Teatr Snów
Teatr Snow

In order to view this object you need Flash Player 9+ support!

Get Adobe Flash player
Joomla! Slideshow

Pokusa

Awangarda zawitała do Białegostoku w tym roku nie w takiej może obsadzie, jakiej byśmy sobie życzyli, lecz i tutaj trafiły się perełki. Program IV Dni Sztuki Współczesnej, dość różnorodny, miał ambicje nie tyle prezentację pełnego obrazu naszego współczesnego teatru otwartego i alternatywnego ile pokazanie niektórych tendencji w sztuce współczesnej. Rozbudzić pragnienia bliższego obcowania ze współczesnością artystyczną - taki był jeden z głównych celów tych trzydniowych spotkań.

(...) Ciekawość przemogła nawet takie niedogodności jak deszcz, który solidnie polał widzów podczas piątkowych przedstawień gdańskiego Teatru Snów. Publiczność nieco przemarznięta, bywało - drżąc od chłodu towarzyszyła wszystkim występom plenerowym wytrwale. Sporo heroizmu wykrzesali też z siebie aktorzy, którzy - upodobawszy sobie dziedziniec ratuszowy nie decydowali się na przeniesienie się z grą do Famy.

Na szczęście kostiumy do „Pokusy” zamoczone i zabłocone w piątek, zdążyły do sobotniego przedpołudnia wyschnąć i Teatr Snów mógł wystąpić po raz wtóry.

Dlaczego zespół gdański - najbardziej poszkodowany przez aurę - nie wystraszył się wiszących nad ratuszem ciężkich chmur?

- Plener jest o tyle fajny, że niesie więcej niewiadomych - mówi Zdzisław Górski. - W „Pokusie” np. jedną jest przemarsz aktorów ulicami, zaczynający się - zawsze ilekroć to możliwe - od kościoła. Państwo młodzi wędrując wywołują najróżniejsze reakcje. (Panu Młodemu szczudła, na których bardzo sprawnie biega i wykonuje najróżniejsze ewolucje, dodają nienaturalnie wzrostu, tym szokuje. Jedni komentują to krótko: „O, wariaci!”. Inni składają nam życzenia na nową drogę życia. Najspontaniczniej reagują dzieci. Balansujemy jakby na granicy teatru i życia. Wiele niewiadomych niesie nam też sama przestrzeń. Nasze wymagania wobec organizatorów są niewielkie. Byle zapewnili nam drzwi i okna - najlepiej nad drzwiami. W Białymstoku bardzo ładnie zagrała nam architektura. Toteż mimo nie sprzyjającej aury przeniesienia się do Famy absolutnie nie braliśmy pod uwagę.

Teatr Snów obiecał swój udział w V DSzW. W czerwcu zaś Alicję Mojko i Zdzisława Górskiego - aktorów i dusze Teatru, wraz z młodziutkim zespołem obejrzeć będziemy mogli w przygotowywanym właśnie widowisku „W drodze do raju”. Jeśli okaże się również przejmujące i dobrze grane – warto obejrzeć.

Tymczasem zespół pojechał na Festiwal Teatrów Studenckich do Brna. - stąd zamiana godziny ostatniego spektaklu.(...)

„Perełki w ulewnym deszczu” Małgorzata Prużyńska
IV Dni Sztuki Współczesnej
Gazeta Współczesna nr 123 (11423), 27 maja 1988





Anioł nie zstąpił z niebios – lecz przyjechał z Gdańska. Aniołem była aktorka Teatru Snów, Bożena Augustyniak. Pojawiła się na krościeńskim rynku, by rozpocząć spektakl „Pokusa”, jedno z przedstawień, jakie mogli obejrzeć mieszkańcy podkarpackiego miasta dzięki odbywającemu się tam Ogólnopolskiemu Festiwalowi Teatrów Ulicznych.

ORGANIZATORZY. –Idea teatrów ulicznych przyszła, rzec można, z Zachodu: popularne są tam bardzo tzw. „one man show”, teatr jednego aktora, grane na ulicy dla przypadkowych widzów. I nikomu to ujmy nie przynosi, nie świadczy o niższym poziomie artystycznym wykonawcy. U nas ruch teatrów ulicznych jakby się dopiero rozkręcał, skoro ludzie nie chcą przyjść do teatru – teatr musi wyjść do nich.

