Teatr Snów
Teatr Snow

In order to view this object you need Flash Player 9+ support!

Get Adobe Flash player
Joomla! Slideshow

Ogród

Tytuł najnowszego przedstawienia Teatru Snów, którego premiera odbędzie się jutro na Długiej uruchamia jeden z najstarszych i najbogatszych w interpretacje toposów literackich i malarskich. „Ogród”, bo tak nazywa się to plenerowe, wpisane w pejzaż miasta widowisko inspirowane malarstwem Hieronima Boscha, rozpocznie Multimedialny Festiwal „Ogrody wyobraźni”.

Głównym elementem wykorzystanym w spektaklu będzie łódź - motyw zaczerpnięty ze słynnego XV-wiecznego obrazu flamandzkiego artysty, znanego pod co najmniej dwoma tytułami: „Łódź głupców” i „Statek szaleńców”. Oba zapisy ewokują odmienne znaczenia. Przyjęcie pierwszej wersji łączy się najczęściej z alegoryczną wykładnią malowidła, wywiedzioną ze znanego zapewne Boschowi poematu satyrycznego Sebastiana Brama, który opowiadał w swym dziele historię stu dwunastu głupców reprezentujących wszystkie ówczesne grupy społeczne. Wsiadali oni na statek, by dotrzeć nim do Narragonii, królestwa Głupoty. Taki sam moralizatorsko-satyryczny cel miałby przyświecać również Boschowi - namalowana przez niego łódź, wypełniona dwunastoma postaciami, które śpiewają (a może tylko otworzyły usta, by chwycić zębami placek zawieszony na wysokości ich twarzy), pływają nago w czarnej wodzie, piją i objadają się aż do wymiotów, nie zajmując się wcale sterem, to „jeden z największych pamfletów przeciw oszalałej w swej głupocie ludzkości”, upostaciowanie „idei głupoty jako źródła grzechu i nieumiarkowania”. Pośród mieszczan znajduje się również franciszkanin, co reformatorzy skwapliwie wykorzystywali do podkładania pod symbol puszczonej z prądem łodzi Kościoła, pozostawionego przez zabawiających się duchownych swemu losowi...

Spektakl

Michel Foucault, na którego powołuje się w programie Teatru Snów reżyser Zdzisław Górski, wskazuje na istnienie jeszcze jednej tradycji motywu „statku szalonych”, ukształtowanego przez fantasmagoryczną wyobraźnię późnego średniowiecza. Foucault wiąże go z prastarymi obrzędami święta szalonych. Carrus navis - pomalowana na niebiesko łódź na kołach, którą ciągnięto w ludycznym korowodzie, pojawiała się też w karnawałowych rytuałach witania wiosny w Brabancie. Przemarsz przez ulice XV-wiecznego miasta należał do praktyk pewnego stowarzyszenia wagabundów, które przyjęło nazwę Blauwe Scuut (Błękitna Barka). Członkowie bractwa parodiowali w sposób nieprzyzwoity przedstawicieli Kościoła i miejskich notabli, wnosząc w strukturę ówczesnego świata element ludowego żywiołu śmiechu i kontestacji. W pewnym sensie tworzyli oni kontrkulturę czy alternatywę swoich czasów, nie wahając się przed prześmiewczym i szyderczym atakiem na wszelkie możliwe autorytety, na cały - wywracany przez nich na nice - porządek rzeczywistości.

