Sanatorium
Nie tak dawno, w gdańskim „Żaku” gościł Teatr Ósmego Dnia. Pokazał dwa spektakle: „Piołun” i „Ziemię niczyją”. W mrocznej, estetyzującej poetyce jeszcze raz odkrywał nasze, narodowocierpiętnicze postawy. Wadził się z rzeczywistością totalitaryzmu, na którą zdawało się, że byliśmy skazani, a jakakolwiek próba ucieczki („Ziemia Niczyja”) wiodła jakby donikąd, czyli z powrotem. W tym rozpamiętywaniu i rozrachunkach, Teatr Ósmego Dnia nie trafił, do widza z tą mocą oddziaływania, co dawniej.
I oto kilka dni temu, podczas Jesiennych Spotkań Teatralnych, w tej samej sali „Żaka” pokazane zostały dwa frapujące przedstawienia. Klimatem, poetyką podobne „Ósemką”, a jednak zupełnie od tamtych spektakli inne.
Teatr Snów z Gdańska i Grupa Chwilowa z Lublina-Moskwy (gościnnie – aktorzy z Taganki) należą, podobnie jak Teatr Ósmego Dnia, do nurtu teatralnego off. Realizują swój teatr w podobnym klimacie znaczących obrazów, w poetyce symboli i znaków.
Najpierw niezwykle piękne, urzekające urodą obrazu widowisko Teatru Snów „Sanatorium”, inspirowane prozą Brunona Schulza. Tu świat zamknięty zostaje pomiędzy stołem, łóżkiem, wieszakiem. Tu ludzie, mówiąc o sprawach prostych i codziennych, dotykają losu i swoich przeznaczeń. Tu wadzi się starość (ojciec) z młodością (syn). Tu wreszcie odbywa się wtajemniczenie młodości w wiek dojrzały, czyli w nieznaną przyszłość. „Sanatorium” to przedstawienie pulsujące „czwartym wymiarem”, tym co najbardziej nieuchwytne, a jednocześnie najbardziej teatralne. Mówione, w warstwie ruchowej (półpłynnej, zawieszonej, zwolnionej) graniczy z tańcem, pantomimą snu. Jest to może sen naszej rzeczywistości, my sami rozrysowani w bieli i czerni, w smugach światła i niepokojącej muzyce. I tylko przez moment, gdy działającym postaciom przyjdzie otrzeć się o politykę, o konkretne słowa czerpane z ducha władzy i przemocy, scenę pokryje ogromna, czerwona materia.
(...) Te dwa przedstawienia, z Gdańska i Lublina-Moskwy, mimo że różne, są podobne. Łączy je zapatrzenie się na człowieka. Kończąc „Sanatorium”, aktorzy wdrapują się na łóżko i w scenie szalonego lotu (choć zatrzymanego w kadrze) szybują gdzieś przed siebie, ku przeznaczeniu bądź wyzwoleniu. Dwójka Rosjan po prostu odchodzi, by zatrzymać się znów niedaleko i nucić dalej swoja tęskną piosenkę.
Tym razem „Ósemkom” być „tu i teraz” się nie udało. „Snom” i Grupie Chwilowej - tak. Teatr wadzący się z polityką, z systemem przeminął (na razie?), a na scenę wszedł znowu tylko człowiek. Ten, który poszukując wyjścia z totalitarnej przeszłości, musi poddać samego siebie oczyszczeniu.
I jeszcze jedno, na zakończenie. Okno bywa symbolem komunikowania się ze światem. To czy pozostaje zamknięte, czy otwarte, czy przyjmuje inne obce sobie funkcje, przynajmniej w teatrze nie jest bez znaczenia. W przedstawieniu Teatru Ósmego Dnia „Ziemia niczyja” aktorzy przyglądali się widzom zza szczelnie zamkniętych okienek. Ten sam rekwizyt w „Sanatorium” z rozwartą okiennicą posłużył jako skrzydła, w scenie lotu. Dla Rosjan, okno wyznaczało granicę domu i było uświęconym ołtarzem. To okno powtórzone trzy razy, jest przypadkowe, choć może układać się w ciąg znaczeń.
