„Teatr Snów - znani w kraju i za granicą a u siebie w Gdańsku – najmniej” Anna Jęsiak
Domy kultury nie mają dziś lekkiego życia, ani tzw. dobrej prasy. A prawdę mówiąc „prasy” nie mają żadnej. Pisuje się o nich bowiem lakonicznie, zdawkowo, zwykle w związku z informacją o jakiejś imprezie. Bo też jaką niespodziankę kryć w sobie może zwykły dom kultury położony na przykład na obrzeżu wielkiej aglomeracji?
Miejski Dom Kultury w Gdańsku-Oruni taką niespodziankę tymczasem ma. To działający tu od lat paru „Teatr Snów”. Paradoks polega na tym, że ów teatr z MDK znany jest w Polsce i poza jej granicami, a u siebie - w Gdańsku stosunkowo najmniej. Każdy, kto przejrzy stosy prasowych wycinków z pochlebnymi recenzjami w różnych językach, niezmiennie więc pyta: dlaczego w Trójmieście tak na wasz temat cicho?
Zdzisław Górski – oficjalnie: kierownik działu amatorskiego ruchu artystycznego w DK, de facto – szef i reżyser „Teatru Snów” - przyznaje, że o reklamę specjalnie nie zabiegali. Wierzyli, iż w końcu i tu, na miejscu, ktoś się teatrem zainteresuje. Jeśli to zainteresowanie było do tej nory znikome, to czyż wypada winić za to sam zespół? - „odbija” pytanie. Zapewne - nie. Tym bardziej że jak na grupę amatorską - pracują i występują dużo i często, dając rocznie ponad 50 spektakli. Są to widowiska uliczne, wypełnione ruchem, poezją (choć bez słów), obrazem, muzyką.
Efektowne. Wzruszające. Na pograniczu łez i uśmiechu - jak określa je Zdzisław Górski. Odżegnując się od teatru literackiego, realizmu i polityki, stają ze swymi spektaklami po stronie człowieka i wartości uniwersalnych. Interesuje nas przede wszystkim sztuka. Społeczne przesłanie naszych przedstawień nigdy nie sprowadza się do walki z zastaną rzeczywistością, czy sytuacją polityczną. Unikamy doraźności i plakatowości.
Taki był pierwszy z samodzielnie przygotowanych spektakli – „Pokusa”, stawiając w opozycji dobro i zło, ukazujący ludzką bezsilność wobec zła. „Pokusa”, z którą 5 lat temu pojechali do Jeleniej Góry na festiwal teatru ulicznego zapoczątkowała pasmo sukcesów. Jeleniogórskie festiwale właściwie nas wylansowały - mówią. Dzięki nim „Teatr Snów” istotnie wszedł w międzynarodowy „obieg”, otrzymując wielu zaproszeń do udziału w podobnych imprezach za granicą, a także we wspólnych artystycznych realizacjach.
Ostatnio przebywali w Oldenburgu w Niemczech, gdzie w ramach Dni Kultury Polskiej wystąpili obok Sceny Plastycznej KUL i Teatru im. Witkacego z Zakopanego. Prezentowali „Sanatorium”, przedstawienie inspirowane prozą Bruno Schulza. Jest to trzecia, po „Pokusie” i „Republice marzeń”, pozycja repertuarowa w ich dorobku. Teraz pracują nad sceniczna wersją tego spektaklu. Bo ulica daje nieocenione doświadczenia, lecz czas spróbować sił w tradycyjnej teatralnej przestrzeni.
Ich propozycje mieszczą się w nurcie teatru poszukującego. Przedstawienia uliczne to skrajna forma XX-wiecznych artystycznych poszukiwań. Burzy granice między widzem i aktorem. Publiczność nie jest odświętna, nie mości się wygodnie w fotelach. Nie ma podziału na widownię i scenę, znika rampa. Zaaferowanych ludzi, przypadkowych przechodniów nagle, niespodziewanie osacza teatr. Musi zwrócić i przykuć ich uwagę, a zatem powinien mieć coś istotnego do zakomunikowania, do przekazania. No i cały arsenał widowiskowych środków wyrazu. Na ulicy, w plenerze - nie ma sztywnych ram - jest zawsze miejsce na improwizację, na reakcję widza-przechodnia, który często z obserwatora staje się też aktorem, współtwórcą widowiska.
