W drodze do raju
Szukali swej „Drogi do raju”. Siedzieli skuleni na walizce pod Drzewem Dobrego i Złego, przypominającym grzyb zagłady, zasadzony później przez ród wypędzonych. Nad ich głowami w szaleństwie dźwięków Anioł pląsał swój upiorny taniec.
(...) Jednak najdojrzalszą poetycko propozycję rzuca Teatr Snów z Gdańska. „Droga do raju” po prostu zaczarowała wszystkich. Ten, powstały z grupy TAKO, teatr wciąż się rozwija. Podobnie, jak „Pstrąg ’80”, który jednak ponad poezję i filozoficzną zadumę, przedkłada działania chwilami wręcz publicystyczne.
(...) Opętany Anioł z Teatru Snów zapomniał, że stąpa po ziemi. Runął na bruk. Płonie marioneta - symbol festiwalu.
Spod knajpy bełkot niedopitego łazęgi.
Ułamane skrzydło Anioła zwisa jak pointa. Ale nie wzniósł się na swych potężnych szczudłach. Dalej tańczy...
„Nie chciane dzieci teatru” Marek Kopyla
Szaleństwa na bruku
Gazeta Młodych, Polska i Świat, 3 marca 1989
Anioł jest wielki. Sięga prawie aż do nieba. W ręce dzierży płomienny miecz, który rozświetla mroki nocy. Jednoznacznym gestem nakazuje Adamowi i Ewie opuszczenie dotychczasowego raju. Mężczyźnie wręcza na tułaczkę teczkę - symbol szarości naszego codziennego życia.
Para ludzi opuszcza Eden i udaje się w nieznane. Ewa ciągnie za sobą drzewo wiadomości dobrego i złego. To samo, którego owoce przyczyniły się do klęski pierwszych rodziców. Powoli przyłączają się do nich kolejne postacie. Czekają ich kolejne doświadczenia - dobre i złe.
Tak w skrócie można opisać jedną ze scen ze spektaklu „W drodze do raju”, który został wystawiony przez gdański Teatr Snów prowadzony przez Zdzisława Górskiego przy wydatnej pomocy Alicji Mojko.
Wspólnie oglądamy zarejestrowane na taśmie wideo ich spektakle i wyrażam coraz większe zdziwienie, że „coś takiego!” jest tak mało znane w ich macierzystym grodzie.
- Tak, to zakrawa na pewien paradoks, bo jesteśmy zapraszani na wiele imprez krajowych i zagranicznych. Tylko w tym roku daliśmy ponad 50 spektakli. Na festiwalu w Brnie otrzymaliśmy nawet nagrodę, a gospodarzom podobały się nasze przedstawienia uliczne. Zaproponowali nam udział w przyszłorocznym festiwalu w Ołomuńcu…
- Musimy cały czas pamiętać - kontynuował Zdzisław Górski - że jesteśmy zespołem amatorskim i każdy z nas, oprócz gry w Teatrze Snów, ma jeszcze swoje zajęcia. Piotr jest uczniem 11 klasy V LO, Kasia, Marzena, Gosia i Jacek uczęszczają do szkół pomaturalnych, a Ala i ja pracujemy w Miejskim Domu Kultury.
- No, właśnie - włączyła się Alicja Mojko - przez nasz teatr przewinęło się sporo osób. W zeszłym roku zgłosiło się 15, po intensywnych treningach aktorskich zostały tylko cztery. W tych dniach rozpoczęliśmy kolejne szkolenie, chętnych było już tylko czworo…
Plany, plany. Oboje mają bardzo ambitne. Marzy im się stworzenie w Gdańsku takiej grupy teatralnej, która byłaby w stanie „zamieszać" na krajowej scenie. Doświadczenia zbierali pieczołowicie od kilku lat. Ich pierwszym spektaklem był „Album snów”, a każdy kolejny (z nowymi ludźmi) dodawał coś nowego, korygował dawne zamierzenia.
Wyspecjalizowali się w formie teatru ulicznego, który przeżywa obecnie renesans w naszym kraju. Starają się jednak uciec od typowo jarmarcznej zabawy, jaką zaczynają preferować niektóre grupy tego nurtu. Chodzi im głównie o wprowadzenie na nasze szare ulice trochę poezji...
- Kto raz zasmakował występów na ulicy, temu trudno będzie zaakceptować występy w murach - stwierdza Zdzisław Górski. W pamięci utkwiło mi kilka naszych spektakli ulicznych. Proszę sobie wyobrazić tłum kłębiący się na Jarmarku Świętojańskim w Poznaniu organizowanym na tamtejszym rynku. Ludzie są zajęci głównie zakupami i spożywaniem bagietek. A tu nagle pojawia się grupa przebierańców na szczudłach (w tej dziedzinie członkowie Teatru Snów osiągnęli krajowe mistrzostwo). Nagle wokół nas zapanowała cisza. Ludzie zaczęli się nam przyglądać i widocznie nasze działania na tyle przykuły ich uwagę, że bardzo szybko z gapiów zamienili się w widzów.