Festiwal

Łódź głupców czy też statek szaleńców - po przemierzeniu drogi życia, „niezliczonych szlaków wodnych, kołowych i powietrznych”, staje przed bramą Ogrodu. Ogrodu wyobraźni - jednego z wielu. Jaki on jest? Czy jest wybawieniem? Edenem? Arkadią?
Wtorkowa premiera Teatru Snów stała się pretekstem do zorganizowania przez Miejski Dom Kultury na Oruni, przy współpracy z innymi placówkami, ogromnego, trwającego do końca czerwca Festiwalu Multimedialnego „Ogrody wyobraźni”. Program festiwalu obejmuje między innymi przegląd filmów w DKF Żak (19-22 czerwca), dwudniową sesję plenerową Uniwersytetu Gdańskiego przebiegającą pod hasłem „Tajemniczy ogród” (21 czerwca, park oliwski przed Pałacem Opatów; 22 czerwca, Park Artura Schopenhauera na Oruni), plenerową wystawę malarstwa Jana Miśka i rzeźby gdańskich artystów (22 czerwca, Park Schopenhauera), Festiwal Świętojański w Żaku - występy gości Bałtyckiego Festiwalu Piosenki Morskiej (23-25 czerwca), festyn plenerowy Majki Jeżowskiej dla dzieci (25 czerwca, scena przy plaży w Brzeźnie) oraz zabawy i mityngi plenerowe, wycieczki po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, koncerty jazzowe, rockowe i organowe. Chyba po raz pierwszy lato zostanie przywitane przez gdańszczan tak gorąco.

„Szaleńcy czy głupcy?” Joanna Chojka
GDAŃSK - Festiwal „Ogrody wyobraźni”
Gazeta Wyborcza Morska 19 czerwca 1995




Głównym motywem scenograficznym najnowszego plenerowego widowiska Teatru Snów są drabiny i schody. Podobnie Jak łódź, w której „szaleńcy” czy „głupcy” z obrazu Boscha przemierzają morza, symbolizują drogę. Drogę, która jest wspinaczką na szczyt, na ostatni szczebel, gdzie winien zasiadać stwórca Ogrodu.

W „Boskiej komedii” Bóg znajdował się właśnie na szczycie schodów. Cała III część dzieła, w której Dante opisuje raj, jest wizją wspinania się po tych schodach.

Dantejskie schody są z kolei wersją drabiny, która przyśniła się niegdyś Jakubowi. „Wstępowali po niej i zstępowali aniołowie Boży na ziemię i do nieba, czyli do Boga będącego na szczycie tej drabiny”. Wszystko to działo się w nocy, gdy Jakub spał, a więc rozum jego był wyłączony z poznania.

Jan od Krzyża dostrzegł w tym obrazie wskazówkę, że owo podnoszenie się ku Bogu odbywa się zawsze „w ukryciu i daleko od mądrości ludzkiej". Schody czy drabina są dla duszy tajemniczą, pełną symbolicznych treści drogą, którą - nie wiedząc w jaki sposób - podąża ona ku absolutnemu dobru.

Kogo więc wiezie w spektaklu drewniana, ciągnięta na kołach łódź, przejęta z obrazu Hieronima Boscha? Szaleńców, ludzi „rozumnych inaczej”, skazanych przez zbiorowość „normalnych” na banicję i odesłanych w miejsce odosobnienia? „Galerników wrażliwości”, nosicieli tajemnicy, szczególnego rodzaju wiedzy, predestynującej ich do odbycia - choćby tylko we własnej, rozbudzonej wyobraźni ­ wędrówki w poszukiwaniu krainy rozkoszy i wolności? Czy też głupców, grzesznych, zapatrzonych w materialne atrybuty tego świata, odebrane im po przekroczeniu na tamtą stronę rzeki? Wszystkie te możliwości kryją się w obrazie flamandzkiego artysty - obrazie, który funkcjonuje przecież w tradycji pod dwoma, otwierającymi całkowicie odmienne interpretacje, tytułami: „Łódź głupców” i „Statek szaleńców”. Wszystkie te znaczenia obecne są również w przedstawieniu Zdzisława Górskiego, uwikłanym w wiele literackich, w tym biblijnych i filmowych symboli.

