dodatkowe, gwałtowne zwroty akcji. Niemiecko- i polskojęzyczni rodzice muszą stoczyć z sobą pojedynek, by „teatralna maszynka” mogła potoczyć się dalej.
„Każda niewinna część ciała może u Gombrowicza nagle stać się podejrzana i przekształcić się w narzędzie mordu. Każde okrucieństwo ma swój banalny początek” - piszą w programie do swojego „Ślubu” aktorzy Teatru Snów i teatru Aspik. Artyści z Hildesheim dodają: „Dla nas, Niemców, ma to szczególne znaczenie”.
Polsko-niemiecki „Ślub” to spektakl o teatralnej naturze władzy, o władzy jako grze. W tym przedstawieniu umiejętność czynienia użytku z rytualnych gestów legitymuje każdą uzurpację władzy, każdą dyktaturę. „Grać znaczy manipulować”. Umowny, fałszywy charakter władzy podkreślają rozbudowane partie chóralne - muzyczny odpowiednik dworskich rytuałów.
„Ślub” został bardzo dobrze przyjęty przez niemiecką prasę. „Spektakl operuje bogactwem pomysłów, różnorodnością stylów gry”, pisze recenzent Hildesheimer Allgemeine Zeitung. „Taneczny, pantomimiczny charakter gry polskich aktorów zderzono z opartym na ostrych kontrastach poetyką teatru Aspik. Zyskał na tym niemiecki zespół – to nowe doświadczenie rozluźniło, nadało intensywności grze Niemców. Artyści niemieccy wnieśli do spektaklu efekty zaczerpnięte z filmu: zwolnienia, przyspieszenia akcji, unieruchomione kadry”.
- To był nasz najpoważniejszy projekt i najtrudniejsze zadanie teatralne – twierdzi szef Teatru Snów Zdzisław Górski. - Podjęliśmy próbę stworzenia jednolitego przedstawienia, które scalałoby różne stylistyki teatralne i języki. Żałuję tylko, że we wspólnym „Ślubie” znalazło się za mało tego, co jest specyfiką naszego teatru.
Festiwale, festiwale
Ubiegły rok zaowocował udziałem Teatru Snów w dwóch znaczących zagranicznych festiwalach teatrów ulicznych i alternatywnych.
OstArt Theaterfestival w Troisdorfie (mała miejscowość między Bonn i Kolonią) to przegląd otwartych scen teatralnych ze wschodu Europy. We wrześniu ubiegłego roku spotkały się na nim teatry z Polski, Rosji, Białorusi. Festiwal w Troisdorfie pozbawiony jest zwyczajowej rywalizacji między występującymi zespołami. Według redaktora „Rhein-Sieg-Anzeiger”, obserwatorom najbardziej podobały się spektakle gdańskiego Teatru Snów: „Republika marzeń” i „Wizyta”. Gdański zespół obok petersburskiego Dereva i krakowskiego KTO zaproszono na cykl występów w kilku miastach Niemiec.
Teatr Snów wystąpił też na marsylskim Festiwalu Sztuki Zespołowej; zaprezentował tam „Sanatorium” według Schulza i polsko-niemiecki „Ślub”.
„Gombrowicz w podróży” Aleksandra Ubertowska
Teatr Snów w Niemczech i Francji
Gazeta Morska nr 11 (867), 14 stycznia 1994
Gdański Teatr Snów wyruszył na kilkutygodniowe tournée po Niemczech i Francji. W Niemczech teatr zagra wspólny spektakl na podstawie „Ślubu” Witolda Gombrowicza z niemieckim teatrem Aspik.
