Noclegownia
„Po jaką zresztą cholerę w ogóle pisać o teatrze, jeśli nie po to, by pisać o życiu? Co ględzić o pięknie? Wystawiać cenzurki, układać teatralne tablice ligowe? Szkoda na to papieru i czasu, póki nie chodzi o coś więcej.”
Konstanty Puzyna, „Półmrok”
Próba dokumentowania życia metaforą teatralną była głównym celem wspólnej wypowiedzi teatrów biorących udział w X Łódzkich Konfrontacjach Teatrów Amatorskich.
Eksperyment kooperacji scen ochotniczych, której efektem miał być wspólny spektakl, podjęto na KTA dwa lata temu. Wówczas to, pod kierunkiem Zdzisława Hejduka z łódzkich „Siódemek”, zrealizowano „Podróże”. W roku ubiegłym, pod opieką Wojciecha Krukowskiego z Akademii Ruchu, powstał spektakl zatytułowany „Czas oczekiwania może ulec zmianie”, w grudniu 1987 - „Noclegownia”, której kierownik artystyczny Marian Glinkowski - nie zdejmując z siebie odpowiedzialności za widowisko - podkreślił dobitnie, że jest ono wynikiem pracy całego zespołu, kreacją zbiorową, „wypowiedzią wspólną we wszystkich płaszczyznach”.
Trzy te spektakle będące efektem dialogu nawiązanego w czasie kooperacji składają się na tryptyk teatralny, który nazwać możemy raportem na temat stanu umysłów i nastrojów społecznych współczesnego pokolenia. A że poszczególne części tryptyku realizowane były w trzech kolejnych latach, dość wyraziście zarysowuje się w nim tak ewolucja tych nastrojów, jak zmian dokonujących się w otaczającym nas świecie.
W tegorocznej kooperacji brały udział: Teatr Snów i TAKO z Gdańska, 3 Teatr w Drodze z Bydgoszczy oraz Teatr Wznowiony z Poznania.
Dlaczego? Jaki był powód przystąpienia do kooperacji? Teatrom, którym, zależy na stałym rozwoju, nieobojętna jest na pewno szansa doskonalenia warsztatowego i wymiana doświadczeń, a tak pomyślana współpraca stwarza niewątpliwie warunki ku temu. Sądzę jednak, że najważniejszą podnietą działania była szansa wyartykułowania wspólnej wypowiedzi.
„Powszechna pauperyzacja marzeń i głęboka anemia społecznych nadziei spowodowały moją decyzję o przystąpieniu do nieformalnej spółki kilku teatrów niezawodowych, powodowanych przekonaniem, że dokumentowanie życia metaforą teatralną jest działaniem społecznie przydatnym” - mówił na ten temat Marian Glinkowski. I choć wypowiedź to bardzo osobista, zbieżna jest z myśleniem pozostałych twórców Projektu.
Glinkowski zakończył ją pytaniem: „Czy ludziom skazanym na nadzieję teatralna opowieść jest do czegoś potrzebna?”
Zanotowane w czasie dyskusji:
Dyskusja była burzliwa i pełna emocji. Może dlatego, że zorganizowano ją bezpośrednio po, wyzwalającej takie uczucia, „Noclegowni”. Najbardziej utkwił mi w pamięci głos „przypadkowego widza”, dziewczyny, która tak właśnie się przedstawiła, dodając, że nie jest ani teatromanką, ani znawczynią sztuki: „Noclegownia zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, także dlatego, że ja tam zobaczyłam sama siebie. Przez cały czas nie mogłam oderwać wzroku od tej okropnej, bytującej z dnia na dzień rodziny... To ja jestem tą beznadziejną dziewczyną, siedzącą przy stole i czytającą od rana do wieczora tę książkę. Zobaczyłam tu swoją bezsensowną egzystencję...”
Myślę, że była to odpowiedź na wątpliwości zawarte w pytaniu chyba najbardziej satysfakcjonująca, choć tak skromna i pozbawiona pretensji do uogólniających ocen i refleksji.
Co to jest Noclegownia?
W największym skrócie chyba miejsce, gdzie spotykamy się wszyscy. I choć nie należy patrzeć na całość, a „widzieć wszystko oddzielnie” z takich jednak oddzielnych - postaci i obrazów - składa się wizja noclegowni - poczekalni, jaką zbudowali realizatorzy Projektu.