Pasażerowie „statku snów” podają sobie wiklinowy dzban i kufer, który określa ich ziemskie doświadczenie. Nie ucztują wszak, nie zapomnieli w karnawałowym szaleństwie o sterze, a ich łódź nie została uwięziona w gigantycznym wirze, lecz podąża w wyznaczonym kierunku - na wschód, ku wspaniałemu, rajskiemu ogrodowi wypatrywanemu ze szczytu, drabiny. Jego namiastką, przedprożem, jest egzotyczna kraina, w której mijają żeglarzy w lekkich, bambusowych czółnach i charakterystycznych, stożkowatych kapeluszach. Gdy wreszcie przekroczą most - bramę domniemanego ogrodu - okaże się on krainą śmierci, w której przyjdzie im zostawić swoje ziemskie skorupy, sobowtórowe manekiny. To „przeanielenie”, wyniesienie na szczudła, nie wystarcza - nadal chcą piąć się do góry, wstępować po schodach, przystawiać do nieba drabinę, by osiągnąć ostatni szczebel, na którym winien zasiadać Bóg. Osiągnąwszy szczyt, nie znaleźli wszak nikogo. Zawiedzeni i znudzeni rajem, zabierają się z powrotem do swej łodzi, która zawiedzie ich przed kolejną bramę. Czy ich drabiny były za krótkie? A może ogród, kuszący „rajskimi dekoracjami” - aniołami na szczudłach, kolorowymi ptakami, niebiańską muzyką - nie był tym właściwym? Był za to ogrodem miłości...

Nie potrafię napisać zwyczajnej recenzji tego pięknego, poetyckiego widowiska, zaprezentowanego publiczności wtorkowej nocy na Długim Targu przed Dworem Artusa. Nie potrafię tego zrobić, bowiem - tak jak wszystkie spektakle Teatru Snów - także i „Ogród” tworzony jest w migotliwym języku symboli. Mój tekst jest raczej zapisem skojarzeń i refleksji wywołanych przez pojawiające się w nim somnambuliczne obrazy. Z pewnością nie jest on wyczerpujący.

„Za krótka drabina do raju” Joanna Chojka
„OGRÓD” - Premiera Teatru Snów
Gazeta Wyborcza Morska 23 czerwca 1995




W gęstniejącym mroku, wśród szumu fontanny Neptuna, na tle kamieniczek przy Długim Targu odbyła się we wtorkowy wieczór niezwyczajna teatralna premiera. Bo i teatr niezwyczajny. Już wiele lat Zdzisław Górski prowadzi zespół, który wciąż chyba bardziej jest znany w kraju i na świecie niż w samym Gdańsku, choć tutaj powstał i pracuje. Rok temu ten właśnie zespół otrzymał doroczną nagrodę teatralną wojewody gdańskiego. Teatr Snów jest jedną z tych grup alternatywnych, które mają własny styl i konsekwentnie go rozwijają. Najnowsza realizacja – ósma już w dorobku – doskonale to potwierdza.

Premiera odbyła się w cyklu imprez „Ogrody wyobraźni”, którym patronuje Dziennik Bałtycki.

Nowy spektakl uliczny (bo Teatr Snów w tej stylistyce najchętniej się obraca) ma tytuł „Ogród”. Zdzisław Górski, autor i reżyser, inspiracje - jak twierdzi ­ znalazł w malarstwie Boscha i prozie Hermana Hesse, w jego „Podróży na Wschód”. Inspiracje nie są dla widza najważniejsze, bo w tym plenerowym widowisku o niezwykłej plastycznej urodzie i wspaniałych teatralnych pomysłach - wspólna praca reżysera i Alicji Mojko - liczy się obraz. Jest to wielka metafora podróży i nowych odkryć, poznawania samego siebie i innych. Opowieść o człowieku i naszym ziemskim wędrowaniu, docieraniu do tajemnic, o miłości i marzeniach. Symbolem tej tajemnicy jest tytułowy ogród, do którego dociera statek z pasażerami. Ogród to poetycki, wyobrażenie raczej, niż próba ukazania choćby jego namiastki. Bo przecież wszystko w tym spektaklu jest poezją, której rezonans jest wyłącznie kwestią wrażliwości odbiorcy, a także skojarzeń wywoływanych poprzez symbolikę znaków i obrazów. Wizualna strona „Ogrodu”, wpisanego w tło ulicy, a przygotowywanego przez długie miesiące w małej sali widowiskowej oruńskiego domu kultury (wtorkowy spektakl był pierwszym przedstawieniem w plenerze) jest perfekcyjna i sama w sobie urzekająca urodą. Ważne, że nie stanowi tylko formalnej „zabawy” lecz służy przekazaniu treści, które każdy sam musi odnaleźć. Nie jest efekciarska, ale zapewne efektowna: łodzie i ptaki wyobrażane przez poruszających się na szczudłach aktorów muszą wywrzeć wrażenie. Muzyka Dariusza Michalaka, który skomponował muzykę do „Miasta mężczyzn” i „Pasji” dla Teatru Ekspresji Wojciecha Misiury, jest wspaniałym dopełnieniem widowiska i jednocześnie jego integralnym składnikiem. Melodyjność, sugestywność, nastrojowość i ekspresja dźwięków, pełna ich harmonia z ruchem, kompozycją przestrzeni i obrazami układającymi się w alegoryczną przypowieść o życiu - to właśnie „Ogród” do którego wprowadza nas Teatr Snów.

