Teatr Snów
Teatr Snow

In order to view this object you need Flash Player 9+ support!

Get Adobe Flash player
Joomla! Slideshow

„Na szczudłach po laury” Anna Jęsiak

Podział trwał przez długie lata. Profesjonalne w kulturze było to, co miało solidne instytucjonalne podstawy i patent w postaci dyplomu. Nieprofesjonalne, amatorskie rozpościerało się na wszelkich obrzeżach. Często przyciągało świeżością i oryginalnością, lecz zawsze miało piętno czegoś niepełnowartościowego, gorszego niż profesjonalne. Powoli zaciera się jednak granica tego podziału, a nieprofesjonaliści okazują się niekiedy bardziej profesjonalni od zawodowców. Jednym z laureatów tegorocznej nagrody teatralnej wojewody gdańskiego został Teatr Snów działający w Miejskim Domu Kultury w Gdańsku Oruni. To wyróżnienie najlepiej potwierdza, jak dalece nieostra i płynna stała się ta granica.

Tradycja

Zdzisław Górski, założyciel, szef, reżyser, aktor, a nierzadko też scenograf Teatru Snów jest za młody, by pamiętać czasy rozkwitu studenckiego ruchu teatralnego na Wybrzeżu, epokę Bim-Bomu czy Cyrku rodziny Afanasjew. Na scenie „Żaka” zdążył obejrzeć prezentacje kontynuatorów tego nurtu zespołu To-Tu i Teatrzyku Ą. W latach siedemdziesiątych, w okresie prawdziwego boomu studenckiej twórczości artystycznej uległ fascynacji teatrem STU, a przede wszystkim Teatrem Ósmego Dnia. Tym, o czym mówi i jaką formę swej wypowiedzi nadaje. Zanurzenie w rzeczywistość i niezgoda na nią, próba przekazania ważnych refleksji w sposób niepolityczny i nieplakatowy, poetyckie widzenie świata zawsze wyróżniało teatralną awangardę - od „Sezonu Kolorowych Chmur” po dekadę lat 70-tych z bujnym rozkwitem studenckiego teatru. W tym też sensie można widzieć w działalności Teatru Snów „twórczą kontynuację nurtu kultury alternatywnej na Wybrzeżu” - komentuje Górski formułę nagrody. Teatr Snów, dziewięcioosobowy zespół z dwoma zaledwie etatami wpisanymi w strukturę Domu Kultury, wyrósł w ciągu blisko dziesięciu lat pracy na teatr typowo autorski. Kilka pozycji, które ma w repertuarze, to pod względem stylistyki jeden spektakl w kilku wersjach. Takie jest prawo zespołów autorskich i - choć może się to wydać nieskromne - szef teatru nie waha się odwołać w tym miejscu do Kantora. Do „Umarłej klasy” i następnych realizacji, dla których pozostała punktem odniesienia. Zdzisławowi Górskiemu niezmiennie towarzyszy w artystycznych poszukiwaniach myśl Antonina Artauda. Redukował on rolę słowa, odcinał teatr od literatury. Słowo, użyte w szczególny sposób, miało być magiczne, dźwięk i znaczenie miały tworzyć jedność. W „Sanatorium”, jedynej jak dotąd scenicznej sztuce Teatru Snów słowa pokrywają się z muzyką. W najnowszym, przygotowywanym również na scenę spektaklu, dojdzie do głosu poetycka metafora nakładających się na siebie poruszeń, znaczących i konkretnych, a zarazem uniwersalnych. I niepowtarzalnych w teatralnym „tu i teraz”.

