Teatr Snów
Teatr Snow

In order to view this object you need Flash Player 9+ support!

Get Adobe Flash player
Joomla! Slideshow

Republika marzeń

(...) Zespołem, który nie miał sobie równych, którego przedstawienie odcinało się od klownady i kuglarstwa, był Teatr Snów z Gdańska. Po obejrzeniu ich przedstawienia. „Republika marzeń”, nie żałuje się 10 godzin spędzanych w zatłoczonym pociągu z Warszawy. Ekspresyjnie opowiedzieli o ludzkich marzeniach: wyolbrzymionym gestem, mimiką pomalowanych na biało twarzy, rewelacyjnym tańcem na wysokich szczudłach. Szukajcie ich na ulicach Polski i świata, zapraszajcie do swoich miast, bo Teatr Snów trzeba koniecznie zobaczyć.(...)

„Teatr pełen ludzi” Agata Jakubowska
Gazeta Wyborcza nr 71, 17 sierpnia 1989




(...) „Wreszcie jakiś normalny teatr” – z radością oświadczyła mieszkanka miasteczka oglądając tego lata gdański Teatr Snów.

(...) Wydarzeniem festiwalu okazał się jeden tylko, skromnie występujący i reklamowany Teatr Snów z Gdańska, kierowany przez Zdzisława Górskiego. Jego „Republika marzeń” – inspirowana prozą Schulza – zaskakiwała znakomitym opanowaniem warsztat niezbędnego dla ulicznej sceny, jasną konstrukcją wyrazistych obrazów, wzruszeniem jakie powoływała prostymi symbolami z niezwykłą łatwością. Ten teatr wyobraźni uciekający od huku bębnów i epatowania kolorowymi racami przywracał wiarę w to, że z popielnika festiwalu uda się wynieść, być może, żarzący się jeszcze węgielek spotkania przeżywających wspólnie – aktora i widza, spotkania możliwego wtedy, gdy teatr chce rzeczywiście mówić do nas i o nas.

„Popielnik” Krzysztof Głomb
VII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych
Kultura 1989




Jakieś miasteczko w Polsce. Kamienice i ratusz z szarego kamienia, w nim posępne sukiennice wyprowadzające na odrapane centralne podwórko. W restauracji „wstrzymali” piwo i wódkę, bo przyjechali komedianci. Goście piwo dostają, przemykając się z owiniętą w papierową torbę butelką. Papierosów - brak, kupić można tylko najdroższe „Kapitany”. Zapałek nie było od tygodnia. Wędlinę i sery rzucają. Jak się zdarzy. Za chwilę mają grać. Można usiąść na ławce przy klombie, albo wyglądać z okna. Jak co roku przyjadą ci z bębnami i puszczą dymy, strzelą racę albo co.

Oczekiwanie. Z rogu rynku dobiega łagodna muzyka przywołująca ku miejscu spotkania. Ludzie zbierają się powoli, ale wkrótce wśród olch pojawia się młody mężczyzna w czarnym garniturze. Przechylony, z trudem niesie stół. Stawia go, przymierza do miejsca i znów taszczy dalej. Ludzi, gapiów, widzów przybywa. Między nimi znajdzie się po chwili dziewczyna. Niepewna i zagubiona wydaje się szukać mężczyzny. W rękach trzyma krzesła, które wspólnie ze stołem tworzą czarny komplet. Postaci spotykają się i pośród gromady ciekawskich próbują zakreślić krąg własnej prywatności. Udaje się nie za pierwszym razem, przeszkadzają im bowiem nowi przybysze taszczący łóżko. Każda stabilizacja trwa krótko, trzeba bronić zdobytego pola, stołu, białego obrusa. I świecznika. I skrzypiec. Życie jest ciężkie - ktoś komentuje z boku. Znów coś się dzieje: brutalny gest wyzwala niespodziewanie ukrytą, zdawałoby się ­ głęboko, agresję. Ten akt budzi wstręt, poniża we własnych oczach. Gasi czyste spojrzenia.

Wtem z odrętwienia wydobywa kobietę i mężczyznę niespodziewana wizja. Nad zalążkiem ludzkiego domu przepływa statek o białych żaglach. Budzi nieokreśloną tęsknotę. Wyzwala pragnienie uchwycenia chwili w niezapomnianym kształcie. Żagiel unosi się jednak dalej i dalej, pozostawiając postaci w żalu niespełnienia.

Z zapatrzenia wyrwie je nagle nadejście tych, co przygięci, złamani wpół szukają spełnienia blisko ziemi, jak stadko kur przeszukujących pole w poszukiwaniu pożywienia. Trzeba rozglądnąć się wokół, trzeba teraz z rozrzuconych sprzętów na nowo budować domowy porządek. Gdy już nastanie, tęsknić się będzie za krótką chwilą minionego piękna i swobody.