„Premiera na ulicy” Anna Jęsiak
Teatr Snów zaprosił do „Ogrodu”
Dziennik Bałtycki 22 czerwca 1995




Długi Targ po godz. 21.30 zapełniał się powoli. Wtorkowy wieczór zgromadził ponad 500 obserwatorów teatralnego zdarzenia ulicznego. Teatr Snów - od wielu lat obecny w Gdańsku, zakotwiczony w Miejskim Domu Kultury na Oruni - zaprezentował nowe, premierowe widowisko pt. „Ogród”. Praca nad tym spektaklem trwała ponad rok.

Teatr Snów prowadzi z sukcesami Zdzisław Górski – reżyser, scenarzysta, animator całego zdarzenia. On szuka młodych aktorów, on proponuje niekonwencjonalną formułę, dzięki jego pomysłowości i wrażliwości tworzone są widowiska­przypowieści. Za prowadzenie teatru i spektakle otrzymał ongiś nagrodę teatralną wojewody gdańskiego. Przedstawienie „Republika marzeń” miało znakomite przyjęcie na wielu festiwalach, a plakat Stasysa do tego widowiska jest z pewnością znakomitą wizytówką teatru.

W działania artystyczne wspaniałą wyobraźnię plastyczną wnosi Alicja Mojko. Duet Górski - Mojko rozumie świetnie uliczną konwencję, stara się tym tak pozornie mało poetyckim warunkom nadać kształt teatralnej zadumy. Całość wizyjno-teatralną uzupełnia muzyka - zawsze ważna w Teatrze Snów.

Wtorkowy spektakl „Ogród” był piękną przypowieścią o ludziach zagubionych, o tych którzy szukają szczęścia i miłości, o takich którzy chcą wyrastać ponad przeciętność, jak również o takich, którzy w swoich odbiciach - manekinach nie odnajdują spełnienia marzeń. Po Długim Targu sunął okazały wehikuł - rodzaj łodzi-wozu, „pływały” maleńkie łódki, latały ptaki i poruszali się z nadzwyczajną sprawnością opowiadający sobą, ciałem i mimiką, artyści na szczudłach. Potrafili zatoczyć niespodziewanie duże koło, potrafili zatańczyć, albo zatrzymać ruch, jakby zastygali w zasłuchaniu.

Ważnym elementem scenografii był także most, pod którym przepływała wielka łódź losu, a także piękne, wiklinowe drobiazgi (kosze, dzbany i drabiny z jasnego drewna, po których wspinali się artyści).

Muzykę do widowiska skomponował Dariusz Michalak - który wcześniej pracował już z Teatrem Ekspresji Wojciecha Misiury. Spektakl „Ogród” (tytuł wydaje się trochę nieadekwatny do przesłania widowiska, wcześniejszy „Podróże” byłby zręczniejszy) podobał się zgromadzonej publiczności. MDK zainaugurował tym przedstawieniem multimedialny festiwal „Ogrody wyobraźni”.

Dzisiaj o 18-tej w Pałacu Opatów w Oliwie druga część rozważań humanistów o ogrodach, a od piątku - Festiwal Świętojański – szczegóły w programach festiwalu, który potrwa do 30 czerwca.