„Człowiek przy oknie” Anna Kruszewska
Po Jesiennych Spotkaniach Teatralnych w „Żaku”
Gazeta Gdańska 9 grudnia 1991
(...) Mogliśmy zobaczyć w listopadzie ubiegłego roku Teatr Snów z Gdańska, Teatr Ósmego Dnia z Poznania, Scenę 6 i Grupę Chwilową z Lublina (trzy ostatnie zdobyły nagrody na najbardziej prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym w Edynburgu).
(...) Interesujące natomiast były propozycje Teatru Snów. To całkowicie odmienna poetyka. Oparte na motywach prozy Schulza „Sanatorium”, prowadzone jednym tonem, ale tonem najszlachetniejszej poezji, nie pozbawione - moim zdaniem - niedoskonałości konstrukcji, zwraca się ku temu, co stricte teatralne. Ważniejsze od możliwej do zwerbalizowania treści są tu aktor i zespół traktowani jak instrumenty muzyczne. Przedstawienie Teatru Snów oddala się od opowiadania fabuły, a staje się koncertem, czynieniem, wrażeniem. Widzę w tym, w przeciwieństwie do przedstawień dwóch poprzednich teatrów (Teatr Ósmego Dnia, Scena 6), zwrot ku przyszłości, ku temu, czym teatr będzie się stawał.
Podobne było drugie przedstawienie Teatru Snów „Republika marzeń”, pokazane o zmierzchu na bydgoskim Starym Rynku. Powtórzono tu wiele motywów z „Sanatorium”, powtórzono nastrój i ton. Prosta fabuła tego spektaklu wpada w ogólniki, ale nie jest to tutaj zarzutem. Przedstawienie oglądane ze sporym zainteresowaniem przez przypadkowych przechodniów miało w sobie wiele zalet happeningu, a że był to dobrze przygotowany występ, nie miał wad, jakie związane są z happeningu przypadkowością i chaotycznością. Spektakl ten nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, gdy oglądałem go po raz pierwszy dwa i pół roku temu na festiwalu jeleniogórskim. Jednak do dziś pamiętam w najdrobniejszych szczegółach jego fragmenty i właśnie w tym zapadaniu w pamięć upatruję jednej z najistotniejszych wartości Teatru Snów.(...)
„Off-Prezentacje Teatralne” Jerzy Welter
Wojewódzki Informator Kulturalny, Bydgoszcz, Styczeń-Luty ’92
Szukanie odpowiedzi na pytanie o sens życia osoby ludzkiej, rozdarcie między mitem przeszłości a marzeniami o przyszłości, nieustanna niepewność, chwiejne stąpanie po ścieżce wiodącej do Absolutu. Chorzy, zagubieni, błądzący potrzebujemy ciągłej terapii. To główne wątki zaprezentowanego wczoraj przez gdański Teatr Snów spektaklu pt. „Sanatorium” wg Bruno Schulza na podstawce scenariusza i reżyserii Zdzisława Górskiego.
Przedstawienie odbyło się w gdańskim „Żaku” w ramach zorganizowanych przez Klub Studentów „Jesiennych Spotkań Teatralnych”. Mimo że najtrudniej prorokuje się w rodzinnym mieście, aktorzy Teatru Snów podjęli to niełatwe wyzwanie i - jak bezpośrednio po spektaklu powiedział Bogdan Posmyk - udało się.
Sala teatralna wypełniona w całości, a nawet w nadmiarze, gdyż niektórym miłośnikom Melpomeny pozostały jedynie miejsca stojące. Publiczność po zakończeniu spektaklu nagrodziła artystów obficie brawami. A ponieważ widownię stanowili, krytyczni w swej naturze, młodzi ludzie, ich oklaski są najlepszą recenzją przedstawienia.