Teatr Snów, pracujący w Domu Kultury na Oruni, uznawany jest za jeden z najlepszych w Polsce teatrów ulicznych. Obecna podróż do Niemiec i Francji jest już piętnastą podróżą zagraniczną teatru, który występował już prawie w całej Europie i brał udział w wielu prestiżowych festiwalach teatrów alternatywnych i ulicznych. – W zeszłym roku po udanych występach w Oldenburgu nawiązał z nami współpracę niemiecki teatr Aspik. Niemcy zaproponowali zrobienie wspólnego spektaklu, którego tematem miało być życie i sen – mówi szef Teatru Snów Zdzisław Górski. Latem tego roku teatr Aspik przyjechał do Gdańska. Mimo że oba teatry posługują się podobnym językiem teatralnym (operowanie obrazami, a nie słowem, nadrzędna rola muzyki) okazało się, że wspólne budowanie spektaklu nie jest takie łatwe. – Powiem szczerze, bardzo się męczyliśmy - ujawnia Górski. Pracę ułatwiał fakt, że teatr Aspik zajmował się teatralną adaptacją dzieł Gombrowicza nie po raz pierwszy. Do Polski przywiózł np. spektakl „Trans” na podstawie „Trans-Atlantyku”. Próbna wersja „Ślubu” powstała latem tego roku i została pokazana podczas jednego z zamkniętych spektakli. „Ślub” Gombrowicza to materiał na trzygodzinny spektakl, tymczasem przedstawienie przygotowane przez Aspik i Teatr Snów trwa tylko 50 minut. – To jest spektakl na kanwie „Ślubu”. Z tekstu Gombrowicza wybraliśmy jedynie pewne wątki. Całość ma swoje polityczne przesłanie. Część tekstów, mówi, mówiona jest po niemiecku, część po polsku. Niektóre i po polsku, i po niemiecku, choć aby zrozumieć spektakl warto znać oba te języki – informuje Górski. Teatr Snów ma już w swojej karierze podobną współpracę z innymi teatrami. – Wspólne projekty teatralne realizowaliśmy już z łódzkim Teatrem 77 oraz ze słynnym czeskim teatrem Divadlo na Provazku, z którym przygotowaliśmy spektakl o Don Kichocie - mówi szef teatru. - Praca tego rodzaju jest cholernie trudna i tak do końca nigdy żadna ze stron nie jest zadowolona z efektu końcowego - twierdzi Górski.
Podróż Teatru Snów rozpoczyna się w Hildesheim (z tego miasta pochodzi teatr Aspik). – W Hildesheim zagramy trzy spektakle wspólnie z teatrem Aspik, następnie trzy spektakle w Hanoverze i jeden w Oldenburgu. Później jedziemy do Francji. Tam pokażemy się w Marsylii na Festiwalu Sztuki Zespołowej – informuje Górski. Oprócz wspólnego grania „Ślubu” z Niemcami, gdańszczanie pokażą za granicą także swoje dawne spektakle, takie jak „Sanatorium” (spektakl inspirowany twórczością Brunona Schulza) oraz „Podróże”.
- Tym wyjazdem kończymy sezon teatralny i zaczynamy myśleć już o nowym spektaklu. W styczniu będzie, jak co roku, nowy nabór do Teatru Snów połączony z warsztatami teatralnymi. Naszym marzeniem jest stworzenie niezależnego ośrodka poszukiwań teatralnych w Gdańsku, bo z pacy w domu kultury już dawno wyrośliśmy... – zwierza się Zdzisław Górski. Warto przypomnieć, że tuż przed wyjazdem do Niemiec i Francji Teatr Snów odniósł sukces na Międzynarodowych Targach Inicjatyw Teatralnych w Pile. Osobną nagrodę im. Dormana otrzymał szef teatru….
„Ślub z Niemcami” Krzysztof Skiba
Podróże Teatru Snów
Gazeta Morska nr 265 (816), 13 listopada 1993
Hildesheim. (Brzęk tłuczonego szkła). W ferworze ślubu (wesela) tłucze się szkło. Ale bez obawy: w tym przypadku nie jest to zapowiedź siedmiu chudych lat małżeństwa, lecz konsekwencja wyczerpujących prób. Przez pięć dni po 16 godzin dziennie oba teatry zbliżyły się do W. Gombrowicza w sztuce „Ślub”.