Marzenie rodzi nowy obraz. I przybywają ptaki, radośni aniołowie, zwiastuny lepszego świata, podrywając nadzieją na wspólne święto. Wznoszą się wysoko, ocierają się w tańcu śnieżnobiałymi skrzydłami o dach ludzkiego schronienia. Aby im dorównać, trzeba by wznieść się razem ku niebu. Kobieta i mężczyzna próbują tego dokonać na nasz ludzki sposób. Sztuczny - jak skrzydła Ikara. Prowizoryczny - jak nasza codzienność. Daleki od piękna i lekkości ptasiego wirowania. Cóż, jeśli nie sposób uchwycić w locie bohaterów marzeń. Aniołowie odchodzą. Ludzie zaś pozostają porażeni swą bezsilnością. Opuszczeni, cierpiący. Kobieta upadnie teraz w chwili słabości, mężczyzna - próbując jej pomóc - także.

Ci, którzy nie próbują wzlotu, nie upadają. Powracają zatem zgięci i pokurczeni, by wykorzystać dogodny moment i zawłaszczyć majątek pogrążonych w smutku. Nie widzą nawet, że wyzwoleni ze szczudeł, które miały otworzyć drogę ku ptasiemu niebu, kobieta i mężczyzna gotowi próbować raz jeszcze, odchodzą w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą majaczyły w oddali białe skrzydła.

Muzyka nie milknie. Można pozostać na ławce przy klombie, dalej wyglądać przez okno w wymalowanym przed sezonem turystycznym frontonie sypiącej się kamienicy. To taka chwila, kiedy musimy się obudzić z teatru do życia i budzić się bardzo nie chcemy.

W miasteczku zdarzył się teatr. Spektakl nosił tytuł „Republika marzeń” i podobnie jak znane przedstawienie Rudolfa Zioło w Starym Teatrze w Krakowie wywodził się z zainteresowania prozą Brunona Schulza. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Związek z Schulzem, choć nieprzypadkowy, w nikłej mierze kształtuje strukturę i wyraz ulicznej akcji gdańskiego Teatru Snów. To jasne, że autorzy spektaklu z widocznym upodobaniem opowiadają o kreowanym świecie za pomocą ciągu metaforycznych obrazów-epizodów. Takie są ich upodobania a może nawet fascynacje literackie. Ważniejsze jednak, iż przyswajając poetycki sposób obrazowania, zdobyli się na własny teatralny wyraz, odrębny, wywiedziony z wielu współczesnych nadziei, frustracji i bóli.

W zdyscyplinowanym plastycznie, świadomie samoograniczającym się spektaklu Teatru Snów kostium, zestawienie rekwizytów, dramaturgia epizodów oddziaływują dwutorowo. Z jednej strony kierują uwagę na znaczenia konkretnie przypisane do codziennej rzeczywistości każdego z nas. Z drugiej - skłaniają ku uniwersalizacji, ku Stołowi, Żaglowi, Skrzypcom, Świecznikowi - by przypomnieć choćby kilka skojarzeń. Obracając się w kręgu powszednich znaczeń (do pewnego stopnia zbanalizowanych) sięgają ku skrajowi wielkiej metafory. W tym czytelnym zderzeniu interpretacji rodzi się siła, z jaką „Republika marzeń” bierze widza w posiadanie. A potem urzeka, wywołując niespodziewane seanse ciszy i skupienia pośród przypadkowej i rozbrykanej zwykle publiczności.

Teatr Snów nie podąża psychoanalitycznym tropem. Przeciwnie. Przywołuje najprostsze tęsknoty ludzi usiłujących urządzić swe życie na miarę zwykłych potrzeb, niewygórowanych ambicji i planów. Ludzi śniących o lepszym świecie zbudowanym jednak ponad wszelkimi spisanymi w księgach utopiami społecznymi. W tych snach pojawia się kraina zagarnięta przez utopię najpiękniejszych międzyludzkich więzi. Rządząca się prywatnością, wedle nakazów nieznanego z nazwy zespolenia przyjaźni i miłości, wedle sumy trwałego porozumienia i poznawania się w rytmie słońca i księżyca. W „Republice marzeń” w optymistyczną wizję przemienia się wstrząsająca scena spotkania kobiety i mężczyzny, zastraszonych w codziennej szamotaninie. Powtarzający się motyw „Psalmów” pamiętamy także z wielu spotkań ze spektaklem lubelskiej Sceny 6.