Krosno kupiło pomysł organizacji festiwalu – i o ile zdołamy zdobyć sympatię i zainteresowanie publiczności – a o to może być trudno, wszak to zupełnie odmienna od klasycznej, dramatycznej, formuła teatru – można będzie pokusić się o powtórzenie imprezy, za kilka lat może w obsadzie międzynarodowej – Jerzy Zoń, komisarz artystyczny festiwalu. – O popularności instytucjonalnego teatru wśród krośnieńskiej publiczności mogliśmy się przekonać przy każdej wizycie artystów teatrów zawodowych - spróbujmy wiec zainteresować ludzi teatrami ulicznymi, nowatorskimi, czy nie okażą się zbyt awangardowe dla przeciętnego krośnianina - Jerzy Łosiak, dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury, współorganizatora festiwalu.

Anioł wprowadził na wyznaczoną kredową linią „scenę” („Może to zbyt wielkie słowa, ale traktujemy to jako miejsce sztuki, nieprzekraczalne sacrum teatru” – Alicja Mojko) kontrastującą z sobą Parę Młodą: On olbrzymi na swych szczudłach, Ona – mała z wyrazem szczęśliwej niepewności na przysłoniętej woalką twarzy. Anioł podał im dziecko – wtedy, jakby z innego wymiaru, z iście piekielnym dynamizmem wkroczyła Cyrkówka – rozpoczęła z Nim walkę – walkę nieustępliwą – choć kuszącą – nawet pociągającą Anioła - wreszcie uległa – On ruszył w pościg – próbował powstrzymać go Anioł – bezskutecznie jednak – wtedy Ona zrzuciła ślubny strój – stanęła w czarnej sukni – smutek opuszczenia – Cyrkówka, jak spod ziemi się zjawia – zabiera jej dziecko i ginie za zamkniętymi drzwiami...

AKTORZY. Alicja Mojko, Bożena Augustyniak, Monika Labenz, Katarzyna Szpakowska i Zdzisław Górski z Teatru Snów: - Nie jesteśmy wyłącznie teatrem ulicznym, występujemy także na scenie – stąd możemy porównywać, oceniać przewagę jednej formuły scenicznej nad drugą. Teatr uliczny daje aktorowi to, co dla jego kolegi z teatru klasycznego jest nieosiągalne: bezpośredni kontakt z widzem, nie oddzielonym barierą mroku, nie kryjącym się za reflektorami – z widzem, który przez niego nie namawiany, z własnej woli zatrzymał się, by obejrzeć spektakl. Jest to doskonała szkoła aktorska, leczy z tremy dzięki bliskości odbiorcy, stawia w sytuacjach, kiedy żaden reżyser nie pomoże, żadna opuszczona kurtyna – trzeba samemu decydować o kolejnych posunięciach. Nie grozi popadnięcie w rutynę, sztampę, gdyż każdy spektakl jest inny, w zależności od reakcji widowni koryguje się go, wprowadza nowe elementy...

Udział w takich, jak to spotkaniach dostarcza nam nowych doświadczeń, wrażeń: świeża publiczność, po raz pierwszy spotykająca się z teatrami ulicznymi daje gwarancję autentyczności reakcji, nawiązujemy nowe kontakty (prowadzący Galerię – „Na strychu” w Brzozowie „sprzedał nam własną metodę malowania drewnianych masek: nie zdradził pomysłu profesjonałowi, a nam dał gratis); największa nasza radość - to zyskiwanie nowych przyjaciół. „Czemu tak mało było, my cały rok na was czekamy” – usłyszeliśmy w Lwówku Śląskim – i to są te dobre chwile, które rekompensują wszystkie trudności...

Spektakl - to pomysł, do którego wszyscy dodaliśmy coś od siebie, nasza inwencja wpływa na efekt ostateczny. Głównym zadaniem jest stworzenie zespołu, a nie tylko produktu finalnego. Zdzisław grał ostatnio z gorączką, lekarz nie mógł zrozumieć, że nie chce L-4 – on przecież nie mógł rozbić zespołu... Dajemy widzom to, co najlepiej potrafimy – w zamian oczekujemy współpracy, współdziałania w tworzeniu przedstawienia.