„Teatr Snów w OGRODZIE” Alina Kietrys
Głos Wybrzeża nr 142, 22 czerwca 1995




Największym wydarzeniem trzeciego dnia festiwalu w Jeleniej Górze był spektakl „Łódź” gdańskiego Teatru Snów. Niestety, ich występ zakłócała młodzież upojona tanimi winami, sprzedawanymi tego dnia na placu Ratuszowym.

Przed gdańszczanami prezentował się jeszcze cyrkowy zespół Bric a Brat z Francji, żywiołowi Anglicy z Bach Street Co. i Magiczny Teatr Cieni Romka Popłonyka z adaptacją starej baśni japońskiej.

(...) Przez kilka godzin tuż obok występujących artystów sprzedawał swoje produkty toruński Vinpol. W trzy godziny zgromadzona na placu młodzież wykupiła 35 skrzynek wina i mieszanki spirytusu z sokiem sprzedawanych w promocyjnej cenie 5 zł.

Pijane wyrostki próbowały trafić butelką po winie dziewczynę sprzedającą programy. Następne butelki poleciały w kierunku psa i fontanny, przy której siedziało kilkanaście osób.

Po 21-szej na pełen hałaśliwych i pijanych wyrostków plac wpłynęła wielka łódź. Reflektory oświetlały fantazyjnie postrzępione żagle i zaniepokojone twarze żeglarzy. Nastrój spektaklu wspaniale budowała muzyka Dariusza Michalaka - młodego kompozytora z Gdańska, i oszczędne, niezwykle sugestywne kostiumy postaci kreowanych przez aktorów.

„Łódź snów w o oparach wina” Jacek Jaśko
JELENIA GÓRA - XIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych
Gazeta Wyborcza Dolnośląska 5 lipca 1995




Widowiskowo zakończyły się tegoroczne Letnie Spotkania Teatrów Ulicznych w Toruniu. Co prawda, z plenerowym przedstawieniem konkurowały w sobotni wieczór i festyn „Nowości na bulwarach”, i jeszcze koncert oraz kabaret, widzów więc było jakby mniej niż zwykle, ale tych, którzy przyszli, żywe obrazy, tworzone przez aktorów Teatru Snów z Gdańska, mogły zauroczyć.

O tym przedstawieniu – wyreżyserowanym przez Zdzisława Górskiego – po jego gdańskiej premierze recenzenci pisali, przywołując skojarzenia z wątkami biblijnymi, z malarstwem Hieronima Boscha czy „Boską komedią” Dantego. Nawet jednak bez odwoływania się do różnych tradycji, można było ten wieloznaczny spektakl przyjąć po prostu jako bardzo poetycką wizję losu człowieka i dążenia do tego, co lepsze, piękniejsze. Oto z pojazdu (o wyglądzie dawnej łodzi, poruszanego tak, jak poczciwa taczka) wysiada grupa ludzi. Przygarbieni, wystraszeni, ściskają w rękach swój ziemski dobytek – wiklinowe kuferki i dzbany. Są w podróży. Jak się potem okazuje – szukają znajdującej się gdzieś wysoko krainy ze snów i marzeń. Próbują się do niej zbliżyć przy pomocy drabin, które wzięli ze sobą, a które bez punktu oparcia przewracają się. Aż po wielu próbach, za pomocą specjalnej drabiniastej machiny, udaje im się. Może wiary dodał im widok niezwykłych, nadnaturalnego wzrostu istot, które się nagle pojawiły? Wędrowcom udaje się na chwilę pozbyć swych przyciasnych dotychczasowych powłok – ograniczeń (aktorzy odstawiają na bok manekiny, każdy swojego, ubranego tak, jak on sam). Rosną (wchodzą na szczudła), tańczą. Niektórzy przemieniają się w rajskie ptaki – szczudlarze przywdziewają fantastyczne skrzydła. Aż nadchodzi czas pożegnania tego fantastycznego miejsca (snu, ogrodu?), czas powrotu na łódź. Tylko jeden z pasażerów łodzi pozostaje w owym ogrodzie na zawsze. Można, oczywiście, to pełne symboli przedstawienie odczytać też inaczej, że jest to w gruncie rzeczy wejście w krainę śmierci, a porzucone manekiny to umarłe ciała.