Ten niemiecko-polski projekt znajdzie swoje ukoronowanie podczas Trzeciego Festiwalu Teatralnego w Hildesheim. Podczas gdy Aspik przedstawił wczoraj swoją wersję „Transatlantyku” Gombrowicza, a polski teatr uliczny Teatr Snów przedstawił dzisiaj swoją sztukę „Sanatorium” B. Schulza – a propos - dziś mamy setną rocznicę urodzin autora, a jutro w programie jest premiera wspólnej sztuki „Ślub”.
Już w sierpniu teatr z Hildesheim pojechał do Gdańska, by w ciągu dwóch tygodni ustalić koncepcję dialogu teatralnego i rozpocząć pierwsze próby. Zdecydowano się na „Ślub”, ponieważ ma on wiele wspólnego z tematem „snu”. W Polsce jest ta sztuka „Faustem” XX-go wieku – wyjaśnia Julia Lochte, która wspólnie z Uli Jäckle i Zdzisławem Górskim z Teatru Snów zajmuje się reżyserią. „Jest to jakby gama skojarzeniowych obrazów do sztuki, gra senna przedstawiająca świat wewnętrzny i zewnętrzny Henryka oraz jego rozdarcie” – mówi Jäckle. Jest to także ślub dwóch grup, kultur i języków. Na przemian pokazywane są sceny Aspiku, w które włączeni zostali Polacy i odwrotnie. Jeszcze trudniejsze okazały się części wspólne, w których także problemy językowe dały się łatwo zauważyć. W rezultacie oba języki zajmują równorzędne pozycje, tak jak i zresztą muzyka skomponowana przez Malte Preußa i Ingo Günthara , będąca równorzędnym partnerem wkomponowanym w akcję. „Dopiero muzyka czyni często akcję zrozumiałą” – wyjaśnia Preuß. Muzyka jest zrośnięta ze sztuką, definiuje stacje płaszczyzn sennych.
„Język nie ma znaczenia priorytetowego” – podkreśla Jäckle. Ważniejszy od zrozumienia jest dźwięk (brzmienie, barwa) danego języka. „Nie treść czy sens są najistotniejsze lecz zabawa (gra) teatralna jako mikrokosmos” – wyjaśnia reżyser. Dla aktorów próby były zarówno pouczające jak i trzymające w napięciu, dla publiczności ma to być zabawa, którą trzeba przeżyć „poprzez brzuch”.
Także reżyser polskiej grupy teatralnej traktuje eksperyment jako udany. „Na początku było trudno, zanim znaleźliśmy wspólny język teatralny”. Bo są różnice. Teatr Snów jako teatr uliczny wyraża się raczej w tańcu i nadzwyczaj oszczędnie, natomiast „Aspik” nabiera oddechu, by krok po kroku i kontrastowo opowiedzieć historię. „Te różnice będą trzymać widzów w napięciu” – ma nadzieję Jäckle.
Po premierze w jutrzejszą sobotę o 20.30 w Fabryce-Kultury w Löseke będzie można zobaczyć „Ślub” jeszcze 22-go i 23-go listopada.
„Dialog teatralny na dwa języki obce i muzykę”
Polski „Teatr Snów” i „Teatr Aspik” jutro we wspólnej premierze „Ślubu”
Hildesheimer Allgemeine Zeitung 20 listopada 1992
Hildesheim. Umarł król – niech żyje król. Od czerwonej togi (płaszcza królewskiego) do płaszcza skórzanego, od monarchii do dyktatury. Obrazy, które pisze życie. A jednak to sen, sen o życiu, dzieciństwie, rodzicach, walce, miłości, społeczeństwie, śmierci. Sen, który przedstawił W. Gombrowicz w „Ślubie” – a który zrealizowały polski Teatr Snów i Teatr Aspik w Hildesheim. Pod hasłem „Życie snem” oba teatry wzięły pod lupę trójcę polskiej literatury współczesnej: Gombrowicza, Schulza i Witkiewicza. „Ślub” przetwarza teatralnie „Sanatorium” B. Schulza i „Transatlantyk” Aspiku wg Gombrowicza. Wspólnie zilustrowano teraz groteskowo „Ślub”.