PUBLICZNOŚĆ. Chociaż organizatorzy obawiali się jej reakcji – to znając zachowanie widowni krakowskiej podczas ulicznych przedstawień stwierdzić mogę, że wcale nie było źle. Zdarzały się różne nieporozumienia, wskutek na przykład zaskakujących posunięć niektórych pijanych widzów (Cyrkówka miała po spektaklu przeprawę z dwoma, innym razem pijany pocałował Anioła, a rozeźlił go Pan Młody) - ale to wszystko mieści się przecież w poetyce teatrów ulicznych.

Pierwszymi widzami są zazwyczaj dzieci – i podczas OFTU nie było wcale inaczej – dopiero po „skuszeniu” najmłodszych starsi zaczynali żywiej reagować na aktorskie wysiłki. Były oczywiście i pochopne odzywki w rodzaju odpowiedzi na deklarację artystów „Pstrąga” z Łodzi: „Powiemy wam, co o was myślimy, a wy, co myślicie o nas”. Odpowiadano: „Żeście idioci!”; były hasła typu „Jarosław”, „zboczeńcy” – ale było też sporo oklasków, śmiechu w odpowiednich momentach – i ciszy – która dla Teatru Snów jest sukcesem największym. „Pokusie” towarzyszyły zrazu szmerki rozmów, dogadywania, komentarze – rychło jednak ostatni oponenci uciszyli się, finał nastąpił pośród milczenia widzów. Dopiero po długiej pauzie rozbrzmiały brawa.

- W Dukli, kiedy w jednej scenie klaskałem na ptaki, chcąc je „złapać” do klatki, usłyszałem głos: „Co za łobuz, ptaki łowi”, w Brzozowie zaś doradzono mi, jak ptaka schwytać – śmieje się Zdzisław Górski.

- Chociaż nie zawsze spotyka nas życzliwość, to jednak ani w Dukli, ani w Brzozowie, ani w Krośnie nie odmówiono nam wstępu do mieszkania – do spektaklu potrzebne jest okno i drzwi – odpowiada Monika Labenz. – W Dukli pani, u której gościłam, chciała mi dać buty (gram boso), zamknęła nawet psa, by mi nie przeszkadzał.

- W czasie przedstawienia mała dziewczynka cały czas zagadywała, kręciła się, taki mały natręt... Po spektaklu zaniemówiła. Zapytałam o wrażenia, czy się podobało – wspomina Alicja Mojko. – „Nie, ta pani była zła, bo wszystko zabrała” – odpowiedziała. I ta lakoniczność po poprzedniej gadatliwości, lakoniczność świadcząca o zrozumieniu sztuki była dla mnie wielką nagrodą.

Teatr uliczny, opierający się na muzyce, pantomimie, akrobacji, stosujący elementy widowisk kuglarskich i wszelkiej innej proweniencji, nie może epatować widza słowem, on prowokuje, zmuszając niejako do zajęcia konkretnego stanowiska: od totalnej negacji po afirmujące jakby własne uczestnictwo w przedstawieniu, współtworzenie go. Tu nie ma miejsca na zdawkowe, grzecznościowe oklaski, zastępuje je spontaniczność i szczerość reakcji. A że wywołuje i nieprzychylne komentarze? Nowe musi rodzić się w bólach – a dla mieszkańców Krosna, Biecza, Iwonicza, Dukli i Brzozowa z całą pewnością była to nowość. I nie powinno dziwić takie, a nie inne zachowanie widzów; w końcu, powtórzę, wcale nie inaczej odbierali pierwsze spektakle Teatru KTO krakowianie – a w ich mieście, mimo wszystko, więcej było szokujących nowatorstwem wydarzeń kulturalnych, niż w podkarpackich okolicach...

Anioł jak Herbertowski: tyle, że nie włożył pod pachę, a rzucił na ziemię swe skrzydła – włożył prochowiec – i w tym szarym uniformie wkroczył w tłum – zszedł z placu, po którym triumfująco tańczyła Cyrkówka – zbierająca skrzętnie wszystkie po szczęściu i swej z nim walce pozostałości...

„Anioł na rynku” Waldemar Bałda
Rzeszów, Widnokrąg nr 27 (887), 14 lipca 1987
Theatre of Dreams

Muzyka ze spektakli