Aktorzy zaimponowali przede wszystkim dobrym ruchem scenicznym, doskonale współgrającym z muzyką Dariusza Michalaka i Jarosława Winieckiego, dzięki czemu spektakl uzyskał pożądaną ekspresję i plastyczność. Nieco gorzej było z głosem. Nie wszystkie sekwencje tekstu były dobrze słyszalne, a jest to dla widza bardzo bolesne.
Jesienne wieczory sprzyjają zadumie i refleksji. Myślę, że taką okazję zamyślenia się nad własną kondycją mieliśmy wczorajszego wieczoru. Pozostaje więc zaprosić na następne przedstawienie „Jesiennych Spotkań Teatralnych”. Tym razem w poniedziałek, 25 listopada o godz. 18.30 i - o ile dopisze frekwencja - o godz. 20.30, wystąpi Teatr Grupa Chwilowa z Lublina ze spektaklem pt. „Postój w pustyni”. Organizatorzy zapowiadają to przedstawienie jako główne wydarzenie spotkań.
„Ciągła terapia”
Teatr Snów w Żaku
Gazeta Wyborcza Morska nr 134, 23 listopada 1991
Oldenburg. Ambitny projekt Dni Kultury Polskiej, zorganizowany z wielkim rozmachem i z pomocą, między innymi, Kraju Związkowego Dolna Saksonia, przez Kulturetage przy współudziale czterech polskich grup teatralnych o całkiem zróżnicowanym charakterze, zakończył się występem gościnnym gdańskiego Teatru Snów. Występ ten poszerza spektrum o aspekt teatru ulicznego, który nie korzysta ze stałych pomieszczeń, montowanych kulis i bogactwa rekwizytów. Ale również pozostałe zespoły zrezygnowały z tej możliwości; w każdym razie wyposażenie łatwo było przemieścić.
Sztuka „Sanatorium”, od kwietnia w repertuarze teatru, jest literackim collagem składającym się głównie z tekstów Brunona Schulza, ale także wielu innych autorów, m.in. Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta i Adama Mickiewicza. Myślą przewodnią mocno zredukowanej akcji jest wprowadzenie w życie „bohatera teatralnego”. Spotyka się on w pewnym sanatorium z ojcem, matką, narzeczoną i zostaje skonfrontowany z ich wypowiedziami. Wprawdzie chce początkowo opuścić znowu dom, jednak prowadzony i osaczony przez postacie i okoliczności, decyduje się pozostać, staje się częścią sanatorium.
W przeciwieństwie do innych zespołów teatr gdański gra bardzo powściągliwie, odprężająco, łagodnie przy akompaniamencie collage’u muzycznego znanych nieskomplikowanych melodii, których rytm kieruje wszystkimi ruchami małej grupy, wprawiając je w taniec i unoszenie się. Dominuje sen i rzadko budzi się z postaci. Również wtedy, gdy mają w stosunku do głównego bohatera różne zamiary, pozostają na płaszczyźnie życia pozornego, które w „Sanatorium” jest substytutem rzeczywistości. Nie da się jednak oddzielić jednoznacznie rzeczywistości od snu. W permanentnie płynnym ruchu, który jest sprowokowany muzyką i przez nią dźwigany i który opada ostatecznie na czerwonej chmurze, są momenty, gdy czwórka aktorów zamiera w jednym obrazie.
Są to punkty stałe i zwrotne posuwającej się wciąż dalej akcji. Czwórka aktorów, których nazwisk nie poznaliśmy, balansuje na cienkiej linie charakterystycznego, narzuconego ruchu zespołowego, który dominuje i pozostawia niewielką przestrzeń ruchowi indywidualnemu. Ale to jest właśnie typowa dla sanatorium sytuacja, gdy „ja” broni się ostatnimi siłami przed zrównaniem. Do tego potrzebne są już pomocnicze, krzesła, stoły, ramy okienne, drzwi, które mają własną symboliczną wartość, ostatecznie jednak chronią poszkodowaną jednostkę przed natarczywością innych. Taniec, recytacja, pantomima, obrazowa gestykulacja wymagają zgodności (zgrania się zespołu), a tę ma zespół polski w zadowalającym stopniu.