„Nie idzie o to, by usunąć mowę artykułowaną, lecz o nadanie słowom takiego mniej więcej znaczenia, jakie mają w snach...” Tak pisał Antoine Artaud w swoich szalonych „Manifestach Teatru Okrucieństwa”. Tam również proponował: „likwidujemy scenę i widownię, które zostaną zastąpione przez jedno wspólne miejsce pozbawione przedziałów i jakichkolwiek barier, miejsce które stanie się samym teatrem akcji. Widz umieszczony pośrodku akcji będzie przez akcję otoczony i jakby przeszywany”.
Nazwisko Artauda wymienia Zdzisław Górski na pierwszym miejscu, kiedy charakteryzuje krąg artystycznych inspiracji i źródeł poszukiwań. Potem jest Grotowski. I Schulz, którego poetyka zdaje się „Teatrowi Snów” być najbliższa.
Samą zaś nazwę zaczerpnęli nie z rozpraw teoretycznych, lecz z tytułu spektaklu, pierwszego zrealizowanego jeszcze wspólnie z teatrem TAKO, zanim oba zespoły poszły własnymi drogami. Był to „Album snów”.
Nowy rok zapowiada się nie mniej pracowicie od poprzedniego. Wszystko też wskazuje na to, że i tym razem spędzą sporo czasu w podróżach. Ciekawie rysuje się propozycja plenerowego przedstawienia będącego próbą współczesnego odczytania mitu Don Kichota. Takie zamówienie do krajów i teatrów Europy środkowej i wschodniej skierował teatr z Avignonu. Gdański zespół włączy się do tego przedsięwzięcia wspólnie z łódzkim Teatrem 77 i Zdzisławem Hejdukiem. Kilka miesięcy temu pracowali już razem w składzie poszerzonym o artystów z Czechosłowacji i łódzką młodzież, realizując „Wypędzenie szczurów z miasta”. Replika tego widowiska miała potem miejsce w Pradze.
Status teatru amatorskiego działającego w domu kultury w peryferyjnej dzielnicy zapewne nie jest dobrą reklamową rekomendacją. Okazuje się jednak, że nie przeszkadza ani w twórczych poczynaniach, ani w osiągnięciach. Prosta logika zdarzeń wcześniej lub później doprowadzi zapewne do zmiany tego statusu. Myślą o tym spokojnie - szukając mecenasów, przymierzając się do utworzenia fundacji. Chętnie też widzieliby w swym gronie młodych ludzi wrażliwych, otwartych, lubiących teatr. Nie obiecują im wiele poza mozolną pracą i intensywnymi próbami - być może - szansę przeżycia wspaniałej przygody ze sztuką. Ale czy to mało?
„Teatr Snów - znani w kraju i za granicą a u siebie w Gdańsku – najmniej” Anna Jęsiak
Dziennik Bałtycki 25 stycznia 1991
Miejski Dom Kultury w Gdańsku-Oruni taką niespodziankę tymczasem ma. To działający tu od lat paru „Teatr Snów”. Paradoks polega na tym, że ów teatr z MDK znany jest w Polsce i poza jej granicami, a u siebie - w Gdańsku stosunkowo najmniej. Każdy, kto przejrzy stosy prasowych wycinków z pochlebnymi recenzjami w różnych językach, niezmiennie więc pyta: dlaczego w Trójmieście tak na wasz temat cicho?
Zdzisław Górski – oficjalnie: kierownik działu amatorskiego ruchu artystycznego w DK, de facto – szef i reżyser „Teatru Snów” - przyznaje, że o reklamę specjalnie nie zabiegali. Wierzyli, iż w końcu i tu, na miejscu, ktoś się teatrem zainteresuje. Jeśli to zainteresowanie było do tej nory znikome, to czyż wypada winić za to sam zespół? - „odbija” pytanie. Zapewne - nie. Tym bardziej że jak na grupę amatorską - pracują i występują dużo i często, dając rocznie ponad 50 spektakli. Są to widowiska uliczne, wypełnione ruchem, poezją (choć bez słów), obrazem, muzyką.
Efektowne. Wzruszające. Na pograniczu łez i uśmiechu - jak określa je Zdzisław Górski. Odżegnując się od teatru literackiego, realizmu i polityki, stają ze swymi spektaklami po stronie człowieka i wartości uniwersalnych. Interesuje nas przede wszystkim sztuka. Społeczne przesłanie naszych przedstawień nigdy nie sprowadza się do walki z zastaną rzeczywistością, czy sytuacją polityczną. Unikamy doraźności i plakatowości.
Taki był pierwszy z samodzielnie przygotowanych spektakli – „Pokusa”, stawiając w opozycji dobro i zło, ukazujący ludzką bezsilność wobec zła. „Pokusa”, z którą 5 lat temu pojechali do Jeleniej Góry na festiwal teatru ulicznego zapoczątkowała pasmo sukcesów. Jeleniogórskie festiwale właściwie nas wylansowały - mówią. Dzięki nim „Teatr Snów” istotnie wszedł w międzynarodowy „obieg”, otrzymując wielu zaproszeń do udziału w podobnych imprezach za granicą, a także we wspólnych artystycznych realizacjach.