Oryginalność

Nie scena, lecz ulica jest jednak miejscem najczęstszych prezentacji Teatru Snów, specjalizującego się w przedstawieniach plenerowych, wkomponowanych w pejzaż żyjącego miasta. „Gdańszczanie - pisał Tadeusz Burzyński na łamach miesięcznika „Dialog”, podsumowując kolejny jeleniogórski Festiwal Teatrów Ulicznych mają własny styl i poetykę. Na festiwalu wyróżnili się niczym subtelnie wycieniowana czarno-biała fotografia pomiędzy kolorowymi landszaftami, czym pragnę podkreślić odrębność grupy (...)”. Oryginalność Teatru Snów ujawnia się najlepiej właśnie w konfrontacji z innymi grupami uprawiającymi podobny rodzaj twórczości. Widowiska uliczne należą do bardzo popularnych w nurcie twórczości teatralnej owego innego, alternatywnego, czy awangardowego obiegu. Ale tym, co wyróżnia gdańszczan na tle prezentacji cyrkowo-jarmarczno-muzycznych i pantomimicznych, czy innych atrakcyjnych wizualnie spektakli, szokujących bogactwem nowoczesnych środków technicznych, jest poetyka. W Teatrze Snów nie ma efektu dla efektu. Jeśli w „Republice marzeń” pojawiają się ptaki, to użycie szczudeł staje się uzasadnione dramaturgicznie. Szczudła są popularnym atrybutem widowisk ulicznych i właściwie nie ma zespołu, który by się nimi nie posługiwał. Ktoś jednak zauważył, że „nasi” na tych szczudłach wprost tańczą, podczas gdy inni tylko kołyszą się jak kaczki. Czy był to komplement, czy też reakcja na perfekcję wykonania? Raczej to drugie. Aktorzy Teatru Snów bywają regularnie bombardowani pytaniami, czy rzeczywiście są „amatorami”. A ich prezentacje, nie pozbawione przecież walorów widowiskowości, wzbudzają uznanie i stylistyką, i treścią. W drobiazgowej i wnikliwej analizie widowisk Teatru Snów celują krytycy zagraniczni. Traktują je oni w kategoriach kultury w ogóle, a nie kultury pośledniejszej, „niższej”, bo amatorskiej. Tak być powinno. Czy nagroda wojewody zmieni coś w krajowym schemacie ocen?

Od Piły po Avignon

Aby tak się stało, Teatr Snów powinien dać się poznać przede wszystkim „w domu” czyli w Gdańsku. A tak się do tej pory składało, że w Gdańsku występował najrzadziej. Tymczasem zespół ten gra często, sześćdziesiąt razy w roku. Zwykle jednak poza granicami województwa lub kraju. W Gdańsku w ubiegłym roku wystąpił latem tylko kilkakrotnie. Parę razy zapraszał też na Orunię, do sali widowiskowej na „Sanatorium”. Nic więc dziwnego, że „u siebie” członkowie tej grupy wciąż są mało znani, podczas gdy jej dossier” pęcznieje od wycinków z recenzjami z prasy zagranicznej, a zaproszenia do udziału w rozmaitych festiwalach płyną nawet z innych kontynentów. Niedawno byli w Avignonie. A potem w Pile, gdzie za „Sanatorium” otrzymali nagrodę im. Jana Dormana na Międzynarodowych Targach Inicjatyw Teatralnych, dystansując, nawet Towarzystwo Wierszalin z głośnym już „Merlinem”. Członkowie zespołu są w większości studentami. Skład Teatru Snów zmieniał się już kilkakrotnie, ale repertuar na tym nie ucierpiał. Finanse zdaniem szefa nie są tematem wartym poruszenia. Sytuacja taka jak wszędzie. Koszty zagranicznych przejazdów pokrywają organizatorzy imprez, dzięki czemu podróże w ogóle dochodzę do skutku. Za występy aktorzy otrzymuję honoraria. W Gdańsku grywają za darmo - dla „honoru domu”. Postanowili przypominać się częściej. Ale też bardziej się cenić. Są w swojej dziedzinie dobrzy. A tego nie trzeba się wstydzić.

„Na szczudłach po laury” Anna Jęsiak
Gdańszczanie mało znani
Dziennik Bałtycki 25 marca 1994
Theatre of Dreams

Muzyka ze spektakli