Jedno jest pewne – wizja gdańskiego Teatru Snów jest fascynująca, a do tego piękna plastycznie. Całe przedstawienie utrzymano w różnych odcieniach brązów i żółci. Może dlatego przywodzi na myśl stare obrazy. Jest w przedstawieniu wszystko, czego od dobrego teatru plenerowego się wymaga: precyzyjna choreografia, oryginalne pomysły, wartka opowieść, efekty świetlne i pirotechniczne, łopoczące sztandary, sprawni aktorzy, którzy potrafią nawet tańczyć na szczudłach...

„Sen na Rynku” Mirosława Kruczkiewicz
Ciekawe zakończenie Toruńskich Spotkań Teatrów Ulicznych
Nowości 30 sierpnia 1999




W Stockton polski Teatr Snów wspaniale zmienia marzenia w rzeczywistość.

Podobnie jak w Edynburgu, życie uliczne w Stockton staje się o tej porze roku nieco zwariowane. W ciągu dnia jest to małe, przesiąknięte historią miasteczko z wieloma drogami wylotowymi. Jednak z nadejściem wieczora równie dobrze możesz zostać przejechany przez robiony na zamówienie wózek z napędem elektrycznym, w środku którego siedzi dziecko skrzeczące coś z francuskim akcentem, utrefione w sposób o jakim ci się nie śniło, przez bandę zwariowanych fryzjerów.

Przez ostatnie dziesięć lat tak właśnie wyglądał i brzmiał Międzynarodowy Festiwal w Stockton, który choć skromny, wyrósł na największy brytyjski festiwal teatrów ulicznych. Nie jest to już jednak, jak w latach osiemdziesiątych, anachroniczne spotkanie naśladujące Covent Garden, na które ściągali różni postmodernistyczni kuglarze. W Stockton czuć już europejskie wibracje, a spektakle i przedstawienia są tyleż głośne, co dobrze przygotowane i pełne treści.

Nie ma na to lepszego przykładu niż „Ogród”, przedstawienie, które polski Teatr Snów wystawił właśnie w naturalnej scenerii dziedzińca Uniwersytetu Edynburskiego. To samo miejsce gościło w zeszłym roku inny polski spektakl który odniósł fenomenalny sukces, „Carmen Funebre”. „Ogród” to wyciszona, hipnotyczna sztuka. Zawarte w niej motywy przewodnie, jak nadzieja, sny, idealizm niespiesznie ogarniają zaskoczoną, ale zawsze uważną publiczność.

Latający statek głupców wyrusza w śmiałą podróż w poszukiwaniu swej ziemi obiecanej. Prowadzeni przez żeglarzy na szczudłach, docierają do magicznej bramy, gdzie każdy z podróżników musi stanąć twarzą w twarz ze swoją duszą. Po wylądowaniu oczarowuje ich nowy, wspaniały świat, jednak po pewnym czasie rzeczywistość przywołuje wędrowców z powrotem do siebie. Czas ruszyć na poszukiwanie nowych miejsc. Tylko jeden z nich odnajduje swój dom, a wyścig szczurów może się toczyć dalej bez niego.

Bez względu na to, czy mamy do czynienia z odkrywaniem Edenu, Shangri La, czy jakiejkolwiek innej ziemi obiecanej, ta hipnotyczna, duchowa podróż ma w sobie całą prostotę i naturalność jakiej można oczekiwać po polskim teatrze. (Choć ktoś mógłby powiedzieć, że to zbyt daleko idące, a może nawet obraźliwe uogólnienie). Szczudła, manekiny i inne symboliczne figury pojawiają się i znikają - i choć czasem wszystko to wydaje się nazbyt uproszczone - z całą pewnością bliższe jest buddyjskim fascynacjom Hermana Hessego, niż hippisowskim wygłupom.

„Ogród” będzie zapewne jeszcze bardziej fascynujący w ciasnych murach uniwersyteckiego dziedzińca i przy odrobinie szczęścia może oznaczać dalsze wzmocnienie związków pomiędzy Edynburgiem i Stockton. Czasowa bliskość tych dwóch festiwali każe pomyśleć o zacieśnieniu między nimi więzów, a przez wszystkie te lata Stockton pokazało, że bliskie jest Edynburgowi atmosferą.