Uliczna akcja Teatru Snów należy do rzadko dziś oglądanych przedstawień plenerowych, które nie zatrzymują się na poziomie anegdoty, popisu sztuki szczudlarskiej czy też plastycznej aranżacji. Zbliżona poetyką do prac lyońskiej grupy Cosmos Kolej, wyrazista aktorsko, szczerze opowiada o nas ludziach przezwyciężających indywidualne i zbiorowe dramaty. Stanowi dowód dojrzałości intelektualnej i artystycznej teatru kierowanego przez Zdzisława Górskiego. Budzi wreszcie nadzieję na kolejne wartościowe propozycje twórców pokolenia lat osiemdziesiątych dotkniętych kompleksem niższości w stosunku do swych kolegów i teatralnych mistrzów młodego teatru poprzedniej dekady.

„Teatr naszych snów” Krzysztof Głomb
Scena nr 11-12/89




Za sprawą Teatru Snów, między godziną 12-tą w południe a 1-szą na Długim Targu w Gdańsku powołano wczoraj „Republikę marzeń”. Taki właśnie tytuł nosił spektakl przedstawiony przechodniom spacerującym Drogą Królewską w słoneczną niedzielę.

Przedziwne sztuki wyprawiali aktorzy wypełniający przestrzeń między Zieloną Bramą a Neptunem. Intrygującym ruchem ciał wprawiali całe metry czarnej i białej materii (żagle, chorągwie, skrzydła) w intrygujący łopot. Do niesamowitości tego widowiska przyczynił się dodatkowo dość silny wiatr stanowiący wyzwanie dla samych artystów, zwłaszcza tych poruszających się na szczudłach.

Teatr Snów niejednego zjadacza lodów na Długim Targu zaskoczył swoją opowieścią, którą trudno przełożyć no słowa.

„Republika marzeń” P.Z.
Wczoraj w Gdańsku
Głos Wybrzeża 7 października 1991




W czasie wakacji zwykle zamiera życie teatralne. Trójmiejskie sceny starają się wypełnić repertuarową pustkę imprezami sezonowymi. Gdańsk ma swój letni Festiwal Szekspirowski, gdyński Teatr Miejski sprowadza na Wybrzeże spektakle impresaryjne. Sopot postawił na Lato Teatralne – i wygrał.

Sopot organizuje Lato Teatralne, cykl przedstawień, które firmuje teatr Atelier. W sobotni wieczór sopockie święto teatru rozpoczął Teatr Snów. Na Monciaku ośmioosobowy zespół przedstawił poetycką wersję „Republiki marzeń” Bruno Schulza. Spektakl, zbudowany z wizyjnych scen, z sugestywnym tłem muzycznym i widowiskowym tańcem na szczudłach w skupieniu podziwiały tłumy mieszkańców Sopotu i turystów. Aktorów ulicznego teatru pożegnano prawdziwą owacją.(...)

„Teatr uliczny i plażowy” Aleksandra Ubertowska
Lato Teatralne
Gazeta Wyborcza Morska Nr 159, 11 lipca 1994




Czego to ludzie nie wymyślą – żachnęła się starsza pani na widok siedzącej na trumnie niewiasty w żałobie. Publiczność pierwszego dnia Fety, podążająca za francuskimi artystami, podzieliła się na dwie grupy. Jedni dali się uwieść Compagnie Cacahuéte, inni z niedowierzaniem i lekkim oburzeniem śledzili poczynania zespołu.(...)

Ulica i wewnętrzny świat

Wyjątkowy, odświętny charakter miało przedstawienie Teatru Snów. „Republika marzeń” znajduje się w repertuarze gdańskiej grupy od dziesięciu lat. Z pierwszego składu zespołu w Teatrze Snów pozostali tylko Alicja Mojko i Zdzisław Górski. „Republika marzeń”, oglądana kolejny raz, nieodmiennie wzrusza. Bohaterowie spektaklu opartego na prozie Brunona Schulza próbują znaleźć dla siebie miejsce. Ich próba wykreowania własnej, intymnej przestrzeni, ze stołem, łóżkiem, śnieżnobiałym obrusem, skonfrontowana zostaje z agresją czarnych, szczudlatych bohaterów. W „Republice marzeń” zdumiewa mnie zawsze subtelna poetyka tego ulicznego spektaklu, oprawionego muzyką Mike’a Oldfielda. Odwaga lidera teatru, Zdzisława Górskiego, by na ulicy stwarzać kameralny i intymny świat przeżyć, by przy akompaniamencie rozgardiaszu panującego tu opowiadać nam poetycką historię, może imponować. Wbrew trudnym warunkom, z jakimi zmagać się musi teatr uliczny, Zdzisławowi Górskiemu i Alicji Mojko od ładnych paru lat udaje się robić sztukę. Bez fajerwerków i ognia, bez widowiskowej oprawy. Teatr Snów, skupiony na człowieku, każe swojej widowni myśleć. 10-lecie „Republiki marzeń” wiceprezydent Gdańska Adam Landowski uczcił okazałym bukietem, Elwira Twardowska, sprawczyni Fety, obdarowała artystów tortem. A potem już zabrzmiało „Sto lat!”.

