Szafarz
Gdański Teatr Snów konsekwentnie posługuje się poetyką, wywiedzioną ze swojej nazwy. Także „Szafarz” jest spektaklem, w którym obrazy przepływają przed oczami widza jak senne widziadła. Ale to dobry sen, krzepiący i budzący nadzieję.
W atmosferze przedstawienia, w którym nie pada ani jedno słowo, jest coś z wielkiej metafory „Skrzypka na dachu”. To owa wiara, która czyni cuda i pozwala ludziom budować życie po każdym kataklizmie, jeśli tylko znajdą w sobie dość wiary i dość miłości. Poetycki spektakl o potrzebie budowania własnego gniazda i ludzkiej wspólnoty, organizuje przede wszystkim muzyka, zaskakująco rytmiczna, ale idealna w zestawieniu z płynnym ruchem aktorów. Po dużej pustej przestrzeni rozsypuje się garstka ludzi, między którymi przemyka się tytułowy szafarz - dawca dóbr, czasem przekorny, czasem zatroskany, czasem przerażony. Aktorzy wnoszą małe drewniane budowle, rozkładają miękkie dywaniki, sygnalizują rodzące się emocje i potrzebę bycia w gromadzie. Budują swój dobytek, czerpiąc z wnętrza szafy, która ma jednak drzwi z każdej strony, kusi więc czasem zerwaniem więzi i ucieczką w nieznane. Ta szafa, postawiona na twardym asfalcie A PART-owskiego pleneru, wygrywa jednak z dosłownością przestrzeni, choć Teatr Snów grywa to przedstawienie także na miękkich murawach i wtedy pewnie poezji jest więcej...
Małe domki, kościółki, studnie nie przypadkiem można wziąć w dłoń i przenieść w inne miejsce. Tak przecież widzimy swoją przeszłość, zawsze mniejszą niż w rzeczywistości i bardziej przyjazną. A „Szafarz” nie konkretyzuje miejsca, rodowodu postaci i czasu. Może to sen mieszkańców miasteczka, może spojrzenie zza grobu, a może projekcja marzeń... Tak malował przecież swoją ziemię Marc Chagall, który najwyraźniej inspirował wyobraźnię twórców przedstawienia.
Jest taka scena w tym spektaklu, której uroda na pewno nie umknie z pamięci - mężczyzna na szczudłach znajduje okno, potem w tym oknie pojawia się także kobieta, a potem ktoś podaje im świecznik z płonącymi świeczkami. I są szczęśliwi. Trzeba wiele wysiłku, by taki banał budził wzruszenie. A może wystarczy tylko wrażliwość?
„Okno na życie” Henryka Wach-Malicka
Dziennik Zachodni 17 września 2002
„Szafarz” Teatru Snów jest przesiąknięty swojską odmianą realizmu magicznego spod znaku filmów Jana Jakuba Kolskiego. Nawet scenografia tego spektaklu przypomina senną podróż bohaterki „Daleko od okna” - maleńkie, ruchome domki rodzące się z nienaruszalnej szafy. W obydwu przypadkach rozsypane budowle istnieją dzięki postaci w tej szafie zamkniętej, więc może warto kontynuować porównanie i zastanowić się, czy aby cała ta wioska nie jest wyłącznie marzeniem Szafarza. Marzeniem, które powołał do istnienia stawiając pierwszą chatkę i w które, gestem dyrygenta, tchnął życie pełne ruchu i muzyki. W tej wioseczce mieszkańcy drobią wokół swoich małych gospodarstw kroczkiem szybkim, lecz jak to tylko możliwe najbliższym swoich maleńkich dachów. Nawet gdy zyskują możliwość wyrażenia własnych marzeń symbolizująca je para szczudlarzy porusza się krokiem bliskim ziemi. W końcu odrywanie się od niej nie jest zajęciem wieśniaków, lecz w „realnie magicznym” zakątku mieszkających po sąsiedzku aniołów. Swobodny, wyprostowany bieg „ku górze” chłopca z naprędce do pleców przyczepioną drewnianą framugą zamyka opowieść o magicznym miejscu. Opowieść urzekającą swoim plastycznym pięknem, co wydaje się zgoła niewykonalne przy środkach tak prostych - w końcu prawie całą scenografię tworzy kilka kartonowych budowli i starych dywanów. Atmosfera arkadii i wesołego rozgardiaszu osiągnięta została dzięki zespołowej grze o precyzji układu tanecznego. Nic - od sposobu, w jaki stawiane są stopy, po kierunek, w którym należy przenieść chałupkę - nie jest tu przypadkowe. I pewnie właśnie dlatego widz ma pewność, że w tej wiosce idealnej nawet rewolucja musi być urocza i z happy endem. Ma rację.
„Przeciw przyzwoitości” Pola Sobaś
Opcje11/2002
W czwartek po południu pierwsze kolorowe parady przeszły ulicami Głównego Miasta. Rozpoczął się VII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych Feta.
(...) Pochodzący z Gdańska Teatr Snów zaprezentował widowisko „Szafarz”. Jest to symboliczna, oniryczna opowieść o ludziach poszukujących swojego miejsca w świecie, podejmuje także problematykę wolności. Tytułowy Szafarz jest swoistym bogiem ich świata, kieruje działaniami swoich „dzieci”. Jednak wyzwolenie się spod wpływu demiurga, czyli zamknięcie go, nie przynosi bohaterom niczego poza chaosem.(...)