Rzeczywistość tego dialogu teatralnego jest dobitna i kolorowa, nawet jeśli nie zawsze zrozumiała (program służy pomocą). Fascynujące w tej wyszlifowanej inscenizacji, która powstała w ciągu zaledwie trzytygodniowych prób przed festiwalem teatralnym jest przede wszystkim symbioza obu języków teatralnych.
Taneczna, zbliżona do pantomimy gra Polaków łączy się w całość z kontrastowym filmowym językiem Niemców. Na tym zyskuje również Aspik. Jego reżyseria zwykle tak intelektualnie naładowana obrazami sprawia wrażenie lżejszej i pogodniejszej. Tak powstała perfekcyjnie przedstawiona, zarówno absurdalna jak i dowcipna karuzela namiętności, w której sytuacje wciąż się powtarzają i zmieniają. Tylko mechanizmy pozostają te same.
Opowiedziana tu została historia młodego człowieka, który w dosłownym znaczeniu tego słowa, jest w sobie rozdarty. „Razem jesteśmy czymś całkiem innym niż każdy z nas osobno” – stwierdzają obaj Henrycy. Matthias Günthar i Wojciech Wiński, którzy tak jak wszystkich dziesięciu aktorów pełni są napięcia i perfekcji.
Ślub królewskiego młodzieńca ze swoją narzeczoną służy raczej jako bardzo zabawnie namalowane tableu do potyczek ze sobą i światem. Przy pomocy świecznika próbuje on w ciemnym pomieszczeniu wprowadzić światło w swoje wnętrze.
Wtedy odkrywa swoich kochających życie polskich i sztywnych, jakby połknęli kij, rodziców niemieckich, którzy ubiegają się o niego w pojedynku stołowym. Narzeczona staje się służącą, ojciec obawia się konkurencji z synem, morderca kieruje czarno-brunatny palec na króla.
Fantastyczna gama obrazów, których skojarzenia nie zawsze są jasne, ale na ogół sprawiają ogromną przyjemność. Oryginalne są powóz i kolej z ludzi, dowcipne zabawy, gry językowe polsko-niemieckie…
Reżyserzy Zdzisław Górski, Julia Lochte i Uli Jäckle wykorzystali bogactwo pomysłów, różnorodność sposobów gry i języków, by przedstawić różnice tych obu rodów, które przez ślub miały stać się jednym.
Jest więc także obowiązkowe zdjęcie ślubne, są ludzie, którzy w rozmowie w drobiazgach umizgują się do siebie, jest myślenie hierarchiczne, są darmozjady. Obok opowiada się tu polityczną historię króla i jego dworu – tu brakuje często wewnętrznej spójności, która ułatwiłaby zrozumienie.
Dwór: napuszony orszak próżnych kogutów w niedorzecznych kostiumach, które naśladują każde kiwnięcie palcem swego władcy. Element chóralny zaakcentowany jest tutaj równie mocno jak i zastosowane zostały środki filmu: zatrzymanie obrazu, zwolnienie, przyspieszenie, elementy slapsticku i filmu niemego. Do tego dochodzi własna muzyka skomponowana przez Malte Preußa i Ingo Günthera, która przez całą godzinę stanowi podkład pod sytuacje i obrazy.
Wszyscy mówią o pokonywaniu granic: Aspik i „Ślub” dokonały tego. Przekonująco. Latem Niemcy z Hildesheim chcą odbyć z Polakami tournee w ich ojczyźnie. Projekt godny naśladowania, dziś wieczorem można przeżyć go jeszcze podczas Festiwalu Teatralnego.
„Powozem przez piekło - Ja”
Udany dialog: Teatr Snów i Aspik grają „Ślub” podczas Festiwalu Teatralnego w Löseke
Hildesheimer Allgemeine Zeitung 23 listopada 1992