Polskie występy gościnne przyniosły przede wszystkim różnorodność i zróżnicowanie i z tego względu miały duże znaczenie informacyjne, przy czym nie ucierpiała jednak strona artystyczna. Pod tym względem projekt Kulturetage był bezkompromisowy, za co należy jej podziękować.
DNI POLSKIE: „Sny o życiu”
I oto kilka dni temu, podczas Jesiennych Spotkań Teatralnych, w tej samej sali „Żaka” pokazane zostały dwa frapujące przedstawienia. Klimatem, poetyką podobne „Ósemką”, a jednak zupełnie od tamtych spektakli inne.
Teatr Snów z Gdańska i Grupa Chwilowa z Lublina-Moskwy (gościnnie – aktorzy z Taganki) należą, podobnie jak Teatr Ósmego Dnia, do nurtu teatralnego off. Realizują swój teatr w podobnym klimacie znaczących obrazów, w poetyce symboli i znaków.
Najpierw niezwykle piękne, urzekające urodą obrazu widowisko Teatru Snów „Sanatorium”, inspirowane prozą Brunona Schulza. Tu świat zamknięty zostaje pomiędzy stołem, łóżkiem, wieszakiem. Tu ludzie, mówiąc o sprawach prostych i codziennych, dotykają losu i swoich przeznaczeń. Tu wadzi się starość (ojciec) z młodością (syn). Tu wreszcie odbywa się wtajemniczenie młodości w wiek dojrzały, czyli w nieznaną przyszłość. „Sanatorium” to przedstawienie pulsujące „czwartym wymiarem”, tym co najbardziej nieuchwytne, a jednocześnie najbardziej teatralne. Mówione, w warstwie ruchowej (półpłynnej, zawieszonej, zwolnionej) graniczy z tańcem, pantomimą snu. Jest to może sen naszej rzeczywistości, my sami rozrysowani w bieli i czerni, w smugach światła i niepokojącej muzyce. I tylko przez moment, gdy działającym postaciom przyjdzie otrzeć się o politykę, o konkretne słowa czerpane z ducha władzy i przemocy, scenę pokryje ogromna, czerwona materia.
(...) Te dwa przedstawienia, z Gdańska i Lublina-Moskwy, mimo że różne, są podobne. Łączy je zapatrzenie się na człowieka. Kończąc „Sanatorium”, aktorzy wdrapują się na łóżko i w scenie szalonego lotu (choć zatrzymanego w kadrze) szybują gdzieś przed siebie, ku przeznaczeniu bądź wyzwoleniu. Dwójka Rosjan po prostu odchodzi, by zatrzymać się znów niedaleko i nucić dalej swoja tęskną piosenkę.
Tym razem „Ósemkom” być „tu i teraz” się nie udało. „Snom” i Grupie Chwilowej - tak. Teatr wadzący się z polityką, z systemem przeminął (na razie?), a na scenę wszedł znowu tylko człowiek. Ten, który poszukując wyjścia z totalitarnej przeszłości, musi poddać samego siebie oczyszczeniu.
I jeszcze jedno, na zakończenie. Okno bywa symbolem komunikowania się ze światem. To czy pozostaje zamknięte, czy otwarte, czy przyjmuje inne obce sobie funkcje, przynajmniej w teatrze nie jest bez znaczenia. W przedstawieniu Teatru Ósmego Dnia „Ziemia niczyja” aktorzy przyglądali się widzom zza szczelnie zamkniętych okienek. Ten sam rekwizyt w „Sanatorium” z rozwartą okiennicą posłużył jako skrzydła, w scenie lotu. Dla Rosjan, okno wyznaczało granicę domu i było uświęconym ołtarzem. To okno powtórzone trzy razy, jest przypadkowe, choć może układać się w ciąg znaczeń.
„Człowiek przy oknie” Anna Kruszewska
Po Jesiennych Spotkaniach Teatralnych w „Żaku”
Gazeta Gdańska 9 grudnia 1991
(...) Mogliśmy zobaczyć w listopadzie ubiegłego roku Teatr Snów z Gdańska, Teatr Ósmego Dnia z Poznania, Scenę 6 i Grupę Chwilową z Lublina (trzy ostatnie zdobyły nagrody na najbardziej prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym w Edynburgu).
