Pokój
"Pokój” Teatru Snów ludzkim obrazem ?
...Widowisko o charakterystycznej, wypracowanej przez reżysera konwencji momentalnie przenosi widza w kreowaną rzeczywistość. Muzyka, światło, plastyka ruchu aktorów,- to wszystko buduje niepowtarzalną atmosferę. Nagle wszyscy tam obecni widzowie stają się bacznymi obserwatorami, którzy mimowolnie uczestniczą w wydarzeniach.
Tytułowy pokój znajduje się „na pograniczu marzenia i rzeczywistości”, jak możemy przeczytać w opisie spektaklu. Jest przystosowany wielkością do głównego bohatera poruszającego się na szczudłach. Ogromne meble: łóżko, stół, krzesło, oraz wieszak na ubrania budzą przekonanie , że główny bohater jest kimś więcej niż my jesteśmy. Jego świat to nie nasz świat. Kim więc jest?
Z jednej strony nieporadny, zagubiony i samotny, mieszkając w pokoju wykonuje codzienne, monotonne czynności ze skupieniem i zainteresowaniem. Z drugiej strony wrażliwy i baczny obserwator, zwraca uwagę na to co dzieje się wokół, ale tylko przez pryzmat własnych marzeń i potrzeb.
Podczas snu lub jego nieobecności pokój odwiedzają ludzie tacy jak my. To miejsce jest dla nich przestrzenią gry, zabawy. Jest w nich coś okrutnego. Swoim zachowaniem drwią z głównego bohatera. Szaleństwo ich zabaw pośród rzeczy należących do mieszkańca pokoju zdradza brak szacunku i ironię w stosunku do niego.
A gdyby potraktować głównego bohatera jak Boga widzianego ludzkimi oczami, poprzez filtr naszych poglądów i wyobrażeń opartych na niepełnej wiedzy o świecie? Czy dziś człowiekowi często nie zdaje się, że Bóg jest nieporadny zupełnie nie zainteresowany tym, co dzieje się na świecie? Główny bohater przecież znikał zawsze, gdy pojawiali się ludzie. Jednak oni drwili z owego boga, cóż więc on mógł zrobić jeśli odwracali się od niego? Czy nie jest prawdą, że przyjmiemy nic od tego, którego nie szanujemy?
Końcowa scena jest dla mnie osobiście zdumiewająca. Główny bohater pozbawiony szczudeł staje się tacy jak inni, jak ludzie jak my. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że poświęcił życie w swoim magicznym świecie żeby zbliżyć się do tych, którzy dotychczas codziennie mieli go za nic? Jakie będą tego konsekwencje? Co się stanie? Czy coś się zmieni? Z takimi pytaniami po niespełna godzinnym spektaklu zostawia nas główny bohater, który w zamyśleniu opuszcza pokój i po przejściu miedzy zgromadzonymi widzami, odchodzi w nieznanym nam kierunku.
Muzyka użyta w spektaklu w spektaklu przede wszystkim budowała atmosferę nierealności i wyjątkowości miejsca wydarzeń. Oddziela widza od myśli i spraw, z którymi zapewne pojawił się na przedstawieniu. Towarzysząc stanom emocjonalnym głównego bohatera dawała pełny obraz wydarzeń, co jest zawsze bardzo pomocne przy odbiorze spektaklu, w którym aktorzy nie mówią.
Aktorzy przerysowując swoje zachowania, postawy i uczucia postaci przekazywali jasną informację o tym, co się dzieje. Każdy ruch czemuś służył, nie było miejsc, które byłyby przerwą, które wprawiałyby aktorów w zakłopotanie. Podczas spektakli plenerowych zdarzają się często wydarzenia nieprzewidziane, z którymi aktorzy Teatru Snów zawsze świetnie sobie radzą. Tak było i tym razem. Gra aktorów chwilami przechodziła w taniec, co dawało płynność i lekkość akcji.
Scenografia zachwycająca, zbudowana specjalnie do tego przedstawienia, uwydatniała różnicę między ludzkim światem a światem głównego bohatera oraz potęgowała wrażenie nierealności w widzach.
Spektakl był jednocześnie ciekawą i miłą formą rozrywki w ostatnim dniu września oraz uhonorowaniem człowieka ,który jest jednym z najbardziej cenionych reżyserów teatrów alternatywnych w Trójmieście.
Anna Dąbrowska 02.10 2009 Portal Wiadomości 24