Łatwo wyobrazić tu sobie obejrzenie „Ulicy Księżycowej” z jej zmagającymi się z burzą w Leith Harbour statkami w kształcie smoków i gór lodowych. Albo ostry, naładowany seksem „Sen panny Haversham” z prowokacyjnie oszczędną, wulgarną wręcz narracją, wystawiany na latającym trapezie przez australijską grupę Theatre Physical. Miejmy nadzieje, że statek głupców z „Ogrodu” to dopiero początek. Może to jeszcze nie nirwana, ale na pewno krok w dobrym kierunku.

„OGRÓD SNÓW” Neil Cooper
Scotland on Sunday 17 sierpnia 1997




Grupa ludzi przybywa na żaglowcu i zaczyna odkrywać wybrzeże i znajdujący się dalej ląd. Spotykają przewodników na gigantycznych szczudłach i życzliwą czarodziejkę, która przeprowadza ich przez ogromny most. Wśród innych wspaniałości odkrywają złote flagi, a ludzie na szczudłach wracają z kolejnymi chorągwiami. W końcu jednak, podróżnicy po odnalezieniu swych alter ego w nowym świecie ruszają w dalszą podróż. Pozostaje tylko jeden, który pozwala swemu sobowtórowi odpłynąć zamiast siebie.

Wszystko to wystawione jest z gracją i elegancją uniemożliwiającą jakąkolwiek klasyfikację. Balet? Poezja ruchu? Klasyfikacja staje się jednak niepotrzebna ze względu na niezwykłą czystość, samego przedstawienia. Dokładne zrozumienie szczegółu również staje się niepotrzebne, jeżeli widz pozwoli się wciągnąć w świat magii i wyobraźni. Kostiumy i rekwizyty są bez zarzutu, a wykorzystywane przez ten zespół, nabierają dodatkowego znaczenia. Gnając bez użycia słów, przy dźwiękach złowróżbnej muzyki, ta polska grupa utrzymuje wysoki standard, do jakiego przyzwyczaiły nas teatry z tego kraju występujące na Fringe'u.

OGRÓD - TEATR SNÓW ****
Roderick Graham
The Scotsman 13 sierpnia 1997




W czasie swej pierwszej wizyty na Fringe'u, polski Teatr Snów prezentuje, zgodnie ze swą nazwą, oniryczną sztukę wystawianą pod gołym niebem w Old College Squad. Czerpiąc ze średniowiecznych moralistów, takich jak Dante i Hieronimus Bosch, ich „Statek Głupców” - w tym przypadku jest to wielka drewniana łódź - podejmuje epicką wyprawę w stronę domniemanego raju, symbolizowanego przez most. W trakcie podróży wędrowcy spotykają dziwne postacie na szczudłach, które tańczą wśród nich. Wykorzystując mimikę, ruch, muzykę by przedstawiać poszukiwanie wiedzy, Teatr Snów udowadnia, że zasłużył tak na swą nazwę jak i reputację.

OGRÓD ****
Mare Lambert
The List 15-21 sierpnia 1997




Teatr Snów w miniony wtorek wystawił na Długim Targu premierowe widowisko zatytułowane „Ogród”. Zdzisław Górski - reżyser, animator i dyrektor w jednej osobie nie mógł wyjść do ukłonów i oklasków, bowiem tłumaczył się przed obliczem policjanta. Młody mundurowy skrupulatnie coś zapisywał w kajecie. I chociaż Teatr Snów jest teatrem ulicznym (na wielu międzynarodowych festiwalach zdobył zasłużone nagrody) pilnujący porządku publicznego chciał wiedzieć, dlaczego Długi Targ został nagle oświetlony, dlaczego po godz. 22-giej słychać muzykę, dlaczego wokół zaimprowizowanej sceny stoją tłumy i klaszczą. Wyraźnie aplauz widzów wzbudził podejrzenie strzegącego szarej rzeczywistości. Zawsze lepsza codzienna nuda z grasującymi złodziejaszkami niż emocje zadowolonego tłumu.