(...) Interesujące natomiast były propozycje Teatru Snów. To całkowicie odmienna poetyka. Oparte na motywach prozy Schulza „Sanatorium”, prowadzone jednym tonem, ale tonem najszlachetniejszej poezji, nie pozbawione - moim zdaniem - niedoskonałości konstrukcji, zwraca się ku temu, co stricte teatralne. Ważniejsze od możliwej do zwerbalizowania treści są tu aktor i zespół traktowani jak instrumenty muzyczne. Przedstawienie Teatru Snów oddala się od opowiadania fabuły, a staje się koncertem, czynieniem, wrażeniem. Widzę w tym, w przeciwieństwie do przedstawień dwóch poprzednich teatrów (Teatr Ósmego Dnia, Scena 6), zwrot ku przyszłości, ku temu, czym teatr będzie się stawał.
Podobne było drugie przedstawienie Teatru Snów „Republika marzeń”, pokazane o zmierzchu na bydgoskim Starym Rynku. Powtórzono tu wiele motywów z „Sanatorium”, powtórzono nastrój i ton. Prosta fabuła tego spektaklu wpada w ogólniki, ale nie jest to tutaj zarzutem. Przedstawienie oglądane ze sporym zainteresowaniem przez przypadkowych przechodniów miało w sobie wiele zalet happeningu, a że był to dobrze przygotowany występ, nie miał wad, jakie związane są z happeningu przypadkowością i chaotycznością. Spektakl ten nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, gdy oglądałem go po raz pierwszy dwa i pół roku temu na festiwalu jeleniogórskim. Jednak do dziś pamiętam w najdrobniejszych szczegółach jego fragmenty i właśnie w tym zapadaniu w pamięć upatruję jednej z najistotniejszych wartości Teatru Snów.(...)
„Off-Prezentacje Teatralne” Jerzy Welter
Wojewódzki Informator Kulturalny, Bydgoszcz, Styczeń-Luty ’92
Szukanie odpowiedzi na pytanie o sens życia osoby ludzkiej, rozdarcie między mitem przeszłości a marzeniami o przyszłości, nieustanna niepewność, chwiejne stąpanie po ścieżce wiodącej do Absolutu. Chorzy, zagubieni, błądzący potrzebujemy ciągłej terapii. To główne wątki zaprezentowanego wczoraj przez gdański Teatr Snów spektaklu pt. „Sanatorium” wg Bruno Schulza na podstawce scenariusza i reżyserii Zdzisława Górskiego.
Przedstawienie odbyło się w gdańskim „Żaku” w ramach zorganizowanych przez Klub Studentów „Jesiennych Spotkań Teatralnych”. Mimo że najtrudniej prorokuje się w rodzinnym mieście, aktorzy Teatru Snów podjęli to niełatwe wyzwanie i - jak bezpośrednio po spektaklu powiedział Bogdan Posmyk - udało się.
Sala teatralna wypełniona w całości, a nawet w nadmiarze, gdyż niektórym miłośnikom Melpomeny pozostały jedynie miejsca stojące. Publiczność po zakończeniu spektaklu nagrodziła artystów obficie brawami. A ponieważ widownię stanowili, krytyczni w swej naturze, młodzi ludzie, ich oklaski są najlepszą recenzją przedstawienia.
Aktorzy zaimponowali przede wszystkim dobrym ruchem scenicznym, doskonale współgrającym z muzyką Dariusza Michalaka i Jarosława Winieckiego, dzięki czemu spektakl uzyskał pożądaną ekspresję i plastyczność. Nieco gorzej było z głosem. Nie wszystkie sekwencje tekstu były dobrze słyszalne, a jest to dla widza bardzo bolesne.