Jest to poczekalnia, gdzie czas wyznacza zegar, którego wskazówki, mimo wielokrotnych prób uruchamiania, opadają w beznadziejnej martwocie. Zatem brak czasu, akcja dzieje się poza nim. I znowu - czy akcja się dzieje? W różnych przestrzeniach planu obserwujemy działania pozorowane raczej niż prawdziwe. Obezwładniające apatią i przenikające - także widzów - poczuciem nonsensu, bezmyślnej nieskuteczności i obojętności.
Rodzina - pogrążona w tych samych bezsensownych czynnościach, z ową „beznadziejną dziewczyną” (z którą utożsamiła się młoda osoba z widowni) czytającą na okrągło książkę - nie reagująca na nic, co się dzieje poza jej kręgiem, zapatrzona w siebie i w swoje małe szare życie.
Śpiący. Który w rzadkich chwilach przebudzeń snuje marzenia pospolite, też nie na skalę marzeń, ale zwykłej normalności, poza którą wypadło mu żyć.
Celebra świąteczna. Gdzie rytuał przeczy faktom, gdzie zostawia się talerz dla „bezdomnego nieznajomego”, ale gdy ten się zjawi, zostaje brutalnie wyrzucony. Bo coś z tego małego dobrobytu, o którym się nieustannie mówi i który jest jedynym - miast ludzkich życzeń - przedmiotem świątecznych marzeń, może uszczknąć.
Młoda para. Która pozostanie na przyniesionych walizkach i rozpocznie beznadziejne oczekiwanie-bytowanie, w czasie którego zapomni nie tylko o miłości, ale i o sobie nawzajem.
Jeszcze spekulant, porządkowy, gracze - zastygli na walizkach i porozumiewający się tylko szelestem kart, włóczędzy...
Z tej poczekalni nie można się wydostać. Tabliczka z napisem „wyjście awaryjne” okaże się atrapą, którą można zedrzeć i podeptać, ale to i tak niczego nie zmieni.
Do noclegowni-poczekalni dociera też niekiedy życie z zewnątrz. Przez niektórych jej mieszkańców po prostu nie dostrzeżone, a przez innych zarejestrowane bezmyślnie, zaledwie na moment.
Przy dźwiękach bolera przejdzie pochód widm, które mogą przypominać i ostrzegać przed tym, co wydarzyło się kiedyś, ale które mogą też być projekcją przyszłości, zjawi się także Anioł. Uroczysty, wspaniały, biały. Który odepnie skrzydła i zostanie w tej noclegowni, jakby nagle zszarzały. Od czasu do czasu pojawi się też Clochard-Budziciel. Jedyna postać autentyczna. Chce, by ludzie otrząsnęli się z apatii i przystąpili do działania. Jego nawoływania wyrwą co prawda w końcu tych ludzi ze stanu bezwoli, ale tylko po to się ockną, by go za te wezwania i groźne wieszczenia zlinczować.
Czy ta ofiara będzie nadaremna? Nie wiadomo. Sprawi ona w pierwszej chwili wrażenie katharsis. Ludzie, przerażeni nie tylko tym, co się stało, ale i własną sytuacją, porzucą stan bezwładu. Zegar nawet zacznie odmierzać czas. Czy na długo i jakim zdarzeniom - nie wiadomo. Ta scena - nie pozwalająca na wysnucie jednoznacznych wniosków na przyszłość Noclegowni kończy pokaz.
Zanotowane w czasie dyskusji:
Czy teatr ma obowiązek udzielania odpowiedzi na pytanie „jak żyć”? Nie sądzę. Nie widzę nawet takiej możliwości. Gdyby ludzie go tworzący posiedli aż taką wiedzę i taką siłę jej przekazywania, zająć by musieli zupełnie inne miejsca niż te, jakie mają. Może jako mędrcy i prorocy staliby się - nie metaforycznymi już, ale rzeczywistymi - władcami dusz, a może zapłonęłyby znowu, jak w średniowieczu, stosy na których palono by ich jako niebezpiecznych czarowników?...