Wychodząc ze swymi spektaklami na ulicę liczymy zawsze na to, że będziemy promykiem poezji dla kobiet uginających się pod ciężarem siatek, dla zaganianych mężczyzn. Ludzie to chyba czują i kiedy w czasie jeleniogórskiego festiwalu pojawiliśmy się przebrani za parę młodą, Ala otrzymywała kwiaty od przekupek, mnie mężczyźni radzili, jak postępować z połowicą. To jest zresztą specyfiką teatrów ulicznych, że - do prawidłowego odbioru - potrzebne jest uczestnictwo widzów.
W końcu Teatr Snów poczuł niedosyt sceny. Postanowili przyłożyć się do opracowania spektaklu, który dziać się będzie w sali. Jako tworzywo potraktowali prozę Bruno Schulza i ich najbliższy spektakl będzie nosić tytuł „Sanatorium”. Kiedy dojdzie do premiery?
- Nie chcemy się spieszyć. Mamy pewną wizję tego przedstawienia, chcemy zastosować w nim pewne novum formalne i nie chcemy działać pochopnie - to jest dla nas zbyt ważne - powiedziała Alicja Mojko. Pewne jest to, że odejdziemy od teatru ruchu, spektaklu bez słów. Te jednak chcemy traktować bardzo oszczędnie, wszak teatr to nie mównica. Tutaj każda głoska ma swą wagę. Zamierzamy zaproponować współudział widzom, ale na zasadzie, jakiej jeszcze nie stosowano. Więcej nie mogę powiedzieć.
- Ponieważ to przedsięwzięcie jest ambitne i nieproste w realizacji, jest całkiem prawdopodobne, że nasza następna premiera będzie jednak na ulicy. Zostaliśmy wszak zaproszeni na następne festiwale tego nurtu teatru. Chciałbym zaś dodać, że przygotowania do premiery spektaklu ulicznego zajmowały nam dotąd 3 - 4 miesiące, a do przedstawienia w sali rok - dwa.
Wideo zaczęło migać, skończyła się taśma i nasza rozmowa. Oboje prowadzący Teatr Snów - już na odchodnym - poprosili: trzeba dodać, że dalej czekamy na chętnych do współpracy. Poza tym twierdzimy, że solidna praca z każdego może uczynić dobrego aktora.
„Raj na ulicy” Jacek Lindner
Gdański Teatr Snów
Głos Wybrzeża nr 272, 23 listopada 1988
(...) Jednak najdojrzalszą poetycko propozycję rzuca Teatr Snów z Gdańska. „Droga do raju” po prostu zaczarowała wszystkich. Ten, powstały z grupy TAKO, teatr wciąż się rozwija. Podobnie, jak „Pstrąg ’80”, który jednak ponad poezję i filozoficzną zadumę, przedkłada działania chwilami wręcz publicystyczne.
(...) Opętany Anioł z Teatru Snów zapomniał, że stąpa po ziemi. Runął na bruk. Płonie marioneta - symbol festiwalu.
Spod knajpy bełkot niedopitego łazęgi.
Ułamane skrzydło Anioła zwisa jak pointa. Ale nie wzniósł się na swych potężnych szczudłach. Dalej tańczy...
„Nie chciane dzieci teatru” Marek Kopyla
Szaleństwa na bruku
Gazeta Młodych, Polska i Świat, 3 marca 1989
Anioł jest wielki. Sięga prawie aż do nieba. W ręce dzierży płomienny miecz, który rozświetla mroki nocy. Jednoznacznym gestem nakazuje Adamowi i Ewie opuszczenie dotychczasowego raju. Mężczyźnie wręcza na tułaczkę teczkę - symbol szarości naszego codziennego życia.
Para ludzi opuszcza Eden i udaje się w nieznane. Ewa ciągnie za sobą drzewo wiadomości dobrego i złego. To samo, którego owoce przyczyniły się do klęski pierwszych rodziców. Powoli przyłączają się do nich kolejne postacie. Czekają ich kolejne doświadczenia - dobre i złe.
Tak w skrócie można opisać jedną ze scen ze spektaklu „W drodze do raju”, który został wystawiony przez gdański Teatr Snów prowadzony przez Zdzisława Górskiego przy wydatnej pomocy Alicji Mojko.
Wspólnie oglądamy zarejestrowane na taśmie wideo ich spektakle i wyrażam coraz większe zdziwienie, że „coś takiego!” jest tak mało znane w ich macierzystym grodzie.