Jesienne wieczory sprzyjają zadumie i refleksji. Myślę, że taką okazję zamyślenia się nad własną kondycją mieliśmy wczorajszego wieczoru. Pozostaje więc zaprosić na następne przedstawienie „Jesiennych Spotkań Teatralnych”. Tym razem w poniedziałek, 25 listopada o godz. 18.30 i - o ile dopisze frekwencja - o godz. 20.30, wystąpi Teatr Grupa Chwilowa z Lublina ze spektaklem pt. „Postój w pustyni”. Organizatorzy zapowiadają to przedstawienie jako główne wydarzenie spotkań.
„Ciągła terapia”
Teatr Snów w Żaku
Gazeta Wyborcza Morska nr 134, 23 listopada 1991
Oldenburg. Ambitny projekt Dni Kultury Polskiej, zorganizowany z wielkim rozmachem i z pomocą, między innymi, Kraju Związkowego Dolna Saksonia, przez Kulturetage przy współudziale czterech polskich grup teatralnych o całkiem zróżnicowanym charakterze, zakończył się występem gościnnym gdańskiego Teatru Snów. Występ ten poszerza spektrum o aspekt teatru ulicznego, który nie korzysta ze stałych pomieszczeń, montowanych kulis i bogactwa rekwizytów. Ale również pozostałe zespoły zrezygnowały z tej możliwości; w każdym razie wyposażenie łatwo było przemieścić.
Sztuka „Sanatorium”, od kwietnia w repertuarze teatru, jest literackim collagem składającym się głównie z tekstów Brunona Schulza, ale także wielu innych autorów, m.in. Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta i Adama Mickiewicza. Myślą przewodnią mocno zredukowanej akcji jest wprowadzenie w życie „bohatera teatralnego”. Spotyka się on w pewnym sanatorium z ojcem, matką, narzeczoną i zostaje skonfrontowany z ich wypowiedziami. Wprawdzie chce początkowo opuścić znowu dom, jednak prowadzony i osaczony przez postacie i okoliczności, decyduje się pozostać, staje się częścią sanatorium.
W przeciwieństwie do innych zespołów teatr gdański gra bardzo powściągliwie, odprężająco, łagodnie przy akompaniamencie collage’u muzycznego znanych nieskomplikowanych melodii, których rytm kieruje wszystkimi ruchami małej grupy, wprawiając je w taniec i unoszenie się. Dominuje sen i rzadko budzi się z postaci. Również wtedy, gdy mają w stosunku do głównego bohatera różne zamiary, pozostają na płaszczyźnie życia pozornego, które w „Sanatorium” jest substytutem rzeczywistości. Nie da się jednak oddzielić jednoznacznie rzeczywistości od snu. W permanentnie płynnym ruchu, który jest sprowokowany muzyką i przez nią dźwigany i który opada ostatecznie na czerwonej chmurze, są momenty, gdy czwórka aktorów zamiera w jednym obrazie.
Są to punkty stałe i zwrotne posuwającej się wciąż dalej akcji. Czwórka aktorów, których nazwisk nie poznaliśmy, balansuje na cienkiej linie charakterystycznego, narzuconego ruchu zespołowego, który dominuje i pozostawia niewielką przestrzeń ruchowi indywidualnemu. Ale to jest właśnie typowa dla sanatorium sytuacja, gdy „ja” broni się ostatnimi siłami przed zrównaniem. Do tego potrzebne są już pomocnicze, krzesła, stoły, ramy okienne, drzwi, które mają własną symboliczną wartość, ostatecznie jednak chronią poszkodowaną jednostkę przed natarczywością innych. Taniec, recytacja, pantomima, obrazowa gestykulacja wymagają zgodności (zgrania się zespołu), a tę ma zespół polski w zadowalającym stopniu.
Polskie występy gościnne przyniosły przede wszystkim różnorodność i zróżnicowanie i z tego względu miały duże znaczenie informacyjne, przy czym nie ucierpiała jednak strona artystyczna. Pod tym względem projekt Kulturetage był bezkompromisowy, za co należy jej podziękować.
DNI POLSKIE: „Sny o życiu”