Teatr natomiast może być - i często jest - znakiem czasu. Bywa precyzyjnym i miarodajnym barometrem nastrojów społecznych. Także nie najgorszym źródłem dokumentacji historycznej - cennym również dla przyszłych pokoleń. Wystarczy przestudiować historię teatru i dramatu. W jakiejże ścisłej korelacji tematyka tragedii i środki scenicznego wyrazu pozostają do czasów, w których zostały stworzone...
Niezwykle cenny we wspólnej wypowiedzi ochotniczych teatrów wydaje mi się autentyzm jej twórców.
„Czas, jaki upłynął od pierwszego spotkania przed przystąpieniem do końcowych prób nad takim kształtem widowiska, jaki ostatecznie pokazaliśmy, odbyło się 5 sesji - spowodował odejście od wielu rozeznań i projektowanych znaczeń” - mówią realizatorzy Noclegowni”. - „Było to wspólne myślenie o czasie, w jakim przyszło nam wypowiedź formułować. Od tego pierwszego spotkania do teraz nastąpiła duża zmiana poziomu nadziei w nas samych...”
O rzeczywistej wspólnocie wypowiedzi przekonują spektakle teatrów w kooperacji uczestniczących. Spektakle, w których odnajdujemy postaci i metafory teatralne użyte w „Noclegowni”, ale przede wszystkim próby osobnego wyartykułowania tej samej myśli, idei, która była głównym tematem wspólnej wypowiedzi.
Granice upodlenia:
Potworki hrabiego Cagliostro dowiedziawszy się o wybuchu rewolucji postanawiają skorzystać z nowej koniunktury i zemścić się na swoim tyranie. Czując się silne, wymyślają najbardziej wyrafinowane tortury, jakim go poddadzą. Sprzeciwia się temu tylko Katarzyna, najciężej może przez Cagliostro skrzywdzona. Uważa ona, że ich dręczyciela kara powinna spotkać, ale nie na miarę zemsty, która wypływa z poczucia bezkarności.
I tylko Katarzyna obstawać będzie przy konieczności ukarania Cagliostro, kiedy okaże się, że rewolucja co prawda wybuchła, ale głównym jej wodzem został dotychczasowy ich tyran. Dlatego Katarzyna zginie. Zamordowana przez te same potworki, które dowiedziawszy się, że ich ciemięzca swoją władzę nie tylko utrzymał, ale wzmocnił, przygotowywać zaczną scenariusz hołdu, jaki swemu panu złożą. („Zwierzęta hrabiego Cagliostro” - 3 Teatr w Drodze, Bydgoszcz).
Dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy:
Krótkie, blackoutowe scenki - komunikaty, przypominające notatki pisane na marginesie kalendarza. Różnych kalendarzy - trzech pokoleń powojennych. Wychowanie akademijno-zetempowskie, szmatławe wzorce wychowawczo-patriotyczne mass-mediów, brutalne wkraczanie w sferę uczuć intymnych samozwańczych „wychowawców”, edukacja kolejkowa, bezradna, apatyczna i bezwolna rodzina.
Przerywnikiem pełniącym rolę odautorskiego komentarza są piosenki - liryczne, wypowiadane w imieniu własnym i skierowane, już bez zgrywy, wprost do widza. Jacy jesteśmy, dlaczego tacy? („Sztuczne Oddychanie'' - Teatr Wznowiony, Poznań).
Dziejowa konieczność?
Projekcją przeszłości czy wizją przyszłości będzie Apokalipsa? Młodej parze, przy potężniejących dźwiękach ravelowskiego Bolera, objawi się pochód widm. Rozgorzeje walka, po której nic nie pozostanie. Bezskrzydły Anioł Rozpaczy stanie się mścicielem. Rzucona przez niego płonąca, pochodnia, wciągnie młodą parę do uczestnictwa bezpośredniego. Szansy ucieczki nie będzie. Muszą podzielić los widm. („Pokusa” - Teatr Snów, Gdańsk).
Czy historia musi się powtarzać?