Ostatnio przebywali w Oldenburgu w Niemczech, gdzie w ramach Dni Kultury Polskiej wystąpili obok Sceny Plastycznej KUL i Teatru im. Witkacego z Zakopanego. Prezentowali „Sanatorium”, przedstawienie inspirowane prozą Bruno Schulza. Jest to trzecia, po „Pokusie” i „Republice marzeń”, pozycja repertuarowa w ich dorobku. Teraz pracują nad sceniczna wersją tego spektaklu. Bo ulica daje nieocenione doświadczenia, lecz czas spróbować sił w tradycyjnej teatralnej przestrzeni.
Ich propozycje mieszczą się w nurcie teatru poszukującego. Przedstawienia uliczne to skrajna forma XX-wiecznych artystycznych poszukiwań. Burzy granice między widzem i aktorem. Publiczność nie jest odświętna, nie mości się wygodnie w fotelach. Nie ma podziału na widownię i scenę, znika rampa. Zaaferowanych ludzi, przypadkowych przechodniów nagle, niespodziewanie osacza teatr. Musi zwrócić i przykuć ich uwagę, a zatem powinien mieć coś istotnego do zakomunikowania, do przekazania. No i cały arsenał widowiskowych środków wyrazu. Na ulicy, w plenerze - nie ma sztywnych ram - jest zawsze miejsce na improwizację, na reakcję widza-przechodnia, który często z obserwatora staje się też aktorem, współtwórcą widowiska.
„Nie idzie o to, by usunąć mowę artykułowaną, lecz o nadanie słowom takiego mniej więcej znaczenia, jakie mają w snach...” Tak pisał Antoine Artaud w swoich szalonych „Manifestach Teatru Okrucieństwa”. Tam również proponował: „likwidujemy scenę i widownię, które zostaną zastąpione przez jedno wspólne miejsce pozbawione przedziałów i jakichkolwiek barier, miejsce które stanie się samym teatrem akcji. Widz umieszczony pośrodku akcji będzie przez akcję otoczony i jakby przeszywany”.
Nazwisko Artauda wymienia Zdzisław Górski na pierwszym miejscu, kiedy charakteryzuje krąg artystycznych inspiracji i źródeł poszukiwań. Potem jest Grotowski. I Schulz, którego poetyka zdaje się „Teatrowi Snów” być najbliższa.
Samą zaś nazwę zaczerpnęli nie z rozpraw teoretycznych, lecz z tytułu spektaklu, pierwszego zrealizowanego jeszcze wspólnie z teatrem TAKO, zanim oba zespoły poszły własnymi drogami. Był to „Album snów”.
Nowy rok zapowiada się nie mniej pracowicie od poprzedniego. Wszystko też wskazuje na to, że i tym razem spędzą sporo czasu w podróżach. Ciekawie rysuje się propozycja plenerowego przedstawienia będącego próbą współczesnego odczytania mitu Don Kichota. Takie zamówienie do krajów i teatrów Europy środkowej i wschodniej skierował teatr z Avignonu. Gdański zespół włączy się do tego przedsięwzięcia wspólnie z łódzkim Teatrem 77 i Zdzisławem Hejdukiem. Kilka miesięcy temu pracowali już razem w składzie poszerzonym o artystów z Czechosłowacji i łódzką młodzież, realizując „Wypędzenie szczurów z miasta”. Replika tego widowiska miała potem miejsce w Pradze.
Status teatru amatorskiego działającego w domu kultury w peryferyjnej dzielnicy zapewne nie jest dobrą reklamową rekomendacją. Okazuje się jednak, że nie przeszkadza ani w twórczych poczynaniach, ani w osiągnięciach. Prosta logika zdarzeń wcześniej lub później doprowadzi zapewne do zmiany tego statusu. Myślą o tym spokojnie - szukając mecenasów, przymierzając się do utworzenia fundacji. Chętnie też widzieliby w swym gronie młodych ludzi wrażliwych, otwartych, lubiących teatr. Nie obiecują im wiele poza mozolną pracą i intensywnymi próbami - być może - szansę przeżycia wspaniałej przygody ze sztuką. Ale czy to mało?
„Teatr Snów - znani w kraju i za granicą a u siebie w Gdańsku – najmniej” Anna Jęsiak
Dziennik Bałtycki 25 stycznia 1991