„Ludożercy i żałobnicy” Monika Brand
GDAŃSK, II Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych FETA
Gazeta Wyborcza Morska 4-5 lipca 1998




Przedstawiamy 10 spektakli, które wstrząsnęły Trójmiastem w ostatniej dekadzie XX wieku

Przedstawienia, które spotkały się z uznaniem ogólnopolskiej krytyki teatralnej, wybitne role, widowiska „pod chmurką”, które zgromadziły kilkaset widzów, teatry niezależne z prężnie działającą sceną taneczną, teatralne skandale. Ten ostatni, sprzed kilku miesięcy u nas jako dodatkowy, jedenasty typ - spektakl, jakiego wybrzeżowy światek teatralny dawno nie przeżył.

Republika marzeń
reżyseria – Zdzisław Górski
Teatr Snów 1989

Trupa Zdzisława Górskiego to ceniony weteran teatrów ulicznych, nie tylko trójmiejskich! Teatr konsekwentnie zadamawia lirykę na ulicach Gdańska. To właśnie twórca Teatru Snów był inicjatorem zorganizowania w Gdańsku w 1997 roku Festiwalu Teatrów Ulicznych i Plenerowych Feta - obecnie największej imprezy teatralnej na Wybrzeżu. Najważniejszy spektakl grupy, „Republika marzeń” na motywach prozy Brunona Schulza znakomicie oddaje oniryczną atmosferę „Sklepów cynamonowych”. W następnych spektaklach zespołu pół jawa, pół sen budowana była przy pomocy tych samych środków - powolnego rytmu narracji, ospałych gestów aktorów. „Teatr Snów od lat usiłuje pokazywać na ulicy subtelny, owiany mgiełką poezji świat, w którym poruszenia szczudlarzy, biel żagli, skrzydeł czy obrusów wykreowują rzeczywistość jak z sennego marzenia” - pisała o grupie „Gazeta Wyborcza”.

„Teatralne biesy” KPG, SW, BŚ
10 na 10. Przedstawienia, które wstrząsnęły Trójmiastem.
Gazeta Wyborcza Morska Kultura 14 lutego 2001




Kiedy podchodzę do Placu Obrońców, „Sny” już grają. Znam „Republikę marzeń” i skupiam się na obserwacji otoczenia. ...Chłodnego, wypełnionego ledwie po części szpalerem widzów. Duże płyty i patetyczny pomnik dziwnie tonują uliczną etiudę, wyciszają, uspokajają. ...Bez pośpiechu rozpoznaję przedmioty gry - łóżko obite czernią, krzesła, stół - i dopiero po chwili aktorów. Bardziej nawet ich ruch, niż to, jacy się objawiają. ...Liryczna, pełna nagłych zwrotów muzyka, ilustruje proste zdarzenie o losie przedmiotów, o tęsknocie za porządkiem i hierarchią, za marzeniem, na które - jak na ustawione na tafli stołu krzesło - można wspiąć się, ...które przez chwilę ofiaruje jakąś pewność, jakiś obraz. ...Dwoje protagonistów - chłopiec i dziewczyna w surowych czerniach - podnosi i porzuca przedmioty: futerały, rekwizyty, detale. Każda zmiana nastroju, każde przejście, są zmianą czy przejściem, dla których nieoczekiwanym partnerem staje się miasto, jego ulice i zimne chodniki, szum samochodów, zainteresowanie albo obojętność pojawiających się obok planu gry ludzi. ...I właśnie tą z trudem zbudowaną jedność, ...jednaką obecność moją, stojącej obok młodej dziewczyny z psem, zabłąkanego w drugi plan kloszarda i plamkę czyjejś twarzy w oknie hotelu „Silesia”, nasze wspólne oglądanie, dopełni ­ jak coś oczekiwanego - najbardziej zawsze intrygująca poezja ulicznego teatru: nadchodzący na koturnach szczudeł aktorzy. ...Kilka razy zmieniam miejsce obserwacji, przyglądam się widzom, próbuję, znając następstwo obrazów, zadomowić się pomiędzy teatrem a tym, co pozostaje na zewnątrz niego. ...Zdarzenie wewnątrz przygotowanego do gry kręgu trwa czas jakiś, dogasa. Milknie muzyka, ciszę i nieobecność aktorów zakłóci jakoś niepotrzebnie szmer oklasków. ...Kilkadziesiąt metrów od miejsca pleneru bryłę Teatru Śląskiego zdobi od frontonu opaska transparentu: „115 lat PSS Społem w Katowicach”.

Piotr Zaczkowski
Opcje 3/96 Dziennik festiwalowy  23 czerwca 1996
Theatre of Dreams

Muzyka ze spektakli