Poczekalnia. Przed zamkniętymi drzwiami czekają ludzie, którzy wierzą, że za nimi znajduje się ktoś, kto ma moc sprawczą, decydującą o ich życiu i przyszłości. Ale za tymi drzwiami nikogo nie ma. Zostały wymyślone tylko po to, by ludźmi tymi łatwiej można było manipulować. Prawda zostanie jednak odkryta zbyt późno... Zginie Clochard - rzecznik sprawiedliwości i prawości; ośmieszone i zniszczone zostaną ideały; Dekalog - sponiewierany i podarty, zastąpi makulaturę; ludzie będą zeszmaceni, i pozbawieni człowieczeństwa. Sprawcą i wodzirejem tych zdarzeń jest Prowokator - uosobienie perfidii zakłamania; w efekcie zwycięskiego... Kiedy ludzie zbuntują się przeciwko niemu i wyważą siłą drzwi, by przekonać się, że za nim jest tylko mur, będzie już właściwie za późno. Drzwi ukażą tylko obraz Sądu Ostatecznego...
Ostatnia scena spektaklu jest taka sama jak pierwsza - ludzie siedzą w poczekalni. I czekają.
Zanotowane w czasie dyskusji:
Czy - jeśli rzeczywistość jest ciemna, teatr powinien „gwoli pocieszenia” pokazywać jasne, nastrajające optymistycznie strony życia? Choćby były w niezgodzie z prawdą? Trzeba tu chyba zadać sobie pytanie, czy zakłamanie rzeczywistości poprawi ją, zmieni obraz z czarnego na różowy? Chyba nie. Czy więc żądanie tego od teatru jest uczciwe i sensowne?...
Przychodzi tu na myśl los Clocharda w „Noclegowni” - czy takie ma być zawsze przeznaczenie Budziciela?...
Spektakle X KTA nie pouczały, dalekie też raczej były od kaznodziejskiego tonu; nie wieściły, lecz raczej ostrzegały.
Swego czasu Teatr Ósmego Dnia zorganizował dyskusję poświęconą filozofii bycia aktorem. W czasie warsztatów rozważano głównie dwa podstawowe typy postawy aktora - Kapłana i Clowna. Zazwyczaj zdecydowana większość twórców teatru amatorskiego opowiada się, a nawet utożsamia, z aktorem-kapłanem. W Łodzi było odwrotnie - postawa Kapłana została dość zgodnie odrzucona; bliższa wydawała się być osobowość Clowna. Ale Clowna - dodawano - przekazującego własne przesłanie; prawdę, nie tylko o samym sobie, ale i o świecie.
„Anioł w klatce” Izabela Śliwonik
Inspiracje, marzec 1988
Konstanty Puzyna, „Półmrok”
Próba dokumentowania życia metaforą teatralną była głównym celem wspólnej wypowiedzi teatrów biorących udział w X Łódzkich Konfrontacjach Teatrów Amatorskich.
Eksperyment kooperacji scen ochotniczych, której efektem miał być wspólny spektakl, podjęto na KTA dwa lata temu. Wówczas to, pod kierunkiem Zdzisława Hejduka z łódzkich „Siódemek”, zrealizowano „Podróże”. W roku ubiegłym, pod opieką Wojciecha Krukowskiego z Akademii Ruchu, powstał spektakl zatytułowany „Czas oczekiwania może ulec zmianie”, w grudniu 1987 - „Noclegownia”, której kierownik artystyczny Marian Glinkowski - nie zdejmując z siebie odpowiedzialności za widowisko - podkreślił dobitnie, że jest ono wynikiem pracy całego zespołu, kreacją zbiorową, „wypowiedzią wspólną we wszystkich płaszczyznach”.
Trzy te spektakle będące efektem dialogu nawiązanego w czasie kooperacji składają się na tryptyk teatralny, który nazwać możemy raportem na temat stanu umysłów i nastrojów społecznych współczesnego pokolenia. A że poszczególne części tryptyku realizowane były w trzech kolejnych latach, dość wyraziście zarysowuje się w nim tak ewolucja tych nastrojów, jak zmian dokonujących się w otaczającym nas świecie.
W tegorocznej kooperacji brały udział: Teatr Snów i TAKO z Gdańska, 3 Teatr w Drodze z Bydgoszczy oraz Teatr Wznowiony z Poznania.
Dlaczego? Jaki był powód przystąpienia do kooperacji? Teatrom, którym, zależy na stałym rozwoju, nieobojętna jest na pewno szansa doskonalenia warsztatowego i wymiana doświadczeń, a tak pomyślana współpraca stwarza niewątpliwie warunki ku temu. Sądzę jednak, że najważniejszą podnietą działania była szansa wyartykułowania wspólnej wypowiedzi.