„Widowisko z policjantem” (ak)
Głos Wybrzeża 24-25 czerwca 1995




Podczas Letnich Toruńskich Spotkań Teatrów Ulicznych obejrzał MIM:

„Scenariusz napisał i wyreżyserował spektakl Zdzisław Górski. Autorami oprawy plastycznej, przenoszącej widza w świat średniowiecznych płócien mistrza Boscha, są Alicja Mojko i Zdzisław Górski. Równie plastyczną muzykę, będącą prawdziwym pulsem przedstawienia, skomponował Dariusz Michalak. Teatr powstał w 1986 roku w Gdańsku, obecnie liczy 10 osób i ma za sobą występy na wszystkich prestiżowych festiwalach w Europie i Polsce. Przedstawienie pokazane na Rynku Staromiejskim, od początku swego istnienia cieszyło się uznaniem krytyki. Rzeczywiście, spektakl ma bardzo ładne sekwencje z łodzią, w której przemieszczają się główni bohaterowie, drabiny Jakubowe malowniczo pną się do nieba, równie podniebni aktorzy płyną na szczudłach, jest też piękna scena z flagami, kreującymi w finale zupełnie czarodziejską przestrzeń. Niestety, Teatr Snów jest teatrem posługującym się wyłącznie językiem symboli, migotliwym, jak ujmują to znawcy. Dla kogoś, kto nie wiedział nic o spektaklu i o Teatrze Snów, treść okazała się raczej trudna do uchwycenia. Oto nagle pojawili się zdziwieni aktorzy i dziwili się nieustannie, zmieniając scenerię i relacje między rekwizytami oraz postaciami. „Ogród” obejrzało sporo ludzi, bo ruch tego dnia na rynku był większy niż zazwyczaj o tej porze. Chętnie przystawano wzdłuż sporej przestrzeni scenicznej, wyznaczonej przez kable reflektorów. Poetycki spektakl zebrał duże oklaski, jednak szybko widownia się rozeszła i było tak, jakby nic się nie stało. Jakby to był nie do końca jasny sen o nie do końca poruszającym przedstawieniu.”

Gazeta w Bydgoszczy nr 202, zob. też Ruch Teatralny Nr 7(20)
„Ogród” Teatru Snów, Ruch Teatralny 7(46)




Ogród jest przedstawieniem, w które wkalkulowano widowiskowość. ...Spektakle „Snów” są zawsze rozpoznawalne choćby w oderwanych fragmentach, plastycznych, estetycznych stop­klatkach. Nie musimy zastanawiać się nad techniką. Szczudła nie górują nad aktorem, płachty chorągwi nie przesłaniają detali. Z Ogrodem jest jednak inaczej. Rzecz o budowaniu mostów (albo o żeglowaniu wśród pomieszanych języków?) zachowuje kolor i fakturę poprzednich przedstawień, ale, jest jak gdyby odrobinę wyspekulowana. ...Przedmioty do gry ogromnieją nie mocą logiki płynącej z napięć sytuacji, ale dlatego, że konstrukcje z drabin, pomosty łączące swe krańce na wysokościach, potężne drągi wioseł, wreszcie pełna powagi arka, wyglądają ładnie i dostojnie. Obrazy zmieniają się płynnie, aktor nie poddaje się prymatowi przedmiotów, odnajduje wśród wspaniałej bieli bander własny, wyraźny i na odrębnych prawach status, kreuje magiczną rzeczywistość, ale czegoś w spektaklu jest za dużo, coś jest w nim nadmiernego. ...I kiedy obok aktorów i przedmiotów na placu gry pojawiają się manekiny, w obrazie dostrzegam nie tyle ironię, co zadziwiającą bezradność, ucieczkę „Snów” ku poezji nazbyt chcącej przekonywać o swej urodzie.

Piotr Zaczkowski
Opcje 3/96 Dziennik festiwalowy – o Ogrodzie
Theatre of Dreams

Muzyka ze spektakli