„Damy dworu jeżdżą na rolkach” Mirosław Baran
Gdańsk, Trwa Feta 2003
Gazeta Wyborcza Trójmiasto 16-17 sierpnia 2003
W atmosferze przedstawienia, w którym nie pada ani jedno słowo, jest coś z wielkiej metafory „Skrzypka na dachu”. To owa wiara, która czyni cuda i pozwala ludziom budować życie po każdym kataklizmie, jeśli tylko znajdą w sobie dość wiary i dość miłości. Poetycki spektakl o potrzebie budowania własnego gniazda i ludzkiej wspólnoty, organizuje przede wszystkim muzyka, zaskakująco rytmiczna, ale idealna w zestawieniu z płynnym ruchem aktorów. Po dużej pustej przestrzeni rozsypuje się garstka ludzi, między którymi przemyka się tytułowy szafarz - dawca dóbr, czasem przekorny, czasem zatroskany, czasem przerażony. Aktorzy wnoszą małe drewniane budowle, rozkładają miękkie dywaniki, sygnalizują rodzące się emocje i potrzebę bycia w gromadzie. Budują swój dobytek, czerpiąc z wnętrza szafy, która ma jednak drzwi z każdej strony, kusi więc czasem zerwaniem więzi i ucieczką w nieznane. Ta szafa, postawiona na twardym asfalcie A PART-owskiego pleneru, wygrywa jednak z dosłownością przestrzeni, choć Teatr Snów grywa to przedstawienie także na miękkich murawach i wtedy pewnie poezji jest więcej...
Małe domki, kościółki, studnie nie przypadkiem można wziąć w dłoń i przenieść w inne miejsce. Tak przecież widzimy swoją przeszłość, zawsze mniejszą niż w rzeczywistości i bardziej przyjazną. A „Szafarz” nie konkretyzuje miejsca, rodowodu postaci i czasu. Może to sen mieszkańców miasteczka, może spojrzenie zza grobu, a może projekcja marzeń... Tak malował przecież swoją ziemię Marc Chagall, który najwyraźniej inspirował wyobraźnię twórców przedstawienia.
Jest taka scena w tym spektaklu, której uroda na pewno nie umknie z pamięci - mężczyzna na szczudłach znajduje okno, potem w tym oknie pojawia się także kobieta, a potem ktoś podaje im świecznik z płonącymi świeczkami. I są szczęśliwi. Trzeba wiele wysiłku, by taki banał budził wzruszenie. A może wystarczy tylko wrażliwość?
„Okno na życie” Henryka Wach-Malicka
Dziennik Zachodni 17 września 2002
„Szafarz” Teatru Snów jest przesiąknięty swojską odmianą realizmu magicznego spod znaku filmów Jana Jakuba Kolskiego. Nawet scenografia tego spektaklu przypomina senną podróż bohaterki „Daleko od okna” - maleńkie, ruchome domki rodzące się z nienaruszalnej szafy. W obydwu przypadkach rozsypane budowle istnieją dzięki postaci w tej szafie zamkniętej, więc może warto kontynuować porównanie i zastanowić się, czy aby cała ta wioska nie jest wyłącznie marzeniem Szafarza. Marzeniem, które powołał do istnienia stawiając pierwszą chatkę i w które, gestem dyrygenta, tchnął życie pełne ruchu i muzyki. W tej wioseczce mieszkańcy drobią wokół swoich małych gospodarstw kroczkiem szybkim, lecz jak to tylko możliwe najbliższym swoich maleńkich dachów. Nawet gdy zyskują możliwość wyrażenia własnych marzeń symbolizująca je para szczudlarzy porusza się krokiem bliskim ziemi. W końcu odrywanie się od niej nie jest zajęciem wieśniaków, lecz w „realnie magicznym” zakątku mieszkających po sąsiedzku aniołów. Swobodny, wyprostowany bieg „ku górze” chłopca z naprędce do pleców przyczepioną drewnianą framugą zamyka opowieść o magicznym miejscu. Opowieść urzekającą swoim plastycznym pięknem, co wydaje się zgoła niewykonalne przy środkach tak prostych - w końcu prawie całą scenografię tworzy kilka kartonowych budowli i starych dywanów. Atmosfera arkadii i wesołego rozgardiaszu osiągnięta została dzięki zespołowej grze o precyzji układu tanecznego. Nic - od sposobu, w jaki stawiane są stopy, po kierunek, w którym należy przenieść chałupkę - nie jest tu przypadkowe. I pewnie właśnie dlatego widz ma pewność, że w tej wiosce idealnej nawet rewolucja musi być urocza i z happy endem. Ma rację.
„Przeciw przyzwoitości” Pola Sobaś
Opcje11/2002
W czwartek po południu pierwsze kolorowe parady przeszły ulicami Głównego Miasta. Rozpoczął się VII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych Feta.
(...) Pochodzący z Gdańska Teatr Snów zaprezentował widowisko „Szafarz”. Jest to symboliczna, oniryczna opowieść o ludziach poszukujących swojego miejsca w świecie, podejmuje także problematykę wolności. Tytułowy Szafarz jest swoistym bogiem ich świata, kieruje działaniami swoich „dzieci”. Jednak wyzwolenie się spod wpływu demiurga, czyli zamknięcie go, nie przynosi bohaterom niczego poza chaosem.(...)
„Damy dworu jeżdżą na rolkach” Mirosław Baran
Gdańsk, Trwa Feta 2003
Gazeta Wyborcza Trójmiasto 16-17 sierpnia 2003