„Powszechna pauperyzacja marzeń i głęboka anemia społecznych nadziei spowodowały moją decyzję o przystąpieniu do nieformalnej spółki kilku teatrów niezawodowych, powodowanych przekonaniem, że dokumentowanie życia metaforą teatralną jest działaniem społecznie przydatnym” - mówił na ten temat Marian Glinkowski. I choć wypowiedź to bardzo osobista, zbieżna jest z myśleniem pozostałych twórców Projektu.
Glinkowski zakończył ją pytaniem: „Czy ludziom skazanym na nadzieję teatralna opowieść jest do czegoś potrzebna?”
Zanotowane w czasie dyskusji:
Dyskusja była burzliwa i pełna emocji. Może dlatego, że zorganizowano ją bezpośrednio po, wyzwalającej takie uczucia, „Noclegowni”. Najbardziej utkwił mi w pamięci głos „przypadkowego widza”, dziewczyny, która tak właśnie się przedstawiła, dodając, że nie jest ani teatromanką, ani znawczynią sztuki: „Noclegownia zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, także dlatego, że ja tam zobaczyłam sama siebie. Przez cały czas nie mogłam oderwać wzroku od tej okropnej, bytującej z dnia na dzień rodziny... To ja jestem tą beznadziejną dziewczyną, siedzącą przy stole i czytającą od rana do wieczora tę książkę. Zobaczyłam tu swoją bezsensowną egzystencję...”
Myślę, że była to odpowiedź na wątpliwości zawarte w pytaniu chyba najbardziej satysfakcjonująca, choć tak skromna i pozbawiona pretensji do uogólniających ocen i refleksji.
Co to jest Noclegownia?
W największym skrócie chyba miejsce, gdzie spotykamy się wszyscy. I choć nie należy patrzeć na całość, a „widzieć wszystko oddzielnie” z takich jednak oddzielnych - postaci i obrazów - składa się wizja noclegowni - poczekalni, jaką zbudowali realizatorzy Projektu.
Jest to poczekalnia, gdzie czas wyznacza zegar, którego wskazówki, mimo wielokrotnych prób uruchamiania, opadają w beznadziejnej martwocie. Zatem brak czasu, akcja dzieje się poza nim. I znowu - czy akcja się dzieje? W różnych przestrzeniach planu obserwujemy działania pozorowane raczej niż prawdziwe. Obezwładniające apatią i przenikające - także widzów - poczuciem nonsensu, bezmyślnej nieskuteczności i obojętności.
Rodzina - pogrążona w tych samych bezsensownych czynnościach, z ową „beznadziejną dziewczyną” (z którą utożsamiła się młoda osoba z widowni) czytającą na okrągło książkę - nie reagująca na nic, co się dzieje poza jej kręgiem, zapatrzona w siebie i w swoje małe szare życie.
Śpiący. Który w rzadkich chwilach przebudzeń snuje marzenia pospolite, też nie na skalę marzeń, ale zwykłej normalności, poza którą wypadło mu żyć.
Celebra świąteczna. Gdzie rytuał przeczy faktom, gdzie zostawia się talerz dla „bezdomnego nieznajomego”, ale gdy ten się zjawi, zostaje brutalnie wyrzucony. Bo coś z tego małego dobrobytu, o którym się nieustannie mówi i który jest jedynym - miast ludzkich życzeń - przedmiotem świątecznych marzeń, może uszczknąć.
Młoda para. Która pozostanie na przyniesionych walizkach i rozpocznie beznadziejne oczekiwanie-bytowanie, w czasie którego zapomni nie tylko o miłości, ale i o sobie nawzajem.
Jeszcze spekulant, porządkowy, gracze - zastygli na walizkach i porozumiewający się tylko szelestem kart, włóczędzy...
Z tej poczekalni nie można się wydostać. Tabliczka z napisem „wyjście awaryjne” okaże się atrapą, którą można zedrzeć i podeptać, ale to i tak niczego nie zmieni.
Do noclegowni-poczekalni dociera też niekiedy życie z zewnątrz. Przez niektórych jej mieszkańców po prostu nie dostrzeżone, a przez innych zarejestrowane bezmyślnie, zaledwie na moment.