- Tak, to zakrawa na pewien paradoks, bo jesteśmy zapraszani na wiele imprez krajowych i zagranicznych. Tylko w tym roku daliśmy ponad 50 spektakli. Na festiwalu w Brnie otrzymaliśmy nawet nagrodę, a gospodarzom podobały się nasze przedstawienia uliczne. Zaproponowali nam udział w przyszłorocznym festiwalu w Ołomuńcu…
- Musimy cały czas pamiętać - kontynuował Zdzisław Górski - że jesteśmy zespołem amatorskim i każdy z nas, oprócz gry w Teatrze Snów, ma jeszcze swoje zajęcia. Piotr jest uczniem 11 klasy V LO, Kasia, Marzena, Gosia i Jacek uczęszczają do szkół pomaturalnych, a Ala i ja pracujemy w Miejskim Domu Kultury.
- No, właśnie - włączyła się Alicja Mojko - przez nasz teatr przewinęło się sporo osób. W zeszłym roku zgłosiło się 15, po intensywnych treningach aktorskich zostały tylko cztery. W tych dniach rozpoczęliśmy kolejne szkolenie, chętnych było już tylko czworo…
Plany, plany. Oboje mają bardzo ambitne. Marzy im się stworzenie w Gdańsku takiej grupy teatralnej, która byłaby w stanie „zamieszać" na krajowej scenie. Doświadczenia zbierali pieczołowicie od kilku lat. Ich pierwszym spektaklem był „Album snów”, a każdy kolejny (z nowymi ludźmi) dodawał coś nowego, korygował dawne zamierzenia.
Wyspecjalizowali się w formie teatru ulicznego, który przeżywa obecnie renesans w naszym kraju. Starają się jednak uciec od typowo jarmarcznej zabawy, jaką zaczynają preferować niektóre grupy tego nurtu. Chodzi im głównie o wprowadzenie na nasze szare ulice trochę poezji...
- Kto raz zasmakował występów na ulicy, temu trudno będzie zaakceptować występy w murach - stwierdza Zdzisław Górski. W pamięci utkwiło mi kilka naszych spektakli ulicznych. Proszę sobie wyobrazić tłum kłębiący się na Jarmarku Świętojańskim w Poznaniu organizowanym na tamtejszym rynku. Ludzie są zajęci głównie zakupami i spożywaniem bagietek. A tu nagle pojawia się grupa przebierańców na szczudłach (w tej dziedzinie członkowie Teatru Snów osiągnęli krajowe mistrzostwo). Nagle wokół nas zapanowała cisza. Ludzie zaczęli się nam przyglądać i widocznie nasze działania na tyle przykuły ich uwagę, że bardzo szybko z gapiów zamienili się w widzów.
Wychodząc ze swymi spektaklami na ulicę liczymy zawsze na to, że będziemy promykiem poezji dla kobiet uginających się pod ciężarem siatek, dla zaganianych mężczyzn. Ludzie to chyba czują i kiedy w czasie jeleniogórskiego festiwalu pojawiliśmy się przebrani za parę młodą, Ala otrzymywała kwiaty od przekupek, mnie mężczyźni radzili, jak postępować z połowicą. To jest zresztą specyfiką teatrów ulicznych, że - do prawidłowego odbioru - potrzebne jest uczestnictwo widzów.
W końcu Teatr Snów poczuł niedosyt sceny. Postanowili przyłożyć się do opracowania spektaklu, który dziać się będzie w sali. Jako tworzywo potraktowali prozę Bruno Schulza i ich najbliższy spektakl będzie nosić tytuł „Sanatorium”. Kiedy dojdzie do premiery?
- Nie chcemy się spieszyć. Mamy pewną wizję tego przedstawienia, chcemy zastosować w nim pewne novum formalne i nie chcemy działać pochopnie - to jest dla nas zbyt ważne - powiedziała Alicja Mojko. Pewne jest to, że odejdziemy od teatru ruchu, spektaklu bez słów. Te jednak chcemy traktować bardzo oszczędnie, wszak teatr to nie mównica. Tutaj każda głoska ma swą wagę. Zamierzamy zaproponować współudział widzom, ale na zasadzie, jakiej jeszcze nie stosowano. Więcej nie mogę powiedzieć.
- Ponieważ to przedsięwzięcie jest ambitne i nieproste w realizacji, jest całkiem prawdopodobne, że nasza następna premiera będzie jednak na ulicy. Zostaliśmy wszak zaproszeni na następne festiwale tego nurtu teatru. Chciałbym zaś dodać, że przygotowania do premiery spektaklu ulicznego zajmowały nam dotąd 3 - 4 miesiące, a do przedstawienia w sali rok - dwa.
Wideo zaczęło migać, skończyła się taśma i nasza rozmowa. Oboje prowadzący Teatr Snów - już na odchodnym - poprosili: trzeba dodać, że dalej czekamy na chętnych do współpracy. Poza tym twierdzimy, że solidna praca z każdego może uczynić dobrego aktora.
„Raj na ulicy” Jacek Lindner
Gdański Teatr Snów
Głos Wybrzeża nr 272, 23 listopada 1988