Przy dźwiękach bolera przejdzie pochód widm, które mogą przypominać i ostrzegać przed tym, co wydarzyło się kiedyś, ale które mogą też być projekcją przyszłości, zjawi się także Anioł. Uroczysty, wspaniały, biały. Który odepnie skrzydła i zostanie w tej noclegowni, jakby nagle zszarzały. Od czasu do czasu pojawi się też Clochard-Budziciel. Jedyna postać autentyczna. Chce, by ludzie otrząsnęli się z apatii i przystąpili do działania. Jego nawoływania wyrwą co prawda w końcu tych ludzi ze stanu bezwoli, ale tylko po to się ockną, by go za te wezwania i groźne wieszczenia zlinczować.
Czy ta ofiara będzie nadaremna? Nie wiadomo. Sprawi ona w pierwszej chwili wrażenie katharsis. Ludzie, przerażeni nie tylko tym, co się stało, ale i własną sytuacją, porzucą stan bezwładu. Zegar nawet zacznie odmierzać czas. Czy na długo i jakim zdarzeniom - nie wiadomo. Ta scena - nie pozwalająca na wysnucie jednoznacznych wniosków na przyszłość Noclegowni kończy pokaz.
Zanotowane w czasie dyskusji:
Czy teatr ma obowiązek udzielania odpowiedzi na pytanie „jak żyć”? Nie sądzę. Nie widzę nawet takiej możliwości. Gdyby ludzie go tworzący posiedli aż taką wiedzę i taką siłę jej przekazywania, zająć by musieli zupełnie inne miejsca niż te, jakie mają. Może jako mędrcy i prorocy staliby się - nie metaforycznymi już, ale rzeczywistymi - władcami dusz, a może zapłonęłyby znowu, jak w średniowieczu, stosy na których palono by ich jako niebezpiecznych czarowników?...
Teatr natomiast może być - i często jest - znakiem czasu. Bywa precyzyjnym i miarodajnym barometrem nastrojów społecznych. Także nie najgorszym źródłem dokumentacji historycznej - cennym również dla przyszłych pokoleń. Wystarczy przestudiować historię teatru i dramatu. W jakiejże ścisłej korelacji tematyka tragedii i środki scenicznego wyrazu pozostają do czasów, w których zostały stworzone...
Niezwykle cenny we wspólnej wypowiedzi ochotniczych teatrów wydaje mi się autentyzm jej twórców.
„Czas, jaki upłynął od pierwszego spotkania przed przystąpieniem do końcowych prób nad takim kształtem widowiska, jaki ostatecznie pokazaliśmy, odbyło się 5 sesji - spowodował odejście od wielu rozeznań i projektowanych znaczeń” - mówią realizatorzy Noclegowni”. - „Było to wspólne myślenie o czasie, w jakim przyszło nam wypowiedź formułować. Od tego pierwszego spotkania do teraz nastąpiła duża zmiana poziomu nadziei w nas samych...”
O rzeczywistej wspólnocie wypowiedzi przekonują spektakle teatrów w kooperacji uczestniczących. Spektakle, w których odnajdujemy postaci i metafory teatralne użyte w „Noclegowni”, ale przede wszystkim próby osobnego wyartykułowania tej samej myśli, idei, która była głównym tematem wspólnej wypowiedzi.
Granice upodlenia:
Potworki hrabiego Cagliostro dowiedziawszy się o wybuchu rewolucji postanawiają skorzystać z nowej koniunktury i zemścić się na swoim tyranie. Czując się silne, wymyślają najbardziej wyrafinowane tortury, jakim go poddadzą. Sprzeciwia się temu tylko Katarzyna, najciężej może przez Cagliostro skrzywdzona. Uważa ona, że ich dręczyciela kara powinna spotkać, ale nie na miarę zemsty, która wypływa z poczucia bezkarności.
I tylko Katarzyna obstawać będzie przy konieczności ukarania Cagliostro, kiedy okaże się, że rewolucja co prawda wybuchła, ale głównym jej wodzem został dotychczasowy ich tyran. Dlatego Katarzyna zginie. Zamordowana przez te same potworki, które dowiedziawszy się, że ich ciemięzca swoją władzę nie tylko utrzymał, ale wzmocnił, przygotowywać zaczną scenariusz hołdu, jaki swemu panu złożą. („Zwierzęta hrabiego Cagliostro” - 3 Teatr w Drodze, Bydgoszcz).
Dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy:
Krótkie, blackoutowe scenki - komunikaty, przypominające notatki pisane na marginesie kalendarza. Różnych kalendarzy - trzech pokoleń powojennych. Wychowanie akademijno-zetempowskie, szmatławe wzorce wychowawczo-patriotyczne mass-mediów, brutalne wkraczanie w sferę uczuć intymnych samozwańczych „wychowawców”, edukacja kolejkowa, bezradna, apatyczna i bezwolna rodzina.
Przerywnikiem pełniącym rolę odautorskiego komentarza są piosenki - liryczne, wypowiadane w imieniu własnym i skierowane, już bez zgrywy, wprost do widza. Jacy jesteśmy, dlaczego tacy? („Sztuczne Oddychanie'' - Teatr Wznowiony, Poznań).
Dziejowa konieczność?
Projekcją przeszłości czy wizją przyszłości będzie Apokalipsa? Młodej parze, przy potężniejących dźwiękach ravelowskiego Bolera, objawi się pochód widm. Rozgorzeje walka, po której nic nie pozostanie. Bezskrzydły Anioł Rozpaczy stanie się mścicielem. Rzucona przez niego płonąca, pochodnia, wciągnie młodą parę do uczestnictwa bezpośredniego. Szansy ucieczki nie będzie. Muszą podzielić los widm. („Pokusa” - Teatr Snów, Gdańsk).
Czy historia musi się powtarzać?
Poczekalnia. Przed zamkniętymi drzwiami czekają ludzie, którzy wierzą, że za nimi znajduje się ktoś, kto ma moc sprawczą, decydującą o ich życiu i przyszłości. Ale za tymi drzwiami nikogo nie ma. Zostały wymyślone tylko po to, by ludźmi tymi łatwiej można było manipulować. Prawda zostanie jednak odkryta zbyt późno... Zginie Clochard - rzecznik sprawiedliwości i prawości; ośmieszone i zniszczone zostaną ideały; Dekalog - sponiewierany i podarty, zastąpi makulaturę; ludzie będą zeszmaceni, i pozbawieni człowieczeństwa. Sprawcą i wodzirejem tych zdarzeń jest Prowokator - uosobienie perfidii zakłamania; w efekcie zwycięskiego... Kiedy ludzie zbuntują się przeciwko niemu i wyważą siłą drzwi, by przekonać się, że za nim jest tylko mur, będzie już właściwie za późno. Drzwi ukażą tylko obraz Sądu Ostatecznego...
Ostatnia scena spektaklu jest taka sama jak pierwsza - ludzie siedzą w poczekalni. I czekają.
Zanotowane w czasie dyskusji:
Czy - jeśli rzeczywistość jest ciemna, teatr powinien „gwoli pocieszenia” pokazywać jasne, nastrajające optymistycznie strony życia? Choćby były w niezgodzie z prawdą? Trzeba tu chyba zadać sobie pytanie, czy zakłamanie rzeczywistości poprawi ją, zmieni obraz z czarnego na różowy? Chyba nie. Czy więc żądanie tego od teatru jest uczciwe i sensowne?...
Przychodzi tu na myśl los Clocharda w „Noclegowni” - czy takie ma być zawsze przeznaczenie Budziciela?...
Spektakle X KTA nie pouczały, dalekie też raczej były od kaznodziejskiego tonu; nie wieściły, lecz raczej ostrzegały.
Swego czasu Teatr Ósmego Dnia zorganizował dyskusję poświęconą filozofii bycia aktorem. W czasie warsztatów rozważano głównie dwa podstawowe typy postawy aktora - Kapłana i Clowna. Zazwyczaj zdecydowana większość twórców teatru amatorskiego opowiada się, a nawet utożsamia, z aktorem-kapłanem. W Łodzi było odwrotnie - postawa Kapłana została dość zgodnie odrzucona; bliższa wydawała się być osobowość Clowna. Ale Clowna - dodawano - przekazującego własne przesłanie; prawdę, nie tylko o samym sobie, ale i o świecie.
„Anioł w klatce” Izabela Śliwonik
Inspiracje, marzec